Archive for the ‘Bliskie Spotkania z Obcymi’ Category

Ann Slate

Zdumiewające bliskie spotkanie na wyspie Blount

UFO nr 18 (kwiecień-czerwiec 1994)

W październiku 600 rozczarowanych ludzi musiało odejść z kwitkiem sprzed zapełnionego po brzegi audytorium Florida Junior College w Jacksonville. Wszyscy oni pragnęli wysłuchać prelekcji fizyka jądrowego Stantona Friedmana zatytułowanej „Latające spodki istnieją naprawdę”.

Norman R. Chastain, mieszkaniec Jacksonville, przyszedł wcześniej, aby zająć siedzące miejsce. Jego zainteresowanie tą prelekcją wynikało z czegoś więcej niż tylko zwykłej ciekawości. Nosił w sobie od roku sekret, którego nikomu do tej pory nie ujawnił, sekret dotyczący dziwnego zdarzenia, który zamierzał wyjawić dopiero odpowiedniemu autorytetowi naukowemu, który zgodziłby się zbadać tę sprawę „rzetelnie”.

Wieczorem po prelekcji zaczął pisać list do Stantona Friedmana do UFO Research Institute w Kalifornii. Zaczynał się on od słów: „Jestem zwykłym elektrykiem kolejowym i mam za sobą 35 lat pracy w zawodzie”. Jego treść oraz badania, które zainicjował, mogą sprawić, że przeżycie Normana Chastaina może okazać się jednym z najniezwyklejszych przypadków w historii zjawiska NOLi.

Chastain był zapalonym wędkarzem i w piątek wieczorem pod koniec stycznia 1972 roku pojechał samochodem z przyczepą kempingową i łódką kabinową w rejon wyspy Blount położonej w ujściu rzeki St. Johns płynącej na wschód od Jacksonville.

Na wyspie znajdują się głównie obiekty przemysłowe – miejskie doki, elektrownia oraz liczne słupy przesyłowych linii energetycznych. Niedługo potem Towarzystwo Audubon wytoczyło w sądzie proces o anulowanie decyzji zezwalającej na lokalizację na niej elektrowni jądrowej.

Dla Chastaina Blount była skrawkiem spokojnej wody i miejscem, w którym można jeszcze było złowić dużego czerwonego okonia. Zakotwiczył swoją łódź Sea Camper w odległości około 15 metrów od brzegu. Była pora przypływu. Po drugiej stronie wyspy stał na kotwicy opuszczony statek pasażerski Constitution.

Noc tej łagodnej zimy była tak spokojna, że słyszał nawet „maleńką żabę płynącą w poprzek rzeki”. Rozpoczął łowienie i czas uciekał mu szybko. Około trzeciej w nocy dostrzegł pomarańczowe i niebieskie błyski ponad Narodowym Pomnikiem Fortu Karoliny.

„To pewnie światła ostrzegawcze Mosquita” – pomyślał, lecz po chwili zmienił zdanie. Światła były stacjonarne i unosiły się na wysokości około 100 metrów nad pomnikiem często zmieniając kolor.

„Może to helikopter policyjny”? – pomyślał następnie, lecz i to przypuszczenie wydało mu się wątpliwe, ponieważ nie słyszał charakterystycznego warkotu ani innego odgłosu.

Nagle światła zaczęły zbliżać się do niego, po czym zatrzymały się na wysokości około 50 metrów nad łodzią. Znajdowały się na okrągłym obiekcie z kopułą, który był teraz wyraźnie widoczny. Widząc go, Chastain wiedział, że to na pewno nie jest pojazd ziemskiego pochodzenia. Miał średnicę około 25 i wysokość 2,5 metra, a także kopułę wysokości 1,5 m i mrugające światła na obwodzie.

– Kiedy zobaczyłem to, wiedziałem, że to UFO, pierwsze w moim życiu, no i byłem oczywiście do pewnego stopnia przestraszony – powiedział. – Nie wiedziałem, co robić, i nie wiedziałem, co to coś może zrobić!

Otrząsnąwszy się z pierwszego wrażenia, pomyślał, że być może wzięto ruchome światła jego łodzi za inny pojazd tego typu. Sea Camper miała dodatkowe mrugające czerwono-zielone światła pozycyjne zainstalowane przez samego Chastaina, błyskające białe światło na dziobie oraz kilka innych reflektorów. Zamontowana na szczycie kabiny dwupalnikowa latarnia Colemana była również zapalona.

Pojazd unosił się bezgłośnie nad łodzią przez około pięć minut, dopóki Chastain nie przekręcił głównego wyłącznika i nie wyłączył latarni. Niemal natychmiast NOL zaczął się oddalać, zaś Chastain obserwował jego ciemną sylwetkę niknącą na tle skał, skąd nadleciał.

Uznał w tym momencie, że jego dziwnie spotkanie skończyło się i że nie zobaczy już więcej tego pojazdu. Miał teraz inne zmartwienie, ponieważ w podnieceniu wywołanym obserwacją nie zauważył, że przypływ wyrzucił go na brzeg. Zeskoczył na brzeg wyspy i ruszył w poszukiwaniu kawałka drewna, którym mógłby zepchnąć łódź z mielizny na głębszą wodę. Miał ze sobą silną latarkę i świecił sobie pod nogi, aby nie wpaść do jakiejś przypadkowej dziury. Po pewnym czasie znalazł trzymetrowy drąg i ruszył w drogę powrotną.

– Zatrzymałem się w odległości około 25 metrów od łodzi, aby odsapnąć przez chwilę, jako że drąg był ciężki – powiedział. – Uniosłem znad ziemi światło latarki, aby sprawdzić, czy łódź nadal tkwi w przybrzeżnym mule, i wówczas dostrzegłem na skraju zarośli najdziwniejsze stworzenie, jakie można tylko sobie wyobrazić!

Była to obca istota ubrana w obcisły strój przypominający staroświecką, męską zimową bieliznę, z tą różnicą, że była ona „ciemnosrebrzystego koloru i lekko świeciła”. Stała w wysokich do pasa zaroślach, miała 1,5-1,7 metra wzrostu, krótkie ręce i dużą głowę z wąskimi uszami i lekko zaostrzonym podbródkiem, zwieńczoną wydzielającym poświatę dyskiem. Miała lekko otwarte, wyraźne usta, nieproporcjonalnie duże, wypukłe oczy, które w świetle latarki sprawiały wrażenie szklanych.

– Zupełnie nie przypominała człowieka! – powiedział.

Przez dłuższą chwilę przyglądali się sobie tkwiąc w bezruchu. Potem istota podniosła lewą rękę, w której trzymała jakiś przyrząd o średnicy około 10 centymetrów. Nastąpił błysk białego światła, który niemal go oślepił. Po chwili jego ciało zaczął ogarniać paraliż rozprzestrzeniający się stopniowo od szyi w dół całego ciała.

– Zataczałem się nie mogąc ustać na nogach, w związku z czym położyłem się w wysokiej trawie. Ręce i nogi zdrętwiały mi i stały się bezwładne, tak jak to się czasami dzieje po dłuższym ucisku którejś z kończyn. Chciałem wołać o pomoc, mając nadzieję, że jest jeszcze ktoś na wyspie oprócz mnie i że będzie mógł mi przyjść z pomocą, lecz po namyśle uznałem, że lepiej będzie jednak leżeć cicho, ponieważ przyszło mi na myśl, że to do diabła podobne stworzenie mogłoby podejść do mnie i mnie wykończyć.

Po tym, jak jasny błysk z broni tej istoty oświetlił mu twarz, do włosów i jego ubrania przylgnął bardzo silny, przyprawiający o nudności smród, który „był znacznie silniejszy od smrodu wydzielanego przez skunksa”! Chastain nie miał pewności, czy ten obrzydliwy zapach był częścią składową błysku, czy też jednym z jego następstw.

– Przez pierwszą godzinę myślałem, że zginę, ale cały czas modliłem się. W końcu paraliż zaczął ustępować. Stanąłem na czworaka i poczołgałem się do łodzi. Nazajutrz, około południa, osłabienie ustąpiło i znowu mogłem chodzić. Dzień był ciepły. Zobaczyłem łódkę na wodzie – kołysała się w odległości około 15 metrów od brzegu. Drzwi do kabiny były otwarte, a w środku nie było nikogo.

Nieznośny smród wciąż się na nim utrzymywał. Podpłynął do łodzi, włożył kąpielówki i wysuszył ubranie, lecz smród nadal się utrzymywał. Wymył włosy środkiem dezynfekcyjnym i w drodze do domu wyrzucił ubranie do przydrożnego rowu. Czuł się prawie normalnie z wyjątkiem uczucia szczególnej lekkości, tak jakby unosił się w powietrzu. Jego dziwny wygląd i zachowanie nie uszły uwadze jego żony.

– Co z tobą, Norman? – zapytała, gdy tylko wszedł do domu. – Co się stało?

Nie chciał jej niepokoić opowiadaniem szczegółów swojej przerażającej przygody, ponieważ była lekko schorowana.

– Nałgałem jej trochę. Powiedziałem, że były duże fale i dostałem morskiej choroby. Co więcej, nie powiedziałem o tym zdarzeniu nikomu, ponieważ bałem się, że mnie wyśmieją lub pomyślą, że dostałem bzika!

Nie wiedział, że to jeszcze nie był koniec tej przygody. Nazajutrz poszedł do lekarza zrobić na wszelki wypadek badania kontrolne, bojąc się, że to światło, którym został porażony, mogło dokonać jakichś trwałych uszkodzeń w jego organizmie albo że ten paraliż mógł być wynikiem lekkiego zawału serca. Lekarz rozwiał jednak jego obawy, stwierdzając, że jest całkowicie zdrowy.

Wrócił na wyspę i za dnia przeczesał tamto miejsce w poszukaniu śladów, które by potwierdziły, że to nie było przywidzenie, jednak nic nie znalazł. Wąchał trawę i krzaki w miejscu, w którym upadł, lecz ten wstrętny odór ulotnił się. Drewniany drąg leżał w tym samym miejscu, w którym go zostawił. Następnie wrócił do pracy i zachowywał się, jak gdyby nic się nie stało.

Lecz jego noce nie były już normalne. Zaczęła mu się śnić obca planeta zamieszkała przez dziwnie wyglądające stworzenia, porośnięta olbrzymimi kwiatami, posiadająca linie produkcyjne, z których schodziły talerzokształtne pojazdy. Nie wspomniał o nich nikomu, podobnie jak o swoim przeżyciu na wyspie Blount.

Nie wiedząc zbyt wiele na temat zjawiska NOLi, nie był świadom, że wiele tego typu obiektów często widywano nad liniami energetycznymi, elektrowniami i instalacjami atomowymi. Nie słyszał też o zdarzeniach, podczas których dochodziło do spotkań z humanoidami, w związku z czym nie mógł wiedzieć, że istota, którą widział, wcale nie była czymś wyjątkowym, zarówno pod względem wyglądu, jak i sposobu zachowania. Szarosrebrzyste, obcisłe kombinezony, wydatne połyskujące oczy, ostro zakończone uszy, tajemnicze promienie, które oślepiały i paraliżowały świadków – wszystko to było dobrze znane z obserwacji wiarygodnych świadków odnotowanych przez badaczy zjawiska NOLi na całym świecie.

Klasycznym przypadkiem tego typu jest zdarzenie z Hopkinsville w stanie Kentucky. Widziane tam istoty wywołały podobne zjawiska do tych, które wystąpiły na wyspie Blount. To jedno z najbardziej klasycznych zdarzeń, jakie miały miejsce na terenie Stanów Zjednoczonych, wydarzyło się w roku 1955 i figuruje w oficjalnych dokumentach sił powietrznych jako „niezidentyfikowane”. Jest często przytaczane i opisywane w różnych książkach i czasopismach. Jego opis przedstawiony przez Jacquesa Vallée w Anatomy of a Phenomenon (Anatomia zjawiska) zawiera wiele szczegółów pominiętych w innych opracowaniach. Vallée starał się przede wszystkim zwrócić uwagę biologów na nietypowe zachowanie się owych istot, które jego zdaniem warte jest szczególnego zainteresowania.

Istoty te miały 1,2 metra wzrostu, duże, ostro zakończone uszy i sięgające prawie do ziemi ręce o długich paznokciach przypominających szpony. Ubrane były w „poniklowany” strój. Tuż przed ich przybyciem na farmę rodziny Suttonów składającej się z trojga dzieci i ośmiu dorosłych jedno z dzieci widziało latający obiekt, który wylądował z tyłu zabudowań. Dorośli stwierdzili, że musiało im się przywidzieć i że był to na pewno meteoryt. Zmienili zdanie dopiero wtedy, gdy do ich domu zaczął się zbliżać „mały człowiek” z podniesionymi do góry rękoma.

Gest ten oznaczał zapewne brak wrogich zamiarów, jednak nie został zrozumiany przez przestraszonych mieszkańców farmy. Jeden z nich złapał strzelbą i strzelił przez drzwi, lecz strzał ten nie wywołał pożądanego efektu. Nieznana istota zrobiła koziołka i zniknęła w ciemnościach. (Odgłos, jaki się rozległ po jej trafieniu, przypominał dźwięk, jaki powstaje po trafieniu kulą blaszanego wiadra). To zachowanie mieszkańców farmy nie zniechęciło tych istot, które „nękały” ich swoją ciekawością chodząc po dachu i zaglądając do okien jeszcze przez wiele godzin. (Istnieją pewne wątpliwości co do dokładnej ilości istot, jako że jeden ze świadków stwierdził w trakcie dochodzenia prowadzonego przez siły powietrzne: „Mówię tylko to, co widziałem, a widziałem dwóch ludzi lub tego samego dwa razy”).

W czasie chwilowej przerwy w tej „bitwie” przerażeni Suttonowie wsiedli do samochodów i uciekli z farmy do pobliskiego miasteczka. Po pewnym czasie wrócili na nią wsparci miejscową i stanową policją. Jeden z jadących w jej kierunku oficerów zeznał, że widział kilka dziwnych „meteorów”, które leciały z tamtego rejonu. Gdy wyjrzał wraz z żoną przez okno samochodu, widział dwa z nich, jak przelatują nad ich głowami wydając „zmiennotonowe” dźwięki. Oględziny miejsca zdarzenia niczego nie wykazały poza śladami strzałów z broni Suttonów. Po pojeździe i istotach nie pozostał żaden ślad.

Jak twierdzi Vallée, z biologicznego punktu widzenia interesujące jest to, że „oczy istot były duże i bardzo czułe, ponieważ zbliżały się one do farmy z najciemniejszego miejsca. Nie zauważono w nich ani źrenic, ani powiek – świadkowie odnieśli wrażenie, że włączenie przez nich zewnętrznego oświetlenia domu powstrzymywało je od zbliżania się do niego”.

Czy możemy zatem założyć, że gdy Chastain stał przerażony widokiem obcej istoty w srebrzystym kombinezonie oświetlonej światłem latarki, odczuwała ona ból lub miała inne nieprzyjemne odczucia z powodu tego światła i w odpowiedzi zareagowała porażeniem świadka swoim promieniowaniem świetlnym? Podobnie jak w przypadku Suttonów, również ta istota miała duże, połyskujące oczy, które nie posiadały ani źrenic, ani powiek.

Jeśli ta istota była w rzeczywistości robotem, którego zadaniem było wykonanie jakichś pomiarów (analiza gleby etc.) w miejscu przyszłej elektrowni atomowej, i jeśli Chastain przeszkodził jej w wykonaniu tego zadania, to jest oczywiste, że musiał zostać unieszkodliwiony. Takie spekulacje na temat celu i zachowań obcych istot można by snuć praktycznie bez końca, niemniej wszelkie podobieństwa, jakie występują w różnych dobrze sprawdzonych przypadkach winny być dokładne zanalizowane.

Niezbite dowody na autentyczność jego przeżycia ujawniły się niespodziewanie w trzy dni po obserwacji i co najciekawsze na jego działce położonej z tyłu za domem. Był koniec stycznia 1972 roku. W pewnej chwili ze snu wyrwał go grzmot pioruna.

– Padało i błyskało, a potem ten sam niesamowity odór, który czułem wtedy, gdy zostałem porażony tamtym światłem, zaczął wlewać się przez okno sypialni. Wyskoczyłem z łóżka, aby je zamknąć, a następnie chwyciłem za broń i nie zasnąłem już do rana, wsłuchując się i węsząc, czy nie dochodzi do mnie ten mdlący smród. Zastanawiałem się, czy było możliwe, aby ta istota mogła mnie zlokalizować po tym, jak opuściłem wyspę.

Tej burzliwej nocy wstawał wiele razy i podchodził do okna, aby zerknąć przez nie. Jego żona spała w oddzielnej sypialni usytuowanej po drugiej stronie domu. W końcu burza skończyła się i nastał ranek. Gdy usłyszał krzątanie się swojej żony i miauczenie kota proszącego o wypuszczenie na dwór, szybko ubrał się i z bronią w ręku ostrożnie uchylił drzwi prowadzące na tył domu, skąd dochodził odór.

To, co zobaczył, sprawiło, że przez chwilę wydawało mu się, że postradał zmysły. Tuż za Sea Camper wyrastał z ziemi rząd „głów” cielistego koloru. Wyglądało to jak scena z filmu z gatunku horrorów. Wszystkie te „rośliny” przypominały kształtem obcą istotę, którą spotkał na wyspie, i wydzielały ten sam odór! Trzy z piętnastocentymetrowych głów miały otwarte usta i oczodoły wypełnione białą substancją wyglądającą jak lukier. Wydawały się być wykształcone do końca, podczas gdy dwie pozostałe, mniejsze, przypominały „nowo narodzone niemowlęta z zamkniętymi oczyma”. Przeszył go dreszcz, spojrzał na niebo, a potem na ziemię w poszukiwaniu statku kosmicznego i innych roślin, lecz niczego niezwykłego więcej nie zobaczył.

Chcąc, aby ktoś jeszcze zobaczył te dziwne rośliny, poszedł do kilku zaprzyjaźnionych sąsiadów, jednak żadnego z nich nie zastał w domu, ponieważ pojechali już do pracy. Rozsierdzony wrócił do domu, chwycił łopatę i wykopał dwie z większych głów oraz obie mniejsze, po czym wyrzucił je na pobliskie wysypisko śmieci. Następnie zawołał żonę i powiedział jej, aby wyszła z nim na tylne podwórze.

– Mój Boże, to wygląda jak z innego świata! – powiedziała całkowicie zaskoczona.

Postanowił opowiedzieć jej o swojej przygodzie na wyspie Blount, lecz w ostatniej chwili zrezygnował ze względu na stan jej zdrowia, ponieważ zaczęła okazywać jej pierwsze objawy pod wpływem panującego wokół smrodu.

– Idź do domu i wezwij policję! – powiedział do niej. – Powiedz im, że coś dziwnego rośnie na naszym podwórzu za domem.

– A oni powiedzą, że jestem pijana lub stuknięta, kiedy im to opiszę. Różowy diabeł o wielkich oczach, spiczastych uszach i okrągłych ustach i że wydobywa się z niego smród na całe sąsiedztwo? – odrzekła.

Przyznał jej rację, lecz nadal chciał, aby zobaczył to ktoś jeszcze. Chwycił łopatę i wykopał pozostałe rośliny, następnie wsiadł do samochodu i pojechał do siedziby gazety w Jacksonville z jedną „głową” na podłodze z przodu samochodu.

– Musiałem jechać z głową wystawioną na zewnątrz samochodu, ponieważ ten smród wręcz mnie obezwładniał – powiedział. – Kręciło mi się w głowie i zaczęło ogarniać mnie to samo uczucie bezsiły, które opanowało mnie na wyspie. Bałem się, że ogarnie mnie paraliż, zanim dotrę do siedziby gazety.

Ledwie udało mu się uniknąć zderzenia z innym samochodem. Musiał silnie zahamować, w wyniku czego „głowa” uderzyła o ostrą krawędź podłogi. W rezultacie zaczęła się z niej wydobywać czerwona substancja, która przypominała do złudzenia krew.

Opowiadając redaktorowi gazety o tej dziwacznej roślinie w samochodzie, starał się sprawić wrażenie, że to, o czym mówi, jest jak najbardziej prawdopodobne, nie wspominając ani słowem o swojej przygodzie na wyspie.

Redaktor przyglądał się mu podejrzliwie.

– To wszystko prawda, czy też golnął Pan sobie co nieco?

– Jestem niepijący – odrzekł Chastain – ale ta rzecz, która jest teraz w moim samochodzie, odurzyła mnie swoim odorem!

W chwilę potem Chastain udał się z grupą kilku reporterów do samochodu. Jeden z nich przyjrzawszy się bliżej „głowie”, powiedział:

– Zajrzyjcie jej do ust! To ma nawet małe zęby!

Żaden z redaktorów nigdy nie widział takiej „głowy”, w związku z czym nikt z nich nie potrafił jej zidentyfikować, tak jak i żaden ze współpracowników Chastaina z Seaboard Coast Line Railroad Company, gdzie udał się po opuszczeniu redakcji w poszukiwaniu dodatkowych świadków. Na widok „głowy” brygadzista John Ellis powiedział podekscytowanym głosem:

– Mój Boże, czy to to tak śmierdzi?

– Spójrzcie na tę czerwoną substancję wyciekającą z tyłu głowy! – powiedział hydraulik Clyde Schramm.

Po niespełna dobie wszystkie „głowy” skurczyły się do rozmiarów kauczukowych piłek, podobnie jak te, które Chastain wkopał z powrotem w miejscu, w którym poprzednio rosły, aby zobaczyć, co będzie dalej, jednak żadna z demonicznych roślin nie wyrosła z ziemi ponownie.

W chwili pisania tego artykułu próbki gruntu pobrane z różnych głębokości na podwórzu położonym z tyłu domu Chastaina oraz na wyspie Blount poddawane są różnorodnym badaniom w kilku laboratoriach. Wstępne badanie mikroskopowe wykazało, że ziemia pochodząca z podwórza zawiera fungi hyphae (włókna korzeni grzybów), i jest nadzieja, że znajdujące się w niej zarodniki rozwiną się w komorze wilgotnościowej ustawionej na warunki podobne do tych, które panowały w nocy poprzedzającej ich wzrost.

Czym one są? Pozaziemskimi zarodnikami zasianymi w ziemskiej glebie? Dopóki nie znana jest odpowiedź na to pytanie, warto zastanowić się również nad innymi możliwymi hipotezami. Jedną ze wskazówek może być silny fetor wydzielany przez „głowy”.

Luis C.C. Krieger w Przewodniku po grzybach pisze, że cała gama grzybów pod nazwą „stinkhorns” („śmierdziorożki”) wydziela „nieznośny smród przypominający zapach sera ‚Limburger’ zwielokrotniony do n-tej potęgi”. Odór ten przywabia muchy, które roznoszą następnie na swoich ciałach ich zarodniki. Muchy składają na nich jajeczka, dzięki czemu ich larwy wgryzając się w ich tkanki mają dostęp do pokarmu. Powstałe w tkance śmierdziorożków w wyniku ich żerowania kanaliki tworzą różnorodne wzory, zaś niektóre z nich wydzielają po ich nacięciu lub rozdarciu czerwoną, podobną do krwi ciecz. Czy wyklucza to jakikolwiek związek między obcą istotą z wyspy a dziwacznymi roślinami na podwórzu Chastaina? Może świadek po prostu wdepnął w kolonię śmierdziorożków na wyspie, przeniósł na swoich butach lub ciele ich zarodniki do swojego domu, gdzie następnie, kilkanaście dni później, wyrosły one z ziemi dzięki sprzyjającym warunkom atmosferycznym.

Specjaliści pracujący nad tym przypadkiem nie mogą dojść do wspólnych wniosków. Prawdopodobieństwo, że czerwie zjedzą dokładnie ten sam rodzaj śmierdzioróżka można by nazwać zbiegiem okoliczności, lecz szansa, że zostaną one zjedzone w dokładnie ten sam sposób, w wyniku czego uzyskają ten sam kształt, wyraża się ułamkiem, w którego mianowniku jest liczba astronomicznie wielka. Szansa, że grzyby mogłyby przyjąć kształt przypominający istotę z wyspy, jest również znikoma. Interesujące jest to, że „głowy” wyrosły w pobliżu miejsca, w którym Chastain spuścił wodę z Sea Camper, która być może została napromieniowana przez unoszącego się nad łódką NOLa.

Profesor Leslie Paleg z Uniwersytetu w Adelajdzie w Australii przedstawił rewelacyjną metodę modyfikowania zachowań i wzrostu roślin za pomocą promieniowania laserowego.

– Wystarczą krótkotrwałe naświetlania laserem, ponieważ jego światło jest bardzo spójne i intensywne – oznajmił. – Stwierdziliśmy na przykład, że jednosekundowe naświetlenie laserem z odległości około 500 metrów winorośli „poranny blask” wpływa na jej wzrost.

I chyba właśnie tu leży klucz, nie tylko do rozwiązania zagadki przypadku Chastaina, ale wielu innych bliskich spotkań z NOLami, podczas których doszło do ich lądowań, po których pozostały trwałe ślady w glebie oraz olbrzymie kręgi zmutowanej roślinności rosnącej wokół tych miejsc.

Zastosowania laserów, mikrofal oraz innych rodzajów energii w badaniach biologicznych są dopiero początkującą dziedziną badań. Jeśli uda się przy ich pomocy spowodować kiełkowanie grzybów w próbkach gruntu z Florydy, wówczas być może uda się określić, jaki rodzaj światła – lub energii – spowodował te mutacje, co może w końcowym rezultacie doprowadzić do jeszcze bardziej konkretnych danych dotyczących technologicznych sekretów latających spodków i ich załóg.

Reklamy

UFO, bliskie spotkania pozytywnego rodzaju

– wykład Janandy

Poniższy tekst opatruję komentarzem, ponieważ wydaje mi się on wielce podejrzany. Trudno mi uwierzyć w to, że rzeczywiście pochodzi od przyjaznych nam istot. Jest w nim dużo prawdy, a oprócz tego jest wprost skąpany w morzu miłości, ale Kasjopeanie ostrzegali, że wiele przekazów jest tak spreparowanych, żeby to wrażenie przyjaźni, miłości i szczerozłotej prawdy uśpiło naszą czujność. W tym zalewie „szczerej miłości i prawdy” możemy (wręcz powinniśmy) nie zauważyć ukrytej dezinformacji. Otwieramy się ufnie na ten przekaz i w ten sposób do naszej duszy sączy się niebezpieczne kłamstwo. W tak przygotowanych przekazach może być nawet ponad 90% prawdy, ale jest to robione tylko po to, żeby wzbudzić większe zaufanie.

Cóż więc mi się tu nie podoba?

Zanim przeczytasz ten tekst, zapoznaj się z materiałami zebranymi przez Karlę Turner. Przeczytaj uważnie szczególnie „Wzięcie Amy” i wczuj się w to, co czuła, gdy wszczepiano jej implant do mózgu. Jeśli uważasz, że zrobiły to przyjazne ludziom istoty, to OK., widać masz trochę inne pojęcie o tych sprawach niż ja.

Wracając do tego przekazu, to już samo pojawienie się tego piekącego i palącego światła nie wzbudziło mojego zaufania. Taki ogień raczej nie kojarzy mi się z niczym dobrym. Czyżby ogień piekielny?

Już na samym początku Jananda mówi: Cóż, jest mi ciężko przechodzić przez to doświadczenie. Powiem o strachu dziś wieczorem, o strachu, UFO i ET.

Czy o przyjaciołach wyrażamy się w taki sposób? Chyba nie…

Ale prawdziwe przerażenie poczułam przy tych słowach: Przybyliście tu, aby asystować w transformacji trzeciego wymiaru w czwarty. Nastąpi większe otwarcie w PIĄTY WYMIAR (…).

Kasjopeanie powiedzieli nam, że piąty wymiar to miejsce, w którym przebywają dusze po śmierci ciała fizycznego. Jest to przestrzeń duchowa, w której przebywamy między kolejnymi wcieleniami. Czyli, jak powiedzieliby chrześcijanie „niebo”, hehe…

I dalej ta cudownie kochająca istota mówi nam, że wszczepy są rzeczą dobrą i zbawienną i że każdy z wziętych sam zgodził się na to przeżycie.

Tak długo jak jesteś w formie fizycznej, jest ci bardzo trudno skomunikować się z wyższymi wymiarami. (…) Może okazać się konieczne WZIĄĆ CIĘ Z CIAŁA i przenieść do wnętrza statku kosmicznego. (…) Niektórzy z was prosili o przyśpieszenie swojej ewolucji. (…) Ten rozwój był przyśpieszany z kilku powodów. Jeden z nich to własna ludzka ingerencja w siłę atomu. (…) One nie przygotowują się do przejęcia przywództwa czy rządu. To nie to, co one robią. One przynoszą więcej światła na tę planetę. Wielu z was doświadczy, albo już doświadczyło wzięcia na statek kosmiczny, a niektórym wszczepiono urządzenia w różne miejsca ciała. Nie wszyscy, ale niektórzy z was doświadczyli czegoś, co wydawało się być negatywne.

Wszystkie świetlane istoty zapewniają nas z wielką mocą i stale to powtarzają, że nigdy nie uprowadzają ludzi ani nie przeprowadzają na nich żadnych doświadczeń. Tego typu rzeczy robią tylko istoty z ciemnej strony, mające wobec ludzkości jak najgorsze zamiary. Jeśli więc ktoś uprowadza człowieka na statek kosmiczny, wyciąga z ciała jego duszę, wszczepia mu implanty do systemu nerwowego i twierdzi, że robi to dla dobra ludzi, to po prostu kłamie. Wiele uprowadzonych osób, pod wpływem hipnozy, uwierzyło w miłość i dobre zamiary porywaczy, ale nie na długo. Po pewnym czasie lęk i ból stawały się tak wielkie, że osoby te zmuszone były szukać pomocy psychiatrów i hipnotyzerów – czy takie skutki może powodować dobrowolne działanie pełne miłości?

Wiele lat temu Rada Chrystusowa negocjowała z istotami o mniejszym świetle i poprosiła ich o opuszczenie planety. (…) Tak więc one rozpoczęły opuszczanie tej planety. Pokój, którego doświadczacie przez ostatnie cztery lata, jest rezultatem odejścia tych istot z planety Ziemi. (…) One umieszczały swoją energię w ludzkich umysłach i próbowały tam zaszczepiać lęki i gniew, źródła wojny i zniszczenia. One teraz opuszczają waszą planetę. To będzie wspaniały czas dla was na tej planecie. I nikt – musimy powtórzyć to ponownie: „Nikt z wyższych wymiarów nie pozwoli kiedykolwiek ingerować w decyzje rodzaju ludzkiego!” Nigdy się im nie pozwoli przejąć tej planety.

Jest tu wiele prawdy o „zaszczepianiu lęków, gniewu i wojen”, ale cała reszta to cudowna bajeczka, mająca nas uspokoić i uśpić. Chodzi o to, żebyśmy uwierzyli, że ci dobrotliwi opiekunowie dopilnują wszystkiego i zadbają o nasze bezpieczeństwo i żebyśmy nie byli podejrzliwi. Poddajmy się im z ufnością, a oni załatwią resztę. Obyśmy się tylko nie obudzili zbyt późno… I dalej:

Stwarzaj miłość. Czasami nie rozumiemy naprawdę, dlaczego to jest tak trudne. Dlaczego to jest tak trudne? Chcielibyśmy wyjaśnić wam, dlaczego: spowodowane to jest inżynierią genetyczną, zmianami wewnątrz waszego DNA. Nie pamiętacie, kim jesteście, z powodu inżynierii genetycznej. Jesteśmy tutaj, by pomóc wam przywrócić do normy wasze struktury DNA, tak to ujmijmy. (…) Tylko niewielu na tej planecie dzierży moc. Nie powinniście im na to pozwalać. Nie macie z nimi walczyć. Nie macie ich zabijać. Wszystko co macie do zrobienia, to zamanifestować miłość, którą my okazaliśmy. Dzięki naszej miłości bracia o mniejszym świetle opuścili planetę.

Te niekorzystne zmiany genetyczne akurat są prawdą, ale cała reszta to bujda. My mamy zająć się wylewaniem kubłów miłości na głowy naszych prześladowców i nie myśleć o walce, a oni tymczasem zrobią swoje.

O zmianach w naszym DNA pisała Barbara Marciniak i tam odsyłam wszystkich zainteresowanych prawdą na ten temat.

Ale następny fragment jest wręcz kuriozalny:

Pytanie: Mam pytanie. Co możesz nam powiedzieć o istnieniu bądź nieistnieniu podziemnych baz znajdujących się w różnych miejscach kraju, w których dochodzi do kontaktu sił rządowych z istotami z innych wymiarów?

Odpowiedź: Kiedy oglądasz swoją TV, kiedy czytasz swoje gazety, bez osądzania możesz ujrzeć, że więcej niż 98 % tego, co jest przekazywane, nie jest prawdą. Jest w tym tak wiele obaw i fantazji. Na przykład, że rząd USA na planecie Ziemia robi interes z małymi szarakami albo z Ludźmi w Czerni. Tak wiele z tego jest absolutną bzdurą! Chcemy, żebyś zrobił jedną rzecz. Najlepszym sposobem poradzenia sobie z tym rodzajem informacji jest zignorowanie jej i niech się stanie światło.

No cóż, jeśli ten przekaz pochodzi od „złych kosmitów” (Lizardów z Oriona), których służącymi, a właściwie biorobotami są „małe szaraki”, to nic dziwnego, że wymaga się od nas, żebyśmy uznali to za „absolutną bzdurę”, „zignorowali ją i niech się stanie światło”. Jasne! Nie powinniśmy o tym wiedzieć, nam nie wolno w to wierzyć, świat jest cudowny, rząd jest dobry, nasi opiekunowie czuwają! Wylewajmy na nich wiadra miłości i śpijmy spokojnie.

Następny prawdziwie kuriozalny fragment:

Pozwólcie mi coś opowiedzieć. Mam śmiałość opowiedzieć o tym, mam odwagę wziąć odpowiedzialność za swój czyn. Pracowałem tutaj, kiedy do pokoju weszła pani z najbardziej niewiarygodnym dokumentem o tym, co się stanie z pracownikami światła. Rząd zamierza ich powystrzelać! Prezydent Bush miał zostać zabity, olbrzymi nonsens!

Nazywanie prezydenta Busha „pracownikiem światła” jest po prostu niewiarygodne! Nawet jeśli chodzi o Busha seniora… Świetlane istoty od dawna mają tych panów na oku i jest wiele podstaw do mniemania, że są oni agentami przeciwnej strony, służącymi im za grube pieniądze i władzę nad światem. Chyba zresztą widać to aż zbyt wyraźnie. Poza tym ta kochająca ludzkość istota nie wyjaśnia, co to miał być za dokument, przez kogo i dla kogo został stworzony i kto z rządu miałby zabijać inną osobę z rządu i po co. Jest to mętne, pokrętne i pozbawione sensu. To typowe robienie wody z mózgu.

Kolejny fragment:

Pytanie: Ostatnio mi się coś zdarzyło, może ty mógłbyś to trochę wyjaśnić. Kocham kosmicznych braci i dużo uzdrawiam. Tak więc około tygodnia temu miałem sen i stało się. Widocznie miałem wszczep. Nie byłem w stanie uzdrawiać. Nie mogłem robić testów mięśniowych, by szukać odpowiedzi dotyczących problemów. Zmieniła się polaryzacja. To było bardzo nieprzyjemne. Wtedy ktoś wykonał uzdrawianie ze światłem, miłością i w intencji, a wszczep zniknął.

Odpowiedź: Dobrze!

Pytanie: A teraz mój syn ma taki, ale spodziewamy się, że znajdzie rozwiązanie, jak można się go pozbyć. To nie wydaje się być przyjazną rzeczą i właśnie zastanawiałam się, czy dasz mi jakieś wyjaśnienie w tej sprawie.

Odpowiedź: Tak. Oto, co mówimy. Niektóre istoty zgodziły się mieć w sobie wszczep, tak więc one mogą wypełnić swoje zobowiązanie.

Czy potrzebny jest komentarz? Skoro ten wszczep jest dobry, to dlaczego ta osoba miała z jego powodu kłopoty, zamiast obiecanego przyspieszenia rozwoju??? Dlaczego wszczep znikł po potraktowaniu go światłem i miłością? Dlaczego martwi ją odkrycie takiego samego wszczepu u syna? Powinna się cieszyć i czerpać z tego więcej zdolności do uzdrawiania. Niestety, na swoje pytanie nie otrzymała sensownej odpowiedzi.

Wielu ludzi jest przygotowywanych do wypełnienia swych zobowiązań dzięki posiadaniu implantów. To nie jest złe. Chcemy, byście to poczuli. Jeśli odczuwasz to negatywnie, idź do najpotężniejszego pracownika światła lub duchowego chirurga, którego możesz znaleźć, spotkaj potężne anioły uzdrowiciele i uzdrów to. Najgorsze, co może nas spotkać, to zablokowanie naszych emocjonalnych ciał.

Zablokowanie emocjonalnych ciał jest rzeczywiście wielce niewskazane. Jeśli te istoty żywią się negatywną energią emocji lęku i nienawiści, to rzeczywiście nie może ich spotkać nic gorszego, niż odcięcie od dostaw tego „luszu”.

Nie bądźcie naiwni, nie dawajcie się nabrać na miłość i opiekę naszych „kosmicznych braci”. Oni traktują nas jak owce, zupełnie tak samo, jak my traktujemy zwierzęta. My też je zjadamy, przeprowadzamy na nich „naukowe” eksperymenty, może więc powinniśmy pogodzić się z tym, że ci, którzy stoją wyżej od nas traktują nas jak towar? Jak wam się to podoba???

Jak nauczyć się odróżniać prawdę od kłamstw?

Czytajcie jak najwięcej, poznawajcie jak najwięcej, myślcie i medytujcie. Bez medytacji nie osiągniecie prawdziwego zrozumienia. Po jakimś czasie wszystko ułoży wam się w głowie i nie będziecie naiwni. Powodzenia. I miłej lektury. Acha, nie zapominajcie o modlitwie do prawdziwego Boga. Tak naprawdę tylko to wam pozostaje.

Maya

UFO, BLISKIE SPOTKANIA POZYTYWNEGO RODZAJU
Wykład Janandy (Jananda@sedona.net)

Pozdrawiam was. Opowiem trochę o moim pierwszym spotkaniu z kosmitami. Dla mnie to nie było wcale straszne doświadczenie, wcale nie. Grupa ludzi siedziała w medytacji. W czasie siedzenia w medytacji ukazało się cudowne światło obok mojego krzesła i poczułem palenie w prawej stronie ciała. To było dokładnie tak, jakbym znalazł się w ogniu. Nie mogłem dostrzec żadnego kształtu, tylko światło. A to światło rzekło do mnie: „Jestem światłem świata. Proszę, idź za mną”. Byłem niemal w szoku! Głos wychodził z tego światła. Zawsze lubię żartować, więc powiedziałem do tego światła: „Cóż, oto jestem!” Ale to światło powtórzyło: „JAM JEST światło świata, tak więc proszę idź za mną.” Wtedy światło udało się do innego pokoju, a ja poszedłem za nim. Kiedy tam wszedłem, głos rzekł: „Proszę, siadaj.” To zabrzmiało prawie jak rozkaz, więc usiałem na krześle. Wtedy światło rzekło do mnie: „Czy wiesz, kim jestem?” Pomyślałem sobie: „Tak, jesteś Chrystusem”. W tej samej sekundzie, gdy tak zacząłem myśleć, głos powiedział: „Nie, nie jestem Chrystusem.” Wtedy powiedział mi, kim jest. Faktycznie był to on, mogę powiedzieć, że była to istota męska i żeńska zarazem, 100% męskiego i 100% żeńskiego pierwiastka w tej samej istocie. Istota wyjaśniła mi, skąd przybyła. On powiedział mi, że jesteśmy bardzo blisko spokrewnieni i pochodzimy z tej samej planety. On faktycznie jest – odkryłem to później – on jest faktycznie częścią mnie, częścią mojej świadomości żyjącej na planecie zwanej Capella. Capella jest jasną gwiazdą, którą możecie zobaczyć na północnym niebie tylko podczas trwania pory zimowej. Jest podwójną gwiazdą w konstelacji Alpha Auriga, około 46 lat świetlnych od Ziemi. Gwiazda ta ma sto razy silniejszy blask od Słońca. Capella ma rozmiar orbity Jowisza. Jest gigantyczna.

Ta istota skoncentrowała swoją świadomość w pokoju do takiej gęstości wymiaru, w jakim my żyjemy. On przekształcił część swojej świadomości i zamanifestował mi się jako światło. Faktycznie istnieje jako ogień. Ma około 9 stóp wzrostu, ogromną siłę i tak, jak już powiedziałem, 100 % męskiego i 100 % żeńskiego pierwiastka w tym samym ciele, jest stuprocentową istotą. Wyjaśnił mi wiele rzeczy. Wyjaśnił mi, w jaki sposób część jego świadomości przybyła do tego systemu słonecznego miliony lat temu. Pokazał mi dokładnie, jak wszedłem w tę część wszechświata przez system gwiezdny Syriusza i uległem transformacji. Za każdym razem, gdy ulegałem transformacji, pozostawiałem część świadomości na planecie. Przed ostatnim rozdzieleniem i fizyczną inkarnacją na planecie Ziemi byłem na planecie Wenus. Jestem w bliskim kontakcie z Wenusjanami. Część mojej świadomości jest wciąż na Wenus, chociaż jej nie postrzegam. Po prostu wiem, że istnieje część mojej świadomości związana z ludźmi z Wenus. Ta część wenusjańska nazywa się JANANDA.

Właśnie teraz mi powiedziano, jest to wyjaśnienie dla mnie, że część mojej świadomości nie jest teraz w tej części wszechświata. Ta część świadomości podróżuje przez wszechświat.

Jak widzicie, mamy wielowymiarowe żywoty (żyjemy w wielu wymiarach). Nie jestem wcale kimś wyjątkowym. Jestem tylko narzędziem albo instrumentem dla tej energii. Wszyscy jesteśmy tak stworzeni, z wieloma ciałami żyjącymi w bardzo wielu wymiarach w tym samym czasie. Osobiście doświadczyłem, że mam jeszcze jedną fizyczną inkarnację na tej planecie w tym właśnie czasie. Jesteśmy wielowymiarowymi istotami, naprawdę chcę, abyście zaakceptowali, kim jesteście i czym jesteście. Nie jesteś tylko ludzką istotą. Jesteś czymś więcej, dużo więcej, niż ludzką istotą. Jesteś istotą duchową inkarnowaną w ciele po to, aby podejmować się zadań tutaj, w tej części wszechświata, na tej planecie właśnie teraz.

To jest moje wprowadzenie. Jeśli pozwolisz przez kilka chwil, aby energia z Capelli przybyła do twego ciała, zobaczymy, co się wydarzy i jaki rodzaj informacji będę mógł ci przekazać. Czasami jest to dość wstrząsowe doświadczenie, pozwolić na to, aby ciało stało się kanałem dla takiego rodzaju energii. Nie jestem w transie. Mówię to ponownie. Nie jestem w transie. To co się dzieje, ja odczuwam jako drżenie wewnątrz ciała. Gdy świadomość wchodzi do tego ciała, odczuwam to prawie jak przepływ prądu elektrycznego przez moje ciało. Zobaczymy, jaką wiadomość mogę tą drogą wam przekazać.

JAHRMIN: „Powinienem przedstawić się wam jako JAHRMIN z planety Capella, słońca gwiazdy Capella. Gdy jestem w tym fizycznym ciele, mam dla was przekaz. Wiele razy zobaczycie, że używam fizycznych oczu do przekazywania wam wiadomości. Instrument ma problem z wypowiadaniem słów. Będąc tu przekażę wam moją miłość, ponieważ mamy dla was wiele współczucia. Jesteście na tej planecie od wielu lat i wykonujecie tu wspaniałą pracę. Muszę wycofać się z tego ciała i pozwolić mu być samosterownym.”

JANANDA: Cóż, jest mi ciężko przechodzić przez to doświadczenie. Powiem o strachu dziś wieczorem, o strachu, UFO i ET. Chciałbym dać wam tylko przyjemność, miłość i światło od tych wysoko rozwiniętych istot, które od tysięcy lat pracują w naszej bliskości. Przybyliście tu celowo. Przybyliście tu w celu przyniesienia światła na tę planetę. Przybyliście tu, aby asystować w transformacji trzeciego wymiaru w czwarty. Nastąpi większe otwarcie w piąty wymiar, więc istoty z wyższych wymiarów mogą pomagać w procesie transformacji tego wymiaru w inny.

Kiedy spoglądasz na swoją planetę, widzisz około 5 miliardów jednostek. Wszystkie te jednostki przybywają z różnych systemów gwiezdnych. Czyż można się dziwić, że na tej planecie może być chaos? Wszyscy przybywacie na tę planetę z różnych planet, z różnych systemów gwiezdnych, z różnych galaktyk, nawet z różnych wszechświatów, aby wykonać zadanie, które dobrowolnie wzięliście na swoje barki, przynieść więcej światła na tę planetę. Dlatego jesteś tutaj.

Kiedy rozglądacie się dookoła i widzicie zróżnicowanie pośród ludzi wokół was, musimy was poinformować, że jest to dokładne odbicie tego, co się dzieje w kosmosie. Kosmici, jeśli używacie tego terminu, są także bardzo, bardzo różni. Mają różnorodne kształty. Niektóre z tych istot są po prostu muzyką. Niektóre z tych istot są po prostu miłością. Niektóre z nich mają takie formy, jakich nie możemy wam opisać.

Możesz mieć trudności w zrozumieniu, że wszystkie te różne wymiary mają swój własny sposób przejawiania się, bo wszystkie są odmienne.

Kiedy spotykasz kosmitów inkarnowanych w fizyczne ciała, widzisz tę osobę jako osobę fizyczną, jako istotę ludzką. Będziesz musiał przyglądać się bardzo uważnie polu aurycznemu, aby zobaczyć, czy ta istota przybywa z innego systemu gwiezdnego i czasowo jest w fizycznym ciele. Kiedy oni tak przybywają, mają coś specjalnie przypisane. To ich specjalne przypisanie może być przekazaniem wiadomości i przygotowaniem rodzaju ludzkiego na to, co wydarzy się na tej planecie.

Prawdopodobnie słyszałeś wiele historii o uprowadzeniach. Chcemy rzucić nieco światła na te „mistyczne” zjawiska zwane uprowadzeniami. Chcemy ci to wyjaśnić. Chcemy ci przypomnieć, że musisz odwoływać się do własnego rozeznania, ponieważ wszyscy jesteście zróżnicowani. Musisz użyć swojego własnego serca, aby rozeznać to, co mówimy i czy to jest dla ciebie prawdą, czy nie. Naszym celem jest nieść oświecenie i przynosić światło do umysłów pogrążonych w ciemności i lęku. Chcemy wprowadzić światło do twojego umysłu, specjalnie wtedy, gdy jesteś pełen lęku spowodowanego obecnością istot przybywających z innych galaktyk albo innych systemów gwiezdnych. Chcemy ci powiedzieć, że ta planeta osiągnęła punkt w swojej ewolucji, w którym wymiary ulegają zmianie, następuje zmiana w inny wyższy wymiar. Z tego powodu inne istoty przybywają tu i pomagają ochotnikom pracującym na tej planecie, asystują im w procesie ewoluowania tej planety. Te istoty przybywają na Ziemię. Tu i teraz muszą kreować formę – statek kosmiczny, który podnosi cię do swojego wnętrza i przekazuje ci informacje. Tak długo jak jesteś w formie fizycznej, jest ci bardzo trudno skomunikować się z wyższymi wymiarami. Kiedy komunikujesz się z energią o wyższym poziomie (częstotliwości), energia komunikująca się z tobą przechodzi przez zróżnicowany system czakr w twoich zróżnicowanych ciałach. Może ci być bardzo trudno przyjąć ją bezpośrednio. Może okazać się konieczne wziąć cię z ciała i przenieść do wnętrza statku kosmicznego. Wtedy jesteś przekształcany w formę harmonizującą z tamtym wymiarem. Wtedy masz możliwość rozeznania się, po co przybyłeś na tę planetę, jakie jest twoje przeznaczenie na tej planecie. Wielu z was już wie, co się wydarzy. To nie będzie negatywne zdarzenie. Ta planeta nie będzie zniszczona. Ta planeta nie będzie pozbawiona żyjących istot. Nastąpią fizyczne zmiany. Nastąpią zmiany, ponieważ zawsze tak działo się na twojej planecie i zawsze tak będzie się dziać. Twoja planeta jest ciągle przekształcającym się bytem, który wchodzi w twoją gęstość, trzeciego wymiaru. To jest stopniowy powrót do światła. To jest też wspaniałe doświadczenie dla ciebie. Zszedłeś do fizycznej formy i teraz podnosisz się z powrotem w światło, skąd przybyłeś.

Przybyłeś tutaj jako świetlna istota. Stopniowo przekształcałeś swoje pole energetyczne, aby stać się formą fizyczną. Tak długo żyjesz w fizycznej formie, że nie możesz pamiętać, że w istocie jesteś światłem i że jesteś na drodze powrotu do światła. Najpierw musisz dokonać transformacji. Zanim staniesz się istotą fizyczno-eteryczną, musisz przejść przez proces wielkiej, wielkiej transformacji. Ten proces rozpoczyna się przede wszystkim w twoim umyśle. Następnie zamanifestuje się w twoim fizycznym ciele. Twoje fizyczne ciało zacznie reagować na przychodzącą do niego wyższą energię z wszechświata. Wtedy będziesz bardziej harmonizował z tą przybywającą energią. Jednakże niektórzy ludzie prosili o bardziej bezpośredni udział w pomaganiu obywatelom na tej planecie. Niektórzy z was prosili o przyśpieszenie swojej ewolucji. Ty przygotowujesz się teraz żyć tutaj w tym wymiarze w czymś, co wydaje się być fizycznym ciałem, ale w rzeczywistości jest czterowymiarowym ciałem. Staje się ono świetlnym ciałem, ciałem pomiędzy wymiarami, ciałem zwanym fizyczno-eterycznym, które znowu będzie się przekształcać, aby stać się w pełni eterycznym. Stopniowo ten proces postępuje naprzód, rozpoczynając się najpierw w twoim umyśle, a potem w twoim ciele. Stopniowo uzyskujesz coraz większy i większy kontakt z tym, kim naprawdę jesteś i ze swoim przeznaczeniem na tej planecie. To się tobie przytrafi. Ten rozwój był przyśpieszany z kilku powodów. Jeden z nich to własna ludzka ingerencja w siłę atomu. Człowiek zmienił własną częstotliwość czasu. Kiedy się to zdarza, istoty z innych wymiarów muszą przybyć i pomagać wam w sposób bardziej bezpośredni, jak np. przygotowywanie was do tego, co się stanie, kiedy będziecie kanałem. One nie przygotowują się do przejęcia przywództwa czy rządu. To nie to, co one robią. One przynoszą więcej światła na tę planetę. Wielu z was doświadczy, albo już doświadczyło wzięcia na statek kosmiczny, a niektórym wszczepiono urządzenia w różne miejsca ciała. Nie wszyscy, ale niektórzy z was doświadczyli czegoś, co wydawało się być negatywne. Jednakże te przeżycia nie są wbrew uniwersalnemu porządkowi i prawu. Wszczepianie nie odbywa się wbrew czyjejś wolnej woli. Każda pojedyncza istota zaakceptowała to przeżycie na pewnym poziomie, nawet jeśli tego nie pamięta. Oni zgodzili się zostać kanałami świadomości albo liniami komunikacji pomiędzy innymi wymiarami a rodzajem ludzkim na tej planecie. Implanty przyśpieszają albo pomagają w waszym procesie przebudzenia. Niektórzy z was mogą pamiętać, że przybywają z innych systemów gwiezdnych, jak Orion czy Plejady. Niektóre istoty z tamtych systemów planetarnych przechodziły przez ten sam proces, przez który my przechodzimy na tej planecie. Oni zniszczyli swoją własną macierzystą planetę, co uniemożliwiło fizycznym formom życia dalszą egzystencję na tamtych planetach. My nie wskazujemy szczególnie na Plejady czy Oriona. My tylko wskazujemy, że to mogłyby być planety tak blisko Ziemi jak Plejady czy system gwiezdny Oriona. Te istoty robiły te same rzeczy, które my robimy: niszczyły swoje macierzyste planety zanieczyszczeniami, bombami wodorowymi czy inną bronią. Te istoty opuściły swoje macierzyste planety wiele, wiele lat temu, moglibyśmy powiedzieć eony lat temu. Niektóre z nich przybyły na tę planetę i żyją tutaj. Kiedy one tu przybyły, starsi bracia z innych wymiarów powiedzieli im, że złamały uniwersalne prawo przybywając tutaj z zamiarem przejęcia tej planety. Wyżej rozwinięte istoty powiedziały im: „Nie możecie tego zrobić, ponieważ świadomość Boga przyznała cywilizacji żyjącej na tej planecie wolny wybór i wolną wolę.” Poinformowały ich też o prawie przyczyny i skutku. „Nie możecie tak po prostu przybyć tutaj i zawładnąć planetą. Możemy pokazać wam lepszy sposób.” Niektóre z tych istot nie miały ochoty słuchać Rady Chrystusowej, Świetlanego Braterstwa czy Rady Planetarnej. Wielka Rada Chrystusowa powiedziała im, że nie mogą tego robić i serdecznie ich poprosiła o opuszczenie (Ziemi) i powrót na macierzystą planetę oraz posprzątanie własnego nieporządku. Dano im narzędzia i sposoby, żeby to zrobiły. Nie wszystkie z nich usłuchały. Widzimy to samo tutaj, dzisiaj, na tej planecie. Nie wszyscy chcą słuchać. Mamy ciągle do czynienia na tej planecie z wieloma eksperymentami ze strasznymi rodzajami broni, wojną chemiczną, itp. Niektóre istoty przybyłe z innych systemów gwiezdnych eony temu rozpoczęły eksperymentowanie z rodzajem ludzkim na planecie Ziemi. One zaczęły eksperymentować z jego kodem genetycznym, cząsteczkami DNA. Powiedziano im: „Nie możecie tego robić.” Ale oni nie usłuchali. I tak to zrobili. Złamali uniwersalne prawo. Niektóre z tych istot, które eksperymentowały ze zmianą DNA, są obecnie na tej planecie, aby osobiście doświadczać (skutków). W jakiś sposób te istoty muszą zapłacić za to, co uczyniły eony temu. Ponownie są tutaj obecni, aby czynić dobro. Przybywają ze swoich ojczystych planet i inkarnują się w fizycznych formach. Ze względu na skutki zastosowania inżynierii genetycznej, nie są w stanie wypełniać swego przeznaczenia. Muszą być brani na statki kosmiczne, gdzie implantuje się im kontrolne albo komunikacyjne wszczepy w celu wsparcia ich w pracy nad zadaniem, które zgodzili się realizować.

Pozwólcie nam powiedzieć trochę więcej o tym, co się dzieje tutaj, na tej planecie. Wiele lat temu Rada Chrystusowa negocjowała z istotami o mniejszym świetle i poprosiła ich o opuszczenie planety. Od tamtego czasu robiła to wiele, wiele razy. Około trzy lata temu, prawie cztery, ogromna grupa tych istot zgodziła się opuścić planetę Ziemię i powrócić na swoje ojczyste planety z pomocą istot o większym świetle, one zgodziły się uprzątnąć to, co stworzyły w swoim rodzimym systemie. Tak więc one rozpoczęły opuszczanie tej planety. Pokój, którego doświadczacie przez ostatnie cztery lata, jest rezultatem odejścia tych istot z planety Ziemi. One obecnie zdecydowały, że nie chcą być złapane pomiędzy wymiarami, kiedy w bardzo krótkim czasie nastąpi przesunięcie wymiarów. One zgodziły się powrócić. Kiedy one opuszczają tę planetę, pokój powraca na Ziemię. One umieszczały swoją energię w ludzkich umysłach i próbowały tam zaszczepiać lęki i gniew, źródła wojny i zniszczenia. One teraz opuszczają waszą planetę. To będzie wspaniały czas dla was na tej planecie. To będzie świat, którego nie możecie sobie teraz wyobrazić. Jakże cudowny będzie! Będzie więcej niż tysiąc lat pokoju, więcej niż tysiąc lat złotej Nowej Ery przybywa na tę planetę. To będzie wspaniały czas. Jesteś tutaj dokładnie w samym centrum. Jesteś tutaj, aby przygotować się na te zmiany. Jesteś tutaj, aby pozbywać się obaw. Jesteś tutaj, aby oczyszczać swoje emocjonalne ciało. Pośród was jest wielu uzdrowicieli, którzy mogą pomóc ci w tym procesie. Nawet planeta Ziemia pomaga ci bardziej, niż możesz sobie wyobrazić, w procesie oczyszczania twojego emocjonalnego ciała.

Na wiele sposobów można pomagać w tym ludziom, ale jest też prawo zwane prawem przyczyny i skutku. I nikt – musimy powtórzyć to ponownie: „Nikt z wyższych wymiarów nie pozwoli kiedykolwiek ingerować w decyzje rodzaju ludzkiego!” Nigdy się im nie pozwoli przejąć tej planety. Nikt też z wyższego wymiaru nie weźmie na swoje barki ciężaru karmy związanego z pracą na rzecz rodzaju ludzkiego. To nie będzie się tak działo. Rodzaj ludzki otrzyma możliwość zrobienia tego samemu. Kiedy mówimy o interwencji, będzie ona miała miejsce tylko wtedy, gdy rodzaj ludzki będzie bliski zniszczenia planety przez wybuchy nuklearne, co miałoby straszne skutki dla wszystkich planet w układzie słonecznym. To już kiedyś miało miejsce. To ponownie się nie zdarzy. Nie pozwoli się rodzajowi ludzkiemu zniszczyć jego planety. On może zniszczyć formy fizycznego życia na tej planecie przez zanieczyszczenia, w ten sposób lub inny, ale nie pozwoli się mu rozsadzić planety. To nie będzie miało miejsca. To jest jedyny możliwy powód interwencji innych istot.

Wołacie o pomoc: „Dlaczego nie przybywacie? Dlaczego do nas nie przybywacie? Dlaczego nie przybywacie i nie pomagacie nam w tym?” Pomagamy! Jesteśmy tu od eonów! Nigdy was nie opuścimy, nigdy. Kiedy słyszeliśmy wasze wołania o pomoc dochodzące z tej planety, zdecydowaliśmy się przybyć, ponieważ jesteście naszymi braćmi i siostrami. Przybywamy z większą mądrością i większą miłością, aby się z wami podzielić. Przybywamy jako równi, by zakomunikować przesłanie miłości, przesłanie światła. Oto co robimy. Wszystko, o co was prosimy abyście zrobili, to poproszenie nas o pomoc i towarzystwo, a wy dostrzeżecie naszą obecność. Nie oczekujcie, że przybędziemy w naszych cudownych statkach, by was zabrać. Nie to jest celem. Nie jesteśmy tu po to, aby was ewakuować, wcale nie po to. Jesteśmy tu w jednym celu: łączyć się z wami, łączyć się z Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Być połączonym z energią Ojca-Matki, która stworzyła was, dała wam fizyczną formę. To po to tu jesteśmy. Tak więc jesteśmy tutaj, by się połączyć. Będziecie musieli wykonać pierwszy krok. Chętnie wykonamy dwa następne, by was spotkać, ale to wy musicie wykonać pierwszy krok. Pierwszym krokiem jest miłość. Stwarzaj miłość. Czasami nie rozumiemy naprawdę, dlaczego to jest tak trudne. Dlaczego to jest tak trudne? Chcielibyśmy wyjaśnić wam, dlaczego: spowodowane to jest inżynierią genetyczną, zmianami wewnątrz waszego DNA. Nie pamiętacie, kim jesteście, z powodu inżynierii genetycznej. Jesteśmy tutaj, by pomóc wam przywrócić do normy wasze struktury DNA, tak to ujmijmy. Będziemy chętnie wam w tym pomagali. Pytacie nas, dlaczego nie lądujemy naszymi statkami i nie zabieramy was. Bracia i siostry, mamy swoje przeznaczenie. Wy macie swoje. Waszym przeznaczeniem jest bycie w fizycznej formie, ponieważ zgodziliście się wejść w ciemność w fizycznej formie. Jesteście tutaj jako ochotnicy. Jesteśmy wokół od milionów lat, czekając na was, podczas gdy wy wnosicie światło w ciemności. To po to tu jesteście. Czy jesteście z tego powodu szczęśliwi?

GŁOS: Tak.

JANANDA: Nie, ty nie jesteś naprawdę szczęśliwy. Wielu z was – przykro nam to mówić – wielu z was nie jest szczęśliwymi. Wielu z was chce jedynie wrócić do domu. Jeszcze nie pora wracać. Jeszcze trochę i będziecie gotowi spotkać się z nami twarzą w twarz. Wasze marzenia spełnią się. Najbardziej cudowne marzenia urzeczywistnią się, najbardziej cudowne marzenia dotyczące świata i pokoju, pokoju na planecie. Rodzajowi ludzkiemu i cywilizacji przyznano dyspensę. Czy wiecie, dlaczego? Ponieważ jesteście niewinni. Nie jesteście tymi, którzy stworzyli bałagan na tej planecie. Nie jesteście tymi, którzy eksperymentowali z inżynierią genetyczną, właśnie dlatego. Jesteście niewinni i my chętnie pomagamy wam w powrocie do światła. Wielu z was ma więcej pokoju w sobie, niż możecie sobie wyobrazić. To jest takie łatwe żyć w pokoju. Prosimy was, nim odejdziemy, przyobleczcie się w miłość i światło zamiast w strach. Kiedy słuchacie, jak jest okropnie na tej planecie, prosimy was o zamknięcie uszu na ten rodzaj informacji, ponieważ nie jest to prawdą. To złudzenie. Tylko niewielu na tej planecie dzierży moc. Nie powinniście im na to pozwalać. Nie macie z nimi walczyć. Nie macie ich zabijać. Wszystko co macie do zrobienia, to zamanifestować miłość, którą my okazaliśmy. Dzięki naszej miłości bracia o mniejszym świetle opuścili planetę. Czas dla was rozprzestrzeniać światło i miłość, tak więc to co ukryte w ciemnościach wychodzi na światło. Róbcie to z miłością. Nie róbcie tego z nienawiścią, w lęku i gniewie. To nie ten sposób. Widzieliście skutki tak wiele razy w historii waszej planety. To nie tak funkcjonuje. Pokój, pokój, pokój.

Czy są jeszcze jakieś pytania? Oczekujemy zapytań.

Pytanie: Mam pytanie. Co możesz nam powiedzieć o istnieniu bądź nieistnieniu podziemnych baz znajdujących się w różnych miejscach kraju, w których dochodzi do kontaktu sił rządowych z istotami z innych wymiarów?

Odpowiedź: Kiedy oglądasz swoją TV, kiedy czytasz swoje gazety, bez osądzania możesz ujrzeć, że więcej niż 98 % tego, co jest przekazywane, nie jest prawdą. Jest w tym tak wiele obaw i fantazji. Na przykład, że rząd USA na planecie Ziemia robi interes z małymi szarakami albo z Ludźmi w Czerni. Tak wiele z tego jest absolutną bzdurą! Chcemy, żebyś zrobił jedną rzecz. Najlepszym sposobem poradzenia sobie z tym rodzajem informacji jest zignorowanie jej i niech się stanie światło. Tak więc tak wiele z tego, co przekazuje się wam w rozmaitych czasopismach i gazetach jest bardzo dalekie od prawdy. Zalecamy wam ignorowanie tego. Zalecamy wam również używanie własnej bystrości. Nie mówimy, że to nie jest prawda. Po prostu chcemy, żebyście używali własnej bystrości. Jak wam się wydaje, dlaczego w takim nowoczesnym społeczeństwie jak Stany Zjednoczone Ameryki takie sprawy mogą być ukrywane przez tak długi czas? Stawiamy wam takie pytanie. To, co było wystawione na światło, wstępuje w światło. Nie wolno nam za was osądzać jakichkolwiek okoliczności. Chcemy, abyście używali waszej mocy, mocy miłości do zmiany świata, w którym żyjecie. Jeśli wy, moi przyjaciele, chcecie zmienić świat, rząd Stanów Zjednoczonych, FBI, CIA, KGB i wszystkie rozmaite siły, które źle używają mocy, musicie używać własnej mocy. Nie jest to niszczycielska siła. Jest to moc miłości. Kiedy stwarzacie moc miłości, ciemności dłużej nie pozostaną ciemnościami, ale staną się światłością. Tak zwane ciemne siły zniszczą same siebie. Statki, które mamy, są stworzone w harmonii z wszechświatem. Nie mamy żadnych broni na pokładach naszych statków. Jedyną bronią, jaką mamy, jest broń miłości, którą wyraziście zademonstrowaliśmy. Moglibyśmy użyć potęgi naszej techniki, ale z doświadczenia wiemy, że nie jest to właściwe. Używamy mocy miłości do niesienia oświecenia braciom mniej oświeconym, w ich umysły. Musisz nieść oświecenie i światło do ukrytych (przed nim) obszarów. Jeszcze raz chcemy wam rzec, proszę, odwołujcie się do własnego wyczucia. Co czujesz, że jest dla ciebie prawdą, jest nią dla ciebie. Jeśli jest dla ciebie prawdą toczyć walkę z orężem, zatem rób to. Jeżeli dla ciebie jest prawdą nosić kuloodporną kamizelkę, więc rób to i umrzyj śmiercią fizyczną. Włóż na siebie kuloodporną kamizelkę z miłości i światła, to jest tym, czego potrzebujesz. To powinna być wystarczająca odpowiedź na pytanie.

Pytanie: Idea stosowania miłości do pokonywania gniewu i nienawiści jest cudowna i łatwa (do zastosowania) w środowisku takim, jak to albo w takim, które odwzajemnia twoje uczucia. Ale kiedy jesteś w niebezpiecznym, wypełnionym przemocą środowisku, gdzie ludzie nie liczą się z tobą, nie bardzo rozumiem, jak możesz ją zastosować.

Odpowiedź: Racja. Zmiana świata musi zawsze wypływać z wnętrza. Jeśli chcesz żyć w miejscu, gdzie jest niebezpiecznie, jeśli boisz się o swoje życie, to nie możesz tam żyć. Ideą jest wnoszenie światła z wnętrza. Tak się dzieje na twojej planecie i tak się dzieje w podobnych miejscach. Na przykład to: mówisz, że to jest dobre miejsce do życia. Tak jest. To jest bardzo dobre miejsce do życia, w świecie wolności, jeśli ta wolność nie jest złudzeniem.

Pytanie: Tak. Ale nie wszyscy mogą tu żyć.

Odpowiedź: Racja. Zmieniamy świat poprzez przemianę samych siebie w miłość i ogląd, co robimy źle. Na przykład: przyjrzyjmy się trochę sprawie żywienia na tej planecie. Pozwólcie nam spojrzeć na zniszczenia lasów deszczowych w celu produkcji mięsa dla jego zjadaczy. To musi się zmienić od wnętrza i to się zmienia. Ale za pomocą takiej zmiany, zmieniasz cały system na tej planecie.

Pytanie: Mówię, że jest wielka różnica, jeśli mieszkasz w takim miejscu, jak Nowy Jork, gdzie ja mieszkam. Nie każdy może żyć w Sedonie.

Odpowiedź: Racja!

Pytanie: Nawet jeśli oni przybywają tu na chwilę, nie mogą zostać tu na zawsze. Na tamtym obszarze żyje 20 milionów ludzi, i tam jest dużo napięcia i stresów, a nie jest to koniecznie fizyczna przemoc.

Odpowiedź: Nie, to jest właśnie. Racja. Zobacz, jeśli ludzki rodzaj zacznie słuchać swojego wyższego przewodnictwa i nie będzie budował swoich miast na liniach uskoku, nie będzie musiał się tak kłopotać. Możesz to dostrzec w głównych miastach. Wspomniałeś Nowy Jork. Możesz wspomnieć kilka innych ogromnych miast usytuowanych na liniach uskoków (tektonicznych). Kiedy żyjesz w takim miejscu, spokój umysłu zostaje zachwiany.

Pytanie: Co rozumiesz przez „linie uskoków”?

Odpowiedź: Linie uskoków, linie trzęsień ziemi.

Pytanie: W Nowym Jorku?

Odpowiedź: Tak.

Pytanie: 20 milionów ludzi nie może się ot tak przenieść.

Odpowiedź: Nie! Zobacz, ta cywilizacja ma wiele lekcji do przerobienia, tak jak lekcje, które były przerabiane, gdy zmieniały się Lemuria i Atlantyda. Ostrzeżono ludzi żyjących w tych wszystkich miejscach. Nie wszyscy chcieli słuchać. Tak to się już dzieje. Istnieje prawo przyczyny i skutku. Nie mówimy, że jest łatwo zmienić świat. Wymaga to czasu, ale widzicie że zmiana zachodzi. Przyjrzyjcie się, co się właśnie dzieje w krajach arabskich. Nikt na świecie nie chce wojny. Każdy chce pokoju i to się stanie. To się dzieje stopniowo. Potrzeba trochę czasu, aby zmienić umysły pięciu miliardów ludzi. Potrzeba czasu, ale to nadchodzi. Widzicie coraz więcej i więcej ludzi żyjących w tych miejscach, którzy są gotowi zmienić się. Nie mówimy, że to proste.

Wkład (w rozmowę) pana Rona Babina: „Mieszkam w Nowym Jorku od sześciu lat. Mam wielu przyjaciół, którzy żyją w Nowym Jorku. Wszyscy z nich znaleźli wewnętrzny spokój, by tam mieszkać i przetrwać, i być szczęśliwymi bez zezwalania, by zewnętrzne warunki wpływały na nich. Myślę, że to jest to, co Jananda próbuje przedstawić. Jeśli jesteś szczęśliwy wewnątrz siebie, kiedy masz wewnętrzny spokój i miłość w swoim wnętrzu, nie ma znaczenia, co jest poza tym. To jest tam, ale ty nie musisz być od tego zależny.”

JANANDA: „Dziękuję ci, Ron.”

Pytanie: Byłem duchowym uzdrowicielem przez wiele lat i przynosiłem światło do ciemności. Czułem, jak gdybym przynosił świecę do jaskini, do ciemnych miejsc. Wtedy to miejsce przesuwało się w stronę jasności. I to stawało się niejaką bitwą między dobrem i złem, światłem i ciemnością. W pewnym sensie im większa jest Światłość, tym ciemniejsze są cienie. Czy jest cokolwiek, co chcielibyście do tego dodać? Dostrzegam, że teraz wielu ludzi światła jest pod wpływem ciemności, a siły strachu i manipulacji szaleją.

Odpowiedź: Tak. Zawsze w położeniu, jakie mamy dokładnie teraz tutaj na tej planecie, tuż przed świtem, występuje pomieszanie. Widzisz wszystkie te owady pośpiesznie odchodzące w ciemności i próbujące się ukryć, to właśnie ma miejsce. Tutaj właśnie teraz jest dużo zamieszania, ponieważ nadchodzi światło. Kiedy mówisz o tak zwanych pracujących ze światłem kręcących się dookoła, pozwól nam coś dodać. Dajemy wam moc kreacji. Jeśli nie poradziłeś sobie ze swoją tak zwaną negatywną częścią, jak możesz pracować z większą potęgą, która została ci dana? Tak wielu pracujących ze światłem musi dotrzeć do punktu, w którym staną twarzą w twarz z faktem, że ciemności są wewnątrz nich samych. Muszą samym sobie to uświadomić. Wtedy nadejdzie zmiana. Jest bardzo dobrze, gdy kanał otwiera się na jej lub jego ścieżce i mówi: „Okay, co ja tutaj robię?” Dotrzyj do prawdziwego siebie. I jeżeli zobaczysz, że w twoim polu aurycznym są jakieś zabrudzenia, czas je uprzątnąć. Bardzo dobrze, że to się wydarza, ponieważ wstępujemy w wyższą częstotliwość, w wyższy wymiar, który zamanifestuje się na tej planecie. Ci, którzy nie skończyli tego procesu, nie będą mogli pracować we właściwy sposób. Uczysz się teraz, że sam stwarzasz swój świat, swoją rzeczywistość. Kiedy wchodzisz w następny wymiar i pozostawiasz za sobą cały bagaż trzeciego wymiaru, wtedy naprawdę nauczysz się tworzyć. A jeśli nie jesteś w zgodzie z potęgą, którą ci dano w celu tworzenia, nastąpi pomieszanie i cel nie zrealizuje się. To jest bardzo dobre. To jest bardzo dobre.

Pytanie: To jest bardzo trudna praca. Może spowodować złe samopoczucie, ale jest bardzo dobra.

Odpowiedź: Jest bardzo trudna!

Pytanie: Pięć lat temu przeszedłem na emeryturę, więc wykonałem moją własną ciężką pracę, wiele zostało zrobione, ale jest jeszcze trochę do skończenia. To, co widzę nie tylko w moim własnym życiu, ale i u innych, to służba. Praca nad wyjaśnianiem tego, co niejasne.

Odpowiedź: Służba jest celem.

Pytanie: Tak. A ciemności nie chcą być rozświetlone.

Odpowiedź: Nie!

Pytanie: Najtrudniejsza rzecz, jaką możesz zrobić, to nieść światło w ciemności.

Odpowiedź: Absolutnie. Pozwólcie podać wam kilka przykładów. Dobrze? Uzdrowiciele wkraczają teraz do profesjonalnej medycyny. To bardzo dobrze. W związku z tym jest wiele obaw w środowisku medycznym, w American Medical Association. Jest tam dużo obaw. Co to jest? Co my mamy z tym wspólnego? To bardzo dobrze. To wszystko ma miejsce. Jak wiecie, są grupy medytacyjne w ONZ. Są grupy medytacyjne w Pentagonie, USA, w Rosji, w Niemczech, Anglii, wszędzie. To się dzieje, to musi się stać. Ta zmiana musi nadejść z wnętrza. Będzie dużo szarpaniny wynikłej z trwania starych złudzeń. Będzie dużo tych zmagań.

Pytanie: Kiedy spodziewasz się, że zmiany będą zauważalne w naszej gęstości? Czy to nastąpi wkrótce? I czy istnieje niebezpieczeństwo potraktowania przez rząd tych zmian jako wrogich?

Odpowiedź: Ta zmiana już się dzieje. To nie jest coś, co ma nastąpić. Widzicie, że następuje. Widzicie ją dookoła. Widzicie ludzi już żyjących w czwartym wymiarze ale nie jesteście jeszcze tego świadomi. Oni już tu żyją. Jak myślisz, co się wydarzyło, kiedy przybyłeś i zostałeś członkiem pewnej religii na tym świecie, i gdy rozpocząłeś zmienianie tej religii od wewnątrz? Jak myślisz, co ci się przytrafiło? Oni zabijali cię. Powtarzające się, przepełnione strachem reakcje na zmianę znów mają miejsce, gdyż dzierżący władzę boją się nadejścia Światła. Zamanifestuje się dużo energii. Jestem tak szczęśliwy służąc jako ochotnik tutaj, w Centrum. Pozwólcie mi coś opowiedzieć. Mam śmiałość opowiedzieć o tym, mam odwagę wziąć odpowiedzialność za swój czyn. Pracowałem tutaj, kiedy do pokoju weszła pani z najbardziej niewiarygodnym dokumentem o tym, co się stanie z pracownikami światła. Rząd zamierza ich powystrzelać! Prezydent Bush miał zostać zabity, olbrzymi nonsens! Wziąłem odpowiedzialność w imieniu Ośrodka za zniszczenie tego dokumentu. Wyrzuciłem go. Podjąłem się tego działania jako części mojej karmy, więc inni ludzie nie mieli do czynienia z takim rodzajem bzdury.

Wiemy, że to jest trudny czas. Kiedy mówiłeś o zmianach w Nowym Jorku, pojawiło się wiele spraw, którymi jako odpowiedzialny pracownik światła chciałbym się zająć. Na przykład, pozwalamy ludziom umierać z braku żywności, co moglibyśmy natychmiast zmienić na tej planecie. Jest wiele rzeczy, które chciałbym zrobić, ale wiem, że nie mogę wyjść stąd i zmienić ich od razu. To musi zmienić się stopniowo.

Pytanie: Kiedy te zmiany staną się widoczne?

Odpowiedź: To już ma miejsce. Jest TERAZ. Muszę powiedzieć: to już tutaj się dzieje.

Pytanie: No cóż, kiedy wszyscy to poznają?

GALERIA ORZECHA ZIEMNEGO (!?): Kiedy przejrzysz na oczy!

Odpowiedź: To, co byśmy tobie sugerowali, żeby zrobić, to zrozumieć jedną rzecz, że proces wschodzenia na tej planecie jest stopniowy. Odkąd żyjesz na tym świecie, nie jesteś świadomy, że to dzieje się w tobie. Gdy zmieniasz swój umysł, zmienia się twoje ciało. Wchodzisz w czwarty wymiar. Nadal masz fizyczne ciało, ale nie jest ono tak fizyczne, jak kiedyś. Nie może być zniszczone przez trzęsienia ziemi czy wybuchy wulkanów. To będzie świetlne ciało. To nastąpi. Kiedy mówimy do istot z innych wymiarów, ich forma jest tak rzeczywista dla nich, jak forma naszych ciał jest realna dla nas. Osobiście, nie śmiem określać jakoś bliżej czasu przemiany. Robiłem to tak wiele razy. Nie chcę tego znów robić. Ujrzeliśmy wielkie światło. To jest tym, co widzę od wielu, wielu lat. Ujrzałem ogromne pole energii światła przybywającego skądś z wszechświata. To nadchodzi jak słoneczne światło. Zatem planeta Ziemia jest światłem. Ale jeszcze moje kosmiczne kontakty lub ludzie, z którymi się komunikuję, mówią mi, że nadal są te dwa wymiary, potrwają długo jeszcze obok siebie. Ciągle jeszcze są tu ludzie w trzecim wymiarze, jak również w czwartym, żyjący obok siebie. To są nasze własne umysły, które stwarzają to, czego chcemy doświadczać. Jeżeli chcemy doświadczyć zniszczenia dokonanego przez trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów, jeśli tkwi to w waszych umysłach, stwarzacie to. Prawo przyczyny i skutku pokaże, że wokół ciebie powstaną okoliczności, które doprowadzą cię w takie miejsce, gdzie tego doświadczysz. Będziesz na właściwym miejscu we właściwym czasie. Kiedyś pewien człowiek przyszedł do mnie po odczyt. Myślałem, że przybył ze Szwajcarii. Nie mogłem zrozumieć, rzekłem mu: „Człowieku, musisz się przeprowadzić. Musisz tak uczynić. Widzę góry tam, gdzie żyjesz. Te góry rozpadają się, więc musisz się przeprowadzić. Wydarzy się olbrzymie, olbrzymie trzęsienie ziemi tam, gdzie mieszkasz.” On odparł: „Wiesz gdzie mieszkam?” Powiedziałem: „Tak. Najwidoczniej w Szwajcarii, widzę (przecież) tę górę.”

Odrzekł: „Nie, mieszkam w San Francisco i wiem, że muszę się przeprowadzić.” To dlatego przybył do mnie. Dowiedział się, że musi się przeprowadzić.

Pytanie: Ostatnio mi się coś zdarzyło, może ty mógłbyś to trochę wyjaśnić. Kocham kosmicznych braci i dużo uzdrawiam. Tak więc około tygodnia temu miałem sen i stało się. Widocznie miałem wszczep. Nie byłem w stanie uzdrawiać. Nie mogłem robić testów mięśniowych, by szukać odpowiedzi dotyczących problemów. Zmieniła się polaryzacja. To było bardzo nieprzyjemne. Wtedy ktoś wykonał uzdrawianie ze światłem, miłością i w intencji, a wszczep zniknął.

Odpowiedź: Dobrze!

Pytanie: A teraz mój syn ma takiego, ale spodziewamy się, że znajdzie rozwiązanie, jak można się go pozbyć. To nie wydaje się być przyjazną rzeczą i właśnie zastanawiałam się, czy dasz mi jakieś wyjaśnienie w tej sprawie.

Odpowiedź: Tak. Oto, co mówimy. Niektóre istoty zgodziły się mieć w sobie wszczep, tak więc one mogą wypełnić swoje zobowiązanie. Teraz to się dzieje. Przede wszystkim chcemy wam powiedzieć, że są dobrzy i źli faceci. Bez wątpienia. Są tu bracia o mniejszym świetle. Możesz tylko ochronić się przez dostrojenie się do miłości chrystusowej albo boskiej jaźni, albo do własnego wewnętrznego światła. Jeśli jesteś narażony na to w swoich snach, to nie jest sen, to jest rzeczywiste. Wiele razy myślimy: „Ooh! To był tylko sen.” To nie był sen. To było przygotowywanie ciebie, abyś mógł wykonywać swoje zobowiązanie w łatwiejszy, dużo łatwiejszy sposób. Chcemy, byś wyczuwał i używał swojego rozeznania, gdy będziesz narażony na implanty. Kosmici dawno temu wszczepili kryształowe implanty tej planecie, by pomagały jej w przemianie częstotliwości magnetycznej. Gdyby ich tutaj nie było, planeta wypadłaby ze swojej orbity. Chcielibyśmy zmienić całkowicie polaryzację. Nie jesteśmy zainteresowani, żeby planeta Ziemia przechodziła właśnie teraz zmianę polaryzacji, ponieważ spowodowałoby to wiele zniszczeń. To się nie wydarzy. Wielu ludzi jest przygotowywanych do wypełnienia swych zobowiązań dzięki posiadaniu implantów. To nie jest złe. Chcemy, byście to poczuli. Jeśli odczuwasz to negatywnie, idź do najpotężniejszego pracownika światła lub duchowego chirurga, którego możesz znaleźć, spotkaj potężne anioły uzdrowiciele i uzdrów to. Najgorsze, co może nas spotkać, to zablokowanie naszych emocjonalnych ciał. Natychmiast myślimy: „O, nie! To jest złe.” Słyszeliśmy tak dużo historii o negatywności, jak np. książka „Wspólnota” i jej podobne. Wiele tego było. Zamiast tego tylko chcemy, abyście dostroili się do (pola) miłości.

Pytanie: Wykonałem dużo pracy wyjmując kawałki maszynerii z organizmu, naprawdę nie jestem co do nich przekonany, jak i wielu ludzi, ale właśnie to pojawiło się. To zdaje się zdarzać, gdy ludzie potwierdzają swoje odczucie zablokowania i zgadzają się przyjmować jakieś ekstra mechanizmy. To powstrzymuje rozwój ich własnych zdolności do wzrostu przez same okoliczności. Oni mogliby łatwo to odrzucić i rzec: „Bardzo dziękuję, myślałem, że tego potrzebowałem, ale nie potrzebowałem tego.” To działa jak obce ciało dla organizmu.

Odpowiedź: Kiedy twoja dusza zgodziła się realizować swoje zobowiązanie, ty nie możesz po prostu odejść od tego.

Pytanie: Jeśli się zgodziłeś, to jedna sprawa. Ale jeśli jesteś zablokowany, to jest jak chodzenie o kulach albo z rozrusznikiem.

Odpowiedź: Wiem!

Pytanie: Nie wiem, czy to będzie pasowało do tej rozmowy, ale ostatnio pojawiło się wiele wiadomości o wewnętrznej Ziemi i o ludziach stamtąd oraz o admirale Birdzie z okresu początku stulecia, pochodzących od Walbega, jakiś ułatwień przy otwieraniu biegunów, i że rząd pomógł im. Ostatnio czytałem o tym wiele książek. Ta informacja wydaje się pochodzić spoza. Czy jest coś, co potrzebuję wiedzieć o istotach z wnętrza Ziemi?

Odpowiedź: Są istoty żyjące na tej planecie wewnątrz Ziemi. Nie wszystkie one są fizyczne. Tylko niewiele z nich jest takimi. Obecnie żyją one w czwartym wymiarze. Jest wiele istot żyjących wewnątrz Ziemi. Nie widzicie ich. Mamy cały inny świat dookoła nas w innym wymiarze. Jest taki. Tak więc jest również wielu Wewnątrzziemian.

Pytanie: Rząd Stanów Zjednoczonych umówił się z nimi, że nie będzie nigdy więcej przeprowadzać podziemnych wybuchów nuklearnych; jednakże zamierza eksplodować kilka bomb następnej jesieni w Nevadzie. Olśniło mnie, że próbują odnaleźć jaskinie i tunele prowadzące do wnętrza Ziemi, i planują je zniszczyć.

Odpowiedź: Tak. Geolodzy mogliby powiedzieć im, że kiedy rozpoczynają eksplozje nuklearnych urządzeń pod ziemią, w najbliższej przyszłości faktycznie spowodują najbardziej straszliwe trzęsienia ziemi w Los Angeles i San Francisco. Kosmici przynoszą tak wiele oświecenia rodzajowi ludzkiemu, że rodzaj ludzki będzie mówił: „Nie potrzebujemy tego więcej. Nie potrzeba nam tego.” To się wydarzy. Jednakże, jeśli Stany Zjednoczone będą nadal dokonywać eksplozji nuklearnych urządzeń, prawo przyczyny i skutku, wprawione już w ruch, zadziała. Zobaczymy to, jeśli ten rodzaj eksperymentów nie będzie zatrzymany.

Pytanie: Na początku było światło i jasność. Może jest to czas przebudzenia i zatrzymania istnienia stężałych kryształów, jakie mamy w Europie i powrót do naszego pierworodztwa. Ludzki umysł nie chce poddawać się, nie chce kontaktować się z Uniwersalnym Umysłem. Ale nadchodzi czas, kiedy będziemy musieli to zrobić.

Odpowiedź: Dokładnie!

Pytanie: O ile rząd posłucha jakiegoś komentarza, a ja miałem pewne doświadczenie, kilku z moich przyjaciół wie, że Internal Service (Służby Wewnętrzne) są w rozsypce. Oni są skończeni. Są teraz kompletnie wystraszeni. Przegrali ostatnią bitwę. Więc dlaczego dajemy im władzę? Oni walczą o przetrwanie. Wszystkie systemy ulegają przemianie. Nasz system ochrony zdrowia odchodzi, jak i system prawny. Wiele systemów jest skończonych. Niosący światło nadeszli i wszystko przejęli. Bądźmy więc pozytywni. Wszystko jest w rękach Boga i wszystko jest w Boskim Porządku. Tak to jest.

Odpowiedź: W ten sposób możemy zakończyć. Wiem, że nie poruszyłem wszystkich aspektów związanych ze strachem, kosmicznymi braćmi oraz kontaktu z istotami z innych wymiarów. Chcemy, byście używali waszego własnego rozeznania i nie byli przepełnieni lękiem.

Celeste poprowadzi teraz nas w medytacji. Odczujemy wiele miłości przybywającej tutaj.

MEDYTACJA

CELESTE: „Skieruj światło w środek swego serca w pełni i naturalnie, tak łatwo jak naturalnie oddychasz. Skierujmy nasze myśli, skupmy nasze umysły na wibracjach Ducha. Poznajmy i poczujmy głęboko, że jesteśmy Duchem. Jesteśmy Jednią. Nie jesteśmy porozrzucani i oddzieleni, upadli w ciemności grzechu. Jesteśmy światłem i przynależymy do światła, nasze światło wzywa nas teraz do otwarcia naszych serc i poczucia głęboko, w każdej komórce, w każdym włóknie, że jesteśmy światłem, szybko drgającą częstotliwością światła. Nie jesteśmy ciężcy i gęści. Jesteśmy światłem. A nawet czymś więcej niż światło, jesteśmy częstotliwością miłości. Miłość jest energią i potęgą poruszającą się szybciej niż światło. A więc przyśpieszmy każde włókno naszego istnienia w Świetle i dalej w miłość.

I w tej częstotliwości miłości znajdujemy wszystko, czego poszukujemy. Wielkie istoty światła i miłości są tam gotowe podać nam swoje ręce i powitać nas w domu. Tak więc przez myśl docieramy do naszego prawdziwego istnienia. I właśnie przez myśl możemy wybrać bycie w domu, w miłości, którą jesteśmy.”

(10 minut cichej medytacji)

Dajcie nam chwilę z końca naszej medytacji, by przenieść Ziemię w tę samą częstotliwość Miłości. Ziemia jest żywym istnieniem i odpowiada na miłość i światło, które jej posyłamy. Wyślijmy więc miłość na planetę wszędzie tam, gdzie jest potrzebna i zobaczmy Ziemię otoczoną przez promienie tęczy miłości, które przynoszą uzdrowienie i harmonię, pokój i mądrość do tych miejsc na planecie, gdzie występują problemy. Kiedy poczujesz, że zakończyłeś tę pracę, powróć do swojej codziennej świadomości.

Jananda Korshlom

Pułkownik Steve Wilson

Podstawą tego artykułu jest wywiad jakiego udzielił płk Steve Wilson na miesiąc przed śmiercią (umarł na raka) osobie znanej z badania zagadnień związanych ze zjawiskiem UFO i jego tajemnicami – dr R.J. Boylan’owi. Czytelnik może odnieść wrażenie, że opowieść ta jest złożona z kilku wypowiedzi i ma rację: poniższy tekst stanowi zbiór kilku rozmów oraz wywiadu, jaki został udzielony R.J. Boylan’owi na krótko przed śmiercią, co w mniemaniu niektórych stanowi dodatkowy czynnik umacniający przekonanie, że pułkownik Steve Wilson mógł mówić prawdę.

Urodzony w 1930r. Steve Wilson spędził pięć lat w stanowym sierocińcu. Jego ucieczka z tego miejsca miała kilka powodów. Pierwszym z nich było to, że miał już dość twardego traktowania i bicia przy różnych okazjach, drugi – stanowić miał cel jego życia: chciał zostać pilotem. Tym kimś, kto pomógł mu zrealizować ten zamysł była napotkana prostytutka, która zaopiekowała się wychudzonym 13-letnim chłopcem i zapisała go do szkoły Sił Lotniczych. W papierach podano wiek chłopca – 16 lat.

Jako szeregowiec pracował ciężko. Wiedział, że dojdzie do czegoś wyłącznie pracą i dlatego brał różnego rodzaju zlecenia, kursy by mógł opłacić naukę w szkole średniej i studia w Wyższej Szkole Mechaniki i Pilotażu. Ukończył także Szkołę Inżynieryjną i został inżynierem lotu na B-17. Później awansował na szefa obsługi i dostał się do załogi B-29 gen. Crabbe. Tu został zauważony przez samego generała i wysłany do szkoły kadetów w Kelly Air Force Base. Ukończywszy ją został pilotem myśliwca w stopniu porucznika. Pierwszym przydziałem, jaki otrzymał była 12 Eskadra Myśliwców przy Clark Air Force Base na Filipinach. Tuż po przylocie na miejsce eskadra otrzymała przydział bojowy do Korei. Wilson trafił do 67 eskadry, która walczyła na froncie w Korei. Niebawem przesiadł się z tradycyjnego Mustanga do Sabre. Na jego koncie znalazło się wiele walk z odrzutowymi MIG-ami, z których sporo zakończyło się sukcesem.

Podczas jednego z takich lotów, którego celem była tama, tuż po zrzuceniu ładunku, rozpoczął powrót do bazy, gdy nagle poczuł silny ból w okolicy brzucha. Pierwszą myślą, jaka nasunęła mu się, było trafienie jego samolotu przez obronę przeciwlotniczą. Zaczął rozglądać się za widokiem krwi, informując jednocześnie bazę o trafieniu, aktualnej pozycji i poziomie paliwa, jakie mu jeszcze zostało oraz o tym, że prawdopodobnie nie doleci do bazy, ponieważ zaczyna tracić przytomność. W tym momencie Wilson nie pamięta biegu wydarzeń, jakie po sobie następowały. To, co się później wydarzyło, jakkolwiek by na to nie patrzeć, uratowało go i na trwałe zmieniło koleje życia. Trzy dni później, wieża kontroli lotów bazy 67 eskadry myśliwców dostrzegła dziwny widok. Oto, uznany za zaginionego w akcji, samolot Wilsona podchodził właśnie do lądowania. W pobliżu wylotów dysz silnikowych widać było wyraźnie zielonkawą poświatę. Chociaż silniki były wyłączone, samolot gładko osiadł na pasie startowym i zastygł w bezruchu. Ku zaskoczeniu obsługi naziemnej lotniska w kokpicie znaleziono nieprzytomnego Wilsona, którego przewieziono natychmiast do szpitala. Kiedy Wilson odzyskał przytomność zauważył, że miejsce rany po postrzale było niemal zagojone. Później obsługa techniczna lotniska poinformowała go, że w samolocie było cały czas tyle samo paliwa, ile znajdowało się w czasie jego radiowego raportu o zestrzeleniu. W tym czasie Wilson wstał z łóżka i schował kopię raportu z całego zdarzenia. Wkrótce oryginalny raport zaginął bez śladu, a w bazie nikt nie miał prawa rozmawiać na ten temat. Niebawem też został poddany różnym badaniom i poinformowany o przebiegu całego zdarzenia od, jak się później wyraził „dziwnej grupy osób”. Grupa ta nadzorowała badania Wilsona. Właśnie od tych osób dowiedział się, że jego wysoki iloraz inteligencji (IQ=162) uległ nieprawdopodobnemu zwiększeniu do niespotykanej wielkości 232. Po badaniach Porucznik wrócił do normalnej służby.

Dwa miesiące po dziwnym zniknięciu Wilsona jeden z jego kolegów z eskadry, Chuck, został trafiony podczas walki na terytorium Korei. Wilson z innymi pilotami obserwowali jak samolot Chuck’a leci w dół i znika. W chwilę po tym gdy eskadra zawróciła zmierzając w kierunku bazy, Wilson usłyszał głos zestrzelonego pilota. Chuck prosił o pomoc. Wilson przestraszył się tego głosu, bo ten nie docierał z radia w hełmie, lecz rozbrzmiewał gdzieś w głowie. Głos dał się słyszeć ponownie. Wtedy Wilson obniżył swój lot do wysokości ok. 30m nad ziemią, próbując odnaleźć zestrzelonego kolegę. Dowódca eskadry wzywał go do ponownego wejścia do formacji, ale Wilson odpowiedział, że ma jakieś problemy z maszyną. Lecąc blisko ziemi zrobił nawrót o 180 stopni i zaczął szukać jakiegokolwiek miejsca do lądowania. Po chwili zauważył niewielki obszar, na którym udało mu się wylądować. Podczas kołowania rozglądał się za wrakiem samolotu, zauważył nagle coś nieopodal za drzewami. Zaraz gdy samolot zatrzymał się, wyskoczył z kabiny i pobiegł w kierunku wraku. Zobaczył wtedy Chuck’a, siedzącego w środku, ciężko rannego. Po chwili udało mu się uwolnić i wynieść na zewnątrz rannego kolegę. Wilson wcisnął Chuck’a do kabiny, usuwając uprzednio radio i inne instrumenty tak, aby w środku mogły się teraz pomieścić dwie osoby. Tuż po starcie zostali ostrzelani tracąc część podwozia. Jednak udało im się dotrzeć do bazy, gdzie lądowanie nastąpiło w asyście kilku wozów straży pożarnej. Raz jeszcze jego umiejętności przetrwania zostały wypróbowane, gdy został zestrzelony nad Koreą i wzięty do niewoli. Jego ucieczka i historia dotarcia do bazy to niemal historia wielokrotnie opowiadana przez innych jako przykład zdolności przetrwania nawet w najtrudniejszych warunkach.

Wielokrotnie odznaczony trafił latem 1960 do bazy Wright-Patterson w Ohio jako kapitan i dowódca Taktycznej Eskadry Myśliwców. W związku z kryzysem kubańskim przeniesiono go na Florydę, a stamtąd do Guantanamo na Kubie. W roku 1963 powrócił do Wright-Patterson AFB. Wkrótce otrzymał przydział lotu do Houston. Tuż przed tym otrzymał informację, że jeśli cała misja powiedzie się, dostanie kolejny przydział do grupy o nazwie Majestic-12 w randze majora. Wkrótce dowiedział się jakie są zadania i niektóre cele tej grupy. Początkowo jej zdania polegały na obserwacjach i kontroli przelotu UFO nad terytorium USA oraz zabezpieczaniu, odzyskiwaniu i transporcie ewentualnych szczątków obcych, usuwaniu śladów i świadków tych zdarzeń, które miały pozostać w absolutnej tajemnicy za wszelką cenę. Misja Wilsona polegała na kontrolowaniu przestrzeni powietrznej nad Houston, by żaden samolot nie zbliżył się do miejsca, w którym przebywał prezydent Kennedy. Eskadra Wilsona otrzymała rozkaz zestrzelenia każdego, kto nie zastosuje się do wezwania ominięcia zakazanego obszaru. Podczas lotu Wilson otrzymał przez radio informację o zastrzeleniu prezydenta w Dallas. „Pamiętam, że poczułem się okropnie. Miałem okazję poznać prezydenta i przyznaję, że go naprawdę lubiłem . Podczas lądowania miałem łzy w oczach. W tamtej chwili widziałem najgorsze lądowania jakie oglądałem w czasie swojej służby w lotnictwie, a lądowali chłopaki z Top Gun. Wszyscy mieli łzy w oczach.” Po powrocie do Wright-Patterson Wilson otrzymał przydział Top Secret i stopień majora.

Rozpoczęła się jego indoktrynacja w sprawy związane z zagadnieniami UFO utrzymywanymi w tajemnicy przez Majestic-12. Pokazano mu szczątki obcych i statku rozbitego pod Roswell w 1947, które przetrzymywano w bazie Wright-Patterson w Hangarze 84. Przeczytał dokumenty dotyczące tego wypadku oraz to, w jaki sposób Majestic-12 (nazwa kodowa MAJIC12), dokonała zatarcia wszelkich śladów wydarzenia, nawet tych związanych z wydatkami. Niektóre wydarzenia zmieniły miejsce, wymazano nazwiska osób odpowiedzialnych. Pokazano mu tę dokumentację w związku z jego nową przynależnością – Majic12. Jako część jego obowiązków Wilson został przydzielony do Pierwszego Skrzydła Sił Specjalnych i przeszedł specjalny trening związany z przynależnością do Delta Force, a potem do Czarnych Beretów. Wilson wspomina ten czas: ” Przyjrzałem się tym gościom, z którymi miałem trenować. Wszyscy szkoleni byli jako zabójcy, bardzo sprawni mordercy. Ciągle jednak nie szkolono mnie na MIB, gościa z Wackenhuts (prywatna firma ochraniająca tajne projekty rządowe), czy jakiegokolwiek innego czarnego faceta, których istnienie dało się widzieć gdzieś na dalekich obrzeżach działalności rządu. Było to wtedy, gdy dowiedziałem się, że przestałem istnieć jako zwykły obywatel. Major Wilson został poinformowany, że wszystkie jego dane zostały utajnione i przejęte przez Majestic-12. Powiedziano mu, że w związku z jego możliwościami porozumiewania się w „pewnych okolicznościach” za pomocą telepatii, otrzymuje chwilowo przydział „need-to-know” do czasu, gdy stopień tajności zostanie mu podwyższony. Wilson wspominał: „Poczułem się jak ktoś wyjątkowy, moje ego dostało nagle podwyżkę o 100%. Nie miałem jeszcze zbyt wiele świadomości tego, że byłem jedną, niewielką, częścią czegoś, co starano się okryć tajemnicą przed wszystkimi, a co stanowiło największe odkrycie od tysiącleci. Myślenie o tym nawet dzisiaj przyprawia mnie o ucisk w żołądku, ale wtedy byłem przekonany, że służę swojemu krajowi. Nie miałem zielonego pojęcia na temat potęgi władzy ludzi, których nazywano później MAJI” (najwyżsi kodem dostępu członkowie grupy Majestic-12). Przez następnych dziewięć lat mjr Wilson podróżował niemal do każdej bazy na świecie w pozyskiwaniu osób przydatnych dla Mj-12.

Latem 1972 roku został przydzielony do Pierwszego Skrzydła Powietrznych Sił Specjalnych w Vandenberg Air Force Base. Planował tu nawet, że trochę odpocznie po latach życia „w biegu”. Ledwo zdążył rozpakować swoją torbę, a już w drzwiach jego gabinetu stał człowiek wyglądem przypominający kogoś, kto uciekł z obozu wojskowego – po okazaniu legitymacji CIA kazał mu się natychmiast spakować, ponieważ, jak się wyraził, startują za dwadzieścia minut. Zgodnie z tym po dwudziestu minutach samolot zaczął kołować na pas startowy – z Wilsonem na pokładzie. Major znał tego typu operacje i wiedział, że nie należy pytać o cel podróży. Wiedział też, że „w swoim czasie” wszystko zostanie mu przekazane. Jednak na podstawie obserwacji i wskazań kompasu pokładowego zorientował się, iż lecą gdzieś nad Nevadą. Samolot zatoczył koło i wylądował na dnie wyschniętego jeziora. Później dowiedział się, że jezioro nazywa się Papoose, natomiast miejsce, do którego zmierzali po opuszczeniu samolotu – S-4. Nawet z bliska obszar wydawał się całkowicie opuszczony. Przeszli około 300 metrów w stronę odstającej ściany skalnej. Z boku, wciśnięte jakby w skałę, były potężne drzwi z metalu, które nie posiadały żadnego zaczepu, zamka, czy czegokolwiek do ich otwarcia. Facet z CIA otworzył je sobie tylko znanym sposobem i obydwaj weszli do środka. Znaleźli się w tunelu, który prowadził w dół. Przy końcu Wilson szybko rzucił okiem wokół. Był zdumiony rozmiarami. „Mógłbym przysiąc, że ta cała góra była wydrążona. Trochę poniżej był pas startowy, który kończył się potężnymi drzwiami rozsuwającymi się na boki tak, aby samolot mógł wylecieć wprost ze skały”. Mężczyzna z CIA i Wilson podeszli bez słów do windy. Agent nacisnął nieoznaczony przycisk i zaczęli zjeżdżać w dół z taką prędkością, że Wilson omal nie pozbył się obiadu. Trudno mu było określić ile pięter przemierzyli podczas tej krótkiej wycieczki, ale jedno było pewne: winda potrafiła zaskoczyć. Po wyjściu skierowali się korytarzem, który prowadził do czegoś, co Wilson nazwał biurem. Przy wejściu stał oficer, który zasalutował tylko i przepuścił ich do środka, gdzie mieli się spotkać z dowódcą w stopniu pułkownika. Ten poinformował Wilsona o jego obowiązkach, przekazał również najbardziej niezbędne informacje dotyczące jego ewentualnych kontaktów z najbliższą bazą – Nellis AFB oraz w jaki sposób dostać się z niej do Papoose. Pułkownik powiedział o tajnym tunelu łączącym Nellis z Papoose, w którym wahadłowo porusza się bardzo szybki pociąg. Na zakończenie Wilson został poinformowany, że wszystko, co widział jest ściśle tajne, a kara za jakiekolwiek jej złamanie jest tylko jedna.

Major Wilson rozpoczął swoją służbę w Papoose, ciągle nie znając odpowiedzi na pytanie, co mieści się trzydzieści pięter pod nim. Zbyt dobrze znał formy indoktrynacji w tematyce top secret, by zadawać jakiekolwiek pytania. Przypomniał sobie czas, gdy przebywał w bazie Wright-Patterson i odniósł wrażenie, że nie ma tu nic do roboty. Kolejnego ranka siedząc i wykonując te same czynności, czekał na koniec kolejnego dnia służby, usłyszał puknięcie w drzwi. Wkrótce stanął w nich wojskowy w stopniu pułkownika o nazwisku Bennet i od razu zapytał czy Wilson ma coś ważnego do roboty. Po krótkiej odpowiedzi Wilsona, odparł: „no to idziemy”. Zjechali dwa piętra do super tajnej strefy S-4. Miejsce to było jak nie z tego świata, bo niedługo po przyjeździe do Papoose zobaczył na własne oczy to, czego inni jedynie domyślali się. Osiem różnego typu UFO. W jednym miejscu. Właśnie tu. Nikt niepowołany nie mógł tu się dostać, nikt tego nie wiedział, nikt spoza bazy nie zdawał sobie sprawy z tego, że głęboko w skale jest takie miejsce, w którym od dłuższego czasu trwały badania nad technologią, o jakiej mogliśmy tylko marzyć. W halach widać był sporo ludzi, których Wilson nazywał naukowcami. Raz jeszcze tego ranka przeszli w pobliżu hal. Wilson zerknął na Benneta, który jakby odgadł jego pytanie i zaraz powiedział: „zapomnij”. Razem weszli do kwadratowego pomieszczenia, w którym siedziało kilku cywilów i wojskowych – razem może dwadzieścia osób. Usiedli i wkrótce potem Wilson poczuł, że skóra na jego twarzy robi się za ciasna. Do sali weszła kobieta wysoka na ponad dwa metry. Nikt nie wydawał się tym specjalnie zaskoczony. Była szczupła, ubrana w obcisły kombinezon z niewielkim znaczkiem „HI” tuż nad prawą piersią. Do dzisiaj Wilson pamięta detale z jej wyglądu. Jej lekko pofalowane, blond włosy, łagodnie opadały na ramiona. Wilson przypomina sobie, że tak głębokiego błękitu oczu nigdy nie widział. Była w jakiś sposób inna. Jak bardzo miała być inna przekonał się już w następnych minutach. Kobieta ustawiła duży kryształ na stole i nagle jej palce zaczęły lekko świecić, gdy tylko przesunęła dłoń nad kryształem. Po chwili zaczął się formować hologram 3-D. „Zauważyłem kątem oka, jak niektórzy patrząc mieli otwarte usta ze zdziwienia. Nie zdawałem sobie sprawy, że moje spojrzenie na życie ulegnie tak gruntownej przemianie. Całe moje doświadczenie, wiedza, jaką posiadałem opadła ze mnie, jakby mnie ktoś z niej nagle uwolnił. Wszystko zaczęło się we mnie zmieniać. Zobaczyłem obrazy z przeszłości, czasów obecnych, a także niesamowite i nieprawdopodobne obce światy, których mnogość zupełnie zaskoczyła wszystkich zebranych. Czegoś takiego nie widzi się nawet w najbardziej dziwnych snach. Tymczasem pokaz trwał dalej. Obrazowi towarzyszył dźwięk. Obrazy zmieniały się przekazując nowe treści. „Widzieliśmy historię naszej planety i to w jaki sposób obcy w nią ingerowali. Miało to doprowadzić do zmian w naszym życiu i szerszym spojrzeniu na nie. Największy nacisk szedł, jak mi się zdawało na rozwój duchowy, nie na technologię”. Wilson stwierdził, że życie jakie znał i jakie do tej pory prowadził, skończyło się bezpowrotnie. Wkrótce po tym zdarzeniu stał się jednym z oficerów wykonawczych Project Pounce. Utworzony w końcu grudnia 1980 Project Pounce polegał na śledzeniu i jak najszybszym przechwyceniu rozbitego UFO, zabezpieczeniu szczątków, ciał, natychmiastowym usunięciu wszelkich śladów katastrofy. Do zadania tego przeznaczona została specjalna formacja Czarnych Beretów, której dodatkowym zadaniem było utrzymywanie całości zajścia w absolutnej tajemnicy i odpowiednie postępowanie ze świadkami ewentualnego zdarzenia. Po awansie do stopnia pułkownika i otrzymaniu kodu dostępu Q (ultra top-secret, poziom 27), Wilson wiele dowiedział się i nauczył o sposobach działania i organizacji Majestic-12. Jednym z obowiązków pułkownika były kontakty z MIB – nazywanymi tak pracownikami tajnej ochrony prywatnej firmy Wackenhut, która była związana kontraktem z MJ-12 i jej służyła niczym straż przyboczna cezara. Niektórzy nazywali ich: mordercy z Wackenhut. Wilson dowiedział się także o operacjach wojskowych przeniesionych do przestrzeni kosmicznej, gdzie specjalnie wyszkoleni astronauci-piloci mieli zadanie kontrolować wszystko „co kierowało się w kierunku Ziemi i nie było meteorem”. Szkolenie ich przebiegało w bazach Vandenberg i Beale w pd. Kalifornii, skąd wyruszali na loty ćwiczebne nowym cudem koncernu Lockheed – dwuosobowym X-22A, który miał postać dysku z napędem antygrawitacyjnym. Zadania na orbicie miały polegać na uniemożliwieniu statkom UFO, uważanym za „nieprzyjacielskie”, wejść w atmosferę ziemską. Wilson twierdził, że z czasem udało mu się dowiedzieć, że członkami MAJI (najwyższy i tajny szczebel Majestic-12) byli Edward Teller oraz Henry Kissinger – obydwaj posiadający najwyższy stopień kodu dostępu na poziomie 33. Obydwaj byli, w jego opinii, ludźmi o wielkim apetycie na władzę. Sprawiali wrażenie, że ich władza jest wyższa od władzy prezydenta i że stoją nawet ponad prawami natury. Później okazało się, że określano ich jako New World Order. W końcu po czterdziestu latach służby w siłach zbrojnych Wilson przeszedł na emeryturę, co zbiegło się z chęcią pozostawienia daleko za sobą całej konspiracji, działań, którym daleko było do zgodności z prawem, konstytucją, czy zwykłym ludzkim poczuciem sprawiedliwości i uczciwości. Przez 15 lat milczał, ale pod koniec swojego życia, widząc, że nie ma już tak wiele do stracenia, postanowił wykorzystać internet jako nowy sposób spojrzenia na swoją przeszłość, która na stałe splotła się z tajemnicami, które do dzisiaj są najważniejszymi dla tych, którzy je wprowadzili w życie, a ignorowanych przez tych, których przyszłość może niemile zaskoczyć. „Rzeczy, które widziałem są tak dziwne i nieprawdopodobne, wykraczają poza nasze rozumienie, że nigdy nie uwierzyłbym w to wszystko, gdybym nie był tego świadkiem. Mam tylko nadzieję, że chociaż trochę mogłem przekazać i powiedzieć o tym, co wkrótce może nastąpić”.

Juan Jose Benite

Prośba ufonauty o wodę

„UFO” nr 31 (3/1997), s. 38-48

W trakcie swoich wypraw badawczych w maju 1977 roku poznałem pewnego inżyniera, który opowiedział mi o przygodzie, która przytrafiła mu się w roku 1951 w Republice Południowej Afryki niedaleko Kapsztadu. Początkowo nie chciał mi o tym mówić, ale po moich usilnych namowach zgodził się. W obecności kilku świadków przysłuchujących się naszej rozmowie, którą nagrywałem na magnetofonie, musiałem dać mu słowo honoru, że nie ujawnię jego nazwiska. W związku z tym nazwę go tu inicjałami „HM”.

Człowiek ten jest brytyjczykiem i czasie naszej rozmowy był zatrudniony na terenie Hiszpanii w ramach pewnego ważnego przedsięwzięcia technicznego w stolicy jednej z prowincji.

Przez ostatnie dwadzieścia lat pracował jako specjalista od oprzyrządowania. Jedną z jego specjalności było projektowanie i wykonawstwo automatycznych pilotów dla lotnictwa. Obecnie, jak już wspomniałem, pracuje w jednej z hiszpańskich firm zajmujących się rozwojem wysoko zaawansowanych technologii.

Oto, co powiedział o tamtym zdarzeniu:

HM: Pracowałem wtedy dla firmy Contactor należącej do British Rheostatie Company. Razem z żoną mieszkaliśmy w niewielkim mieście Paarl położonym niedaleko Kapsztadu. Chyba jakieś 30 kilometrów, o ile się nie mylę. Było to chyba wiosną 1951 roku. Moja żona jeździła wówczas używanym małym francuskim samochodem, bardzo przydatnym do jazdy po Kapsztadzie. Żeby się zbytnio nie rozwodzić, przejdę od razu do rzeczy. Któregoś dnia, po kilku dniach nieużywania go, stwierdziliśmy, że jego akumulator jest rozładowany. Jeszcze tego samego wieczoru gdzieś między dziewiętnastą a dwudziestą trzecią gruntownie przejrzałem go. Było już ciemno, kiedy doprowadziłem go do jako takiego stanu. Zrobiłem trochę porządku i poszedłem umyć ręce zamierzając doładować akumulator innym razem. W chwilę potem zmieniłem jednak zamiar. W pobliżu naszego domu znajdowało się dość strome zbocze. Postanowiłem zjechać nim samochodem w dół i w ten sposób uruchomić go, a potem pojeździć trochę po okolicy, aby podładować akumulator. I tak zrobiłem. Wsiadłem do samochodu i pojechałem w kierunku góry „Draakensteen” położonej w odległości od dziesięciu do dwunastu kilometrów od miejsca, z którego wyruszyłem. Mój pomysł był bardzo prosty: dojechać do niewielkiego płaskowyżu położonego blisko szczytu góry, a następnie wrócić do domu. Przejażdżka tą trasą była w zupełności wystarczająca do naładowania akumulatora. Około dwudziestej trzeciej piętnaście byłem już na górze. Ruch na drodze był w tym czasie prawie zerowy. Miejsce, w którym się teraz znajdowałem, było położone na wysokości około trzystu metrów nad poziomem morza i miało kształt płaskowyżu, który z jednej strony ograniczony był stromym, urwistym zboczem góry. Noc była księżycowa i pamiętam, jak ogromny cień góry pokrywał dużą część płaskowyżu. Jego zacieniona część silnie kontrastowała z oświetloną. Właśnie ruszyłem w drogę powrotną, kiedy zobaczyłem machającego do mnie ręką człowieka. Pokazywał mi, abym podjechał do niego, co też zrobiłem…

JJB: Skąd się tam wziął?

HM: Wyszedł z zacienionej części płaskowyżu, a dokładniej spod samego podnóża urwiska góry. Zatrzymałem samochód i zapytałem go, co się stało. Podszedł do samochodu i zapytał: „Czy ma pan wodę?” Odpowiedziałem, że nie mam, z wyjątkiem tej, która jest w chłodnicy. Usłyszawszy moje słowa, spojrzał na mnie zaniepokojony i dodał: „Wie pan, potrzebujemy wody”. Widząc po jego twarzy, jak bardzo jej potrzebował, zaproponowałem mu podwiezienie go do pobliskiego potoku, który przecinał nieco poniżej drogę. Słysząc to, zapytał mnie: „Jak daleko jest ten potok?” Odparłem, że niedaleko, jakieś pół kilometra, i że jest to górski potok. Dodałem, że woda w nim jest bardzo dobra, ponieważ spływa prosto góry, która wznosi się nad nami. Ten argument chyba go ostatecznie przekonał.

JJB: W jakim języku mówił do pana ten człowiek?

HM: Po angielsku, ale z dziwnym akcentem.

JJB: Jakiego rodzaju?

HM: Nie bardzo potrafię go określić. Jak pan wie w Republice Południowej Afryki mieszka wiele narodowości: Afrykanerzy, Niemcy, Holendrzy, Francuzi, Malajowie, Chińczycy, Hindusi i wiele innych. Wszyscy oni z wyjątkiem Anglików i rdzennej ludności afrykańskiej mówią po angielsku z różnym akcentem w zależności od swojego rodzimego języka. Akcent tego człowieka był dziwny, ale inaczej niż tamte. Tak więc zaprosiłem go do samochodu. Wsiadł i ruszyliśmy w kierunku potoku.

JJB: O czym rozmawialiście w czasie jazdy?

HM: Praktycznie o niczym. Zapytałem go, czy ma jakiś pojemnik na wodę. Odpowiedział, że nie. „W porządku” – powiedziałem ? „ja mam bańkę na olej, która może się nadać”. Jego odpowiedź była krótka: „Będzie dobra”. Przybyliśmy nad potok i razem wypłukaliśmy, a następnie napełniliśmy ją wodą. Potem wróciliśmy samochodem w miejsce, gdzie spotkałem tego człowieka. Zatrzymałem się w pewnej odległości od podnóża góry i wówczas nieznajomy wskazał w kierunku zacienionej strefy, mówiąc: „Tam, proszę, tam!” Chciał, abym podjechał bliżej podnóża góry. Kiedy wjechaliśmy w cień i moje oczy przywykły do większej ciemności, dostrzegłem przed sobą dziwny obiekt.

JJB: Stał z dala od drogi?

HM: Tak, mniej więcej sto metrów od niej, wewnątrz cienia rzucanego przez górę.

JJB: Jak wyglądał ten obiekt i jaka była jego średnica?

HM: Był dość duży. Miał średnicę od dziesięciu do piętnastu metrów. Nie był zbyt wysoki. Myślę, że od ziemi do górnego wierzchołka miał ze cztery metry. W dolnej części widać było oświetlony otwór i stopnie, które jak się w chwilę potem przekonałem, prowadziły do jego wnętrza. Widząc to, stanąłem jak osłupiały.

JJB: Wszedł pan do niego, do środka?

HM: Tak, ten człowiek zaprosił mnie do niego.

JJB: Jak pan zareagował na to zaproszenie?

HM: Cóż, nie będę ukrywał, że bałem się. Nic nie odpowiedziałem. Zachowałem się jak osoba okazująca nieufność. Człowiek ten jednak nalegał, zapraszając mnie przyjaznym gestem. W końcu złamałem się i wszedłem do środka idąc przed nim.

JJB: I co pan tam zobaczył?

HM: Wnętrze obiektu było okrągłe i przebywali w nim czterej inni mężczyźni. Jeden z nich leżał wyprostowany. Nieznajomy wyjaśnił mi, że mieli mały wypadek i ten leżący doznał poparzeń. Powiedziałem, że chciałbym mu się przyjrzeć, ale nieznajomy nie zgodził się i powiedział mi, że mam się nie ruszać z tego miejsca, w którym stałem. Zrobiłem, jak mi kazał, i stałem nieruchomo obok wejścia.

JJB: Jak wyglądało wnętrze tego obiektu?

HM: Było okrągłe i dookoła niego biegły prostokątne bulaje, pod nimi zaś znajdowało się coś w rodzaju ławy.

JJB: Jak wysokie było to pomieszczenie?

HM: Wystarczająco wysokie, aby można było poruszać się w nim w wyprostowanej pozycji. Wszyscy ci ludzie byli niżsi ode mnie. Mieli od metra i pięćdziesięciu do metra i sześćdziesięciu centymetrów wzrostu. Sufit zaczynał się mniej więcej od górnej krawędzi bulajów i wznosił się w górę niczym kopuła. W środku pomieszczenia znajdowało się kilka dźwigni podobnych do tych, za pomocą których przestawia się tory kolejowe. Wystawały z niewielkiej kwadratowej powierzchni i miały około metra długości. W górnej części zakończone były czymś w rodzaju „widelca” przypominającego wyglądem zakończenia dźwigni ręcznych hamulców w starych samochodach.

JJB: Ile ich tam było?

HM: Dokładnie nie wiem. Być może osiem w dwóch rzędach. Jedyne, co mogę powiedzieć, to to, że wszystkie one wychodziły z wnętrza obiektu. Widziałem wyraźnie prostokątne szczeliny, w których tkwiły. Po drugiej stronie pomieszczenia znajdowało się coś w rodzaju stołu. Ale to nie był stół… Wyglądem przypominał pulpit sterowniczy, z tym że nie było na nim żadnych przyrządów. Tego typu rzeczami zajmuję się zawodowo, więc może być pan pewny, że przyjrzałem mu się uważnie. Inną rzeczą, która zwróciła moją uwagę, było oświetlenie.

JJB: Dlaczego?

HM: Ponieważ nigdzie nie było widać jego źródła. Wyglądało, jakby emanowało ze ścian, sufitu, dosłownie zewsząd.

JJB: Jakiego było koloru?

HM: Bardzo białe.

JJB: Co robiła załoga?

HM: Ten, który mi towarzyszył, postawił bańkę obok pozostałych czterech i podszedł do mnie.

JJB: Czy rozmawiali ze sobą?

HM: Nie sądzę. Co więcej, kiedy wszedłem do środka, żaden z pozostałych czterech nawet na mnie nie spojrzał. Byli zajęci udzielaniem pomocy poparzonemu, który jak już powiedziałem, leżał na ławie biegnącej przez całe pomieszczenie wzdłuż jego obwodu. Kiedy nieznajomy stanął obok mnie, zapytałem go, czy nie potrzebują lekarza. Odrzekł, że nie, po czym zapytał mnie dla odmiany, czy jest coś, czego chciałbym się dowiedzieć. „Oczywiście” – odparłem.

JJB: I o co pan go zapytał?

HM: Powiedziałem, że będąc inżynierem specjalizującym się w konstrukcji oprzyrządowania, jestem zdziwiony nie widząc u nich żadnego pulpitu sterowniczego ani przyrządów nawigacyjnych. Zapytałem go, na jakiej zasadzie porusza się ich pojazd. „Gdzie są silniki?” – zapytałem. „Nie mamy żadnych silników” – odparł. Słysząc to, zapytałem: „Zatem w jaki sposób nim kierujecie?” W odpowiedzi wskazał na dźwignie i powiedział: „Mamy inny system napędu. Anulujemy działanie grawitacji. W ten sposób właśnie się wznosimy”.

JJB: Pytał go pan o jakieś szczegóły z tym związane?

HM: Tak, zapytałem go, jak pokonują grawitację. Odpowiedział, że używają bardzo ciężkiej cieczy, która krąży w przewodzie. W ten sposób tworzą pole magnetyczne… To jest w pewnym sensie zbliżone do tego, co my robimy za pomocą elektromagnesów, tyle że oni zamiast elektryczności używają tej cieczy.

HM: Zapytałem go o nią. Wyjaśnił mi wówczas, że „to jest bardzo ciężka ciecz”. Z miejsca pomyślałem o rtęci… W międzyczasie kontynuował swoje wyjaśnienia. W jakiś sposób była ona przemieszczana z prędkością zbliżoną do prędkości światła. A tym samym do prędkości rozchodzenia się impulsu elektrycznego. Odrzekłem: „Ale to przecież jest niemożliwe do uzyskania wewnątrz przewodu”. „Jest” – odparł. ? „To proste. Kiedy ta ciecz opuszcza przewód, w tym samy czasie wpływa do niego z drugiej strony. W ten sposób jej względna prędkość jest nieskończona…” Tak więc opierając się na tym systemie i kilku „magnesach”, które nie są na Ziemi znane, te istoty potrafią przemieszczać się z ogromnymi prędkościami i są w stanie pokonywać grawitację.

JJB: Czy pytał pan jeszcze o coś?

HM: Tak. Zapytałem ich, skąd pochodzą?

JJB: I co odpowiedział?

HM: Wskazał na gwiazdy i powiedział: „Stamtąd”. Próbowałem dowiedzieć się od niego, z której części nieba pochodzą, ale wciąż powtarzał: „Stamtąd”. Potem nagle zmienił temat, co zrozumiałem, że nie chce więcej o tym rozmawiać. Po jakichś piętnastu, dwudziestu minutach rozmowy pokazał mi uprzejmie wyjście, dając mi do zrozumienia, że moja wizyta dobiegła końca. Więc wyszedłem. Zszedłem w dół i oddaliłem się od obiektu.

JJB: Jak pan myśli, ile minęło czasu od chwili, gdy spotkał pan tego człowieka?

HM: Mniej więcej około czterdziestu pięciu minut. To były, może mi pan wierzyć, najdziwniejsze minuty w moim życiu.

JJB: Czy ten obiekt pozostał tam, kiedy pan odjeżdżał?

HM: Tak. Następnego dnia wróciłem w tamto miejsca, myśląc, że to wszystko było jakimś dziwnym snem. Znalazłem tam bardzo dziwne ślady. Poza tym była jeszcze sprawa bańki, której teraz nie miałem…

Dla HM to przeżycie (podobne do wielu innych, jakie przytrafiły się innym ludziom) jest czymś, co na zawsze utkwiło mu w pamięci. Jak mi powiedział:

– Gdyby to był sen, dawno bym już o nim zapomniał. To było coś innego niż sen. Nadal pamiętam to, jak gdyby zdarzyło się dzisiaj, ze wszystkimi szczegółami…

Kiedy zapytałem go o wygląd tych pięciu ludzi, powiedział:

– Wszyscy oni ubrani byli tak samo. Ich strój przypominał fartuchy laboratoryjne sięgające aż za kolana przepasane w talii pasem. Były w kolorze beżowym.

JJB: Ile mógł mieć lat ten mężczyzna, który rozmawiał z panem?

HM: Był trochę starszy od pozostałych. Wyglądał na jakieś czterdzieści lat.

JJB: Jak wyglądała pozostała część ich ubrań?

HM: Nie bardzo pamiętam, ponieważ wyglądała dość normalnie. Pod spodem mieli spodnie, a na nogach buty. Gdyby w ich stroju było coś nienormalnego, z pewnością zwróciłoby to moją uwagę.

JJB: Jak wyglądały ich twarze?

HM: Nie zauważyłem w nich niczego dziwnego. No, może ich czoła były trochę wyższe…

JJB: A włosy?

HM: Były niezbyt długie. I takie same u wszystkich. Nie były czarne. Powiedziałbym, że miały kolor kasztanowy. Jak już powiedziałem, w ich wyglądzie nie było niczego dziwnego.

JJB: Czy byli dobrze zbudowani?

HM: Nie, raczej szczupli. Ich ręce wyglądem były bardziej zbliżone do rąk kobiecych.

JJB: Czy mieli brody?

HM: Nie. Nie, nie mieli bród. To ciekawe. Wyglądali, jak gdyby one im w ogóle nie rosły.

JJB: Czy poruszali się normalnie?

HM: Tak, całkowicie normalnie. Jak już powiedziałem, nie było w nich niczego, co w jakiś sposób zwróciłoby moją uwagę.

* * *

Tak w skrócie przedstawia się ta niezwykła historia. Pragnę zaznaczyć, że ów inżynier nigdy przedtem nikomu jej nie opowiadał. Wykształcenie i doświadczenie zawodowe tego człowieka przydało jej dodatkowej wartości, ponieważ potrafił w tym krótkim czasie, w jakim przebywał wewnątrz tego obiektu zapamiętać wiele istotnych szczegółów. Co ciekawe, opisany przezeń jego system napędowy znalazł wiele lat później potwierdzenie w innych relacjach z tego typu bliskich spotkań. Nie zdziwiłbym się zbytnio, gdyby okazało się, że wielkie mocarstwa skierowały pewne fundusze na skonstruowanie podobnych napędów, bazując na tego typu opisach.

Thomas de Jean

Oblężenie farmy Suttonów

Fragment książki Księga Tajemnic i rzeczy niezwykłych

PANDORA, Łódź 1991

Wiadomo, że niejedna farma była oblegana – w różnych czasach, miejscach i przez różnych napastników. Ale oblężenie, które przeżyła rodzina Suttonów nocą 21 września 1955 r. na swojej farmie w Kelly-Hopkinsville w Kentucky, może z powodzeniem przejść do historii oblężeń jako bez wątpienia najdziwniejszy wypadek tego rodzaju. Chociaż ofiary widziały swoich napastników, po dziś dzień nie wiedzą, kim byli, a jeśli chodzi o ścisłość, nikt nie potrafi tego powiedzieć. Najbardziej przerażające było to, że oblegający nie byli ani ludźmi, ani nie należeli do żadnego ze znanych gatunków zwierząt!

Wszystko zaczęło się dość niewinnie. Jeden z członków jedenastoosobowej rodziny Suttonów wrócił na farmę z wiadomością, że w pobliżu widział lądowanie dziwnego obiektu latającego. Opowiadanie spotkało się z lekką drwiną i dowcipkowaniem, jednakże po upływie godziny cała rodzina została postawiona na równe nogi przeraźliwym ujadaniem psa na podwórku. Dwóch uzbrojonych mężczyzn wyszło przed dom, żeby zobaczyć, kto nadchodzi…

Do drzwi powoli zbliżała się niezwykła postać: mały, otoczony poświatą człowieczek, z olbrzymimi, okrągłymi jak talerzyki oczami i rękami uniesionymi nad głową w taki sposób, że mógłby wyglądać na kogoś „kogo właśnie obrabowują”. Bardziej prawdopodobne, że tym gestem istota chciała pokazać, że nie ma żadnych złych zamiarów. Suttonowie należeli jednak do tych zdecydowanych i twardych ludzi z Kentucky, którzy „najpierw strzelają, a pytanie, kto idzie, zostawiają na potem”.

Obaj mężczyźni wystrzelili prawie jednocześnie, gdy świetlista istota znajdowała się około 6 m od nich; jeden ze strzelby kaliber 22, drugi z rewolweru. Według określenia jednego ze strzelających rozległ się dźwięk, „jakbym trafił w wiadro”. Istota wykonała szybki ruch i cofnęła się w ciemność.

Nie minęło wiele czasu, gdy nowy stwór pojawił się w oknie i został przywitany strzałami. Mężczyźni wyszli na ganek, żeby zobaczyć, czy kule trafiły napastnika. Gdy idący przodem zatrzymał się pod wystającym okapem, postępujący za nim dostrzegli, jak z dachu opuszcza się ręka z dłonią zakończoną pazurami i dotyka jego włosów.

Do napastnika znajdującego się na dachu oddano kilka strzałów i jednocześnie otworzono ogień do drugiego stwora, który niespodziewanie pojawił się na gałęzi pobliskiego drzewa. Ten ostatni został trafiony, ale nie spadł, lecz spłynął na ziemię i czmychnął. Nieskuteczność strzałów najwyraźniej przeraziła Suttonów. którzy zabary kowali się w domu i ze strachem obserwowali okna, za którymi od czasu do czasu pojawiali się niesamowici goście.

Po upływie trzech godzin, około 23.00, cała rodzina zebrała się na odwagę i wybiegła na dwór. Jedenaście osób wcisnęło się do dwóch samochodów i pojechało do miasta po policję. Po powrocie, policja wraz z Suttonami przeszukała teren, jednakże nic nie znaleziono. Wobec tego policjanci wrócili do miasta, zaś znękani farmerzy zabarykadowali się w domu.

Gdy zapadły ciemności i zapanowała cisza, dziwaczne stworzenia pojawiły się ponownie. Tym razem obyło się już bez incydentów, chociaż cała rodzina nie zmrużyła oka do świtu, kiedy to istoty odeszły tam. skąd przybyły.

Zostały opisane jako niewielkie wzrostem, delikatnej budowy ciała, z okrągłymi i wielkimi jak spodki oczami rozstawionymi na 15 cm. Głowy istot były kuliste i kompletnie łyse. Nikt nie był pewien, czy stwory miały szyje, nikt nie po J.ifił opisać wyglądu nosa, zaś usta prawdopodobnie tworzyły cienką, poziomą kreskę. Szczególnie osobliwe były ręce – prawie dwukrotnie dłuższe od nóg, z olbrzymimi dłońmi.

Kim lub czym były te niezwykłe stworzenia, niepodobne do niczego znanego na Ziemi, i czego tu chciały? Czy przybyły z innego układu gwiezdnego? Sugerowałaby to relacja jednego z Suttonów, który na krótko przed rozpoczęciem oblężenia widział lądujący nie opodal obiekt latający.

Kimkolwiek były, nie wydaje się, by chciały wyrządzić komuś krzywdę – uniesione do góry ręce pierwszego, zbliżającego się do drzwi cudacznego gościa, wskazują na to dość wymownie. Przestraszeni Ziemianie nie są, doprawdy, zbyt gościnni.