Archive for the ‘Wzięcia’ Category

Czy jest możliwe, aby człowiek rozpłynął się w powietrzu na oczach świadków? Zanim zaprzeczysz, zapoznaj się z historią Davida Langa.

Było jasne, słoneczne popołudnie 23 września 1880 roku na farmie Davida Langa, kilka kilometrów od Gallatin w Tennessee.
Los umiejscowił miejsce tej akcji w całkiem przyjemnej okolicy. Dom Langa zbudowany był z cegieł i porośnięty ze wszystkich stron winoroślą. Wokół rozciągało się 40-hektarowe, wyskubane przez bydło pastwisko, wysuszone przez wciąż trwające gorące lato.
Tego feralnego popołudnia dwoje dzieci Langa, ośmioletni George i jedenastoletnia Sarah, bawiło się nowym drewnianym wózkiem z konikami, zabawką, którą ojciec przywiózł im rano z Nashville. W momencie, gdy rodzice wyszli przed dom, bawiły się na frontowym podwórku.
Pani Lang powiedziała do męża: Wróć szybko,Dave. Chcę, abyś mnie zawiózł do miasta, zanim zamkną sklepy. Pan Lang był już przy płocie na drodze prowadzącej na pastwisko-chciał rzucić okiem na czórkę swoich koni, z których był dumny. Zatrzymał się, aby zerknąć na ręczny zegarek, po czym powiedział: Będę za kilka minut.
Ale David Lang nigdy już nie wrócił-od spotkania z przeznaczeniem dzieliło go zaledwie 30 sekund, czymkolwiek ono było!
Dzieci zauważyły podjeżdżający pod dom wóz i zaprzestały zabawy, aby móc lepiej mu się przyjrzeć. Poznały bryczkę sędziego Pecka, który zawsze miał dla nich jakieś prezenty. Pani Lang i David także poznali sędziego, pomachali mu więc.
David Lang zrobił nie więcej, niż kilkanaście kroków, gdy nagle… zniknął na oczach wszystkich obecnych. Pani Lang krzyknęła. Dzieci oniemiały. Odruchowo wszyscy pobiegli w stronę miejsca, w którym jeszcze kilka minut temu stał David. Nie było po nim śladu. Nie było żadnego drzewa, krzewu ani wzniesienia, które przesłaniałoby widok. Pani Lang zaczęła histeryzować i w spazmach została odprowadzona do domu. Zaalarmowano sąsiadów, bijąc w ogromny dzwon ustawiony na dziedzińcu. Przeczesano cały teren metr po metrze. Bez skutku. Davida Langa nigdy nie odnaleziono.
Władze przez wiele tygodni musiały utrzymywać ciekawskich z dala od farmy. Pani Lang z powodu szoku była przykuta do łóżka. Cała służba-z wyjątkiem starego kucharza Sukie-odeszła.
W kwietniu 1881 roku zdarzyło się coś równie dziwnego. Przytrafiło się dzieciom Davida Langa.
W miejscu, w którym siedem miesięcy wcześniej straciły swego ojca, dzieciaki zauważyły krąg wypalonej słońcem trawy, o średnicy ok. 5 metrów. Tego wieczora, gdy stały obok owego miejsca, jedenastoletnia Sarah zawołała swego ojca; ku zdumieniu obojga rozległ się jego głos wołający o pomoc. Głos wołał i wołał… aż zamarł gdzieś w oddali. Na zawsze.

Reklamy

Wzięcie Polly

Posted: Wrzesień 22, 2012 in Wzięcia
Tagi: , , , ,

dr Karla Turner

Wzięcie Polly

„UFO” nr 29 (1/1997), s. 22-35

Polly po raz pierwszy skontaktowała się ze mną pod koniec roku 1992 w trakcie lektury Into the Fringe. „Jestem na stronie 176” – napisała w liście – „ale musiałam zrobić przerwę, żeby do pani napisać”.

Wzmianka dotycząca zainteresowania obcych życiem płciowym człowieka obudziła w niej wspomnienia, które mogły wskazywać, że także i ona miała kiedyś podobne przeżycia. Mieszkała w małym miasteczku, gdzie trudno było znaleźć wsparcie, ponieważ jedyna znana jej w okolicy grupa badająca zjawisko UFO składała się wyłącznie z mężczyzn. Polly pytała, czy nie mogłabym skontaktować jej z kobietami, które przeżyły wzięcie, gdyż pragnie nawiązać z nimi „pożyteczną dla obu stron korespondencje”. Nurtujące ją problemy były tak intymne, że mogła się nimi podzielić jedynie z kobietą o podobnych doświadczeniach.

„Wygląda na to, że ze zjawiskiem UFO miałam do czynienia przez całe życie i że zamieszane w to są lub były moje dzieci” – napisała. – „Mój ojciec również miał jakieś kontakty, ale wypowiada się na ten temat bardzo ostrożnie, ponieważ wciąż jest aktywny zawodowo (w organizacji wojskowej)”.

Polly wyjaśniła, że potrzebowała „koleżanki-wziętej” ze względu na seksualny charakter niektórych zdarzeń. „Przez całe życie miałam poważny uraz z symptomami typowym dla ofiar długotrwałego kazirodztwa” – napisała, podkreślając, że jej obsesja obejmująca „fantazje na temat seksualnego molestowania z zastosowaniem [nieznanych] przyrządów” zaczęła się, gdy miała cztery lata.

Konsekwencje tego stanu rzeczy wywarły poważny wpływ na całe jej dorosłe życie. „Poruszyły mnie omawiane przez panią przypadki wywoływania przez obcych obsesji seksualnych” – pisała dalej. – „Od wczesnej młodości co kilka lat angażowałam się w całkowicie irracjonalne związki. Do obsesyjnej wręcz aktywności seksualnej popychała mnie jakaś inteligencja – jej głos rozbrzmiewał wprost w mojej głowie – która kierowała moim postępowaniem i najwyraźniej przygotowywała różne dziwne sytuacje, chcąc sprawdzić, jak się w nich zachowam”.

Polly zauważyła, że jej osobiste związki nie posiadały zazwyczaj charakteru obsesyjnego. Jednak mając świadomość, popartą doświadczeniami z przeszłości, że jej reakcje seksualne mogą być przedmiotem manipulacji, starała się unikać takich kontaktów. „Teraz po prostu trzymam się od tych spraw z daleka” – napisała. – „Seksualna oraz ‚psychiczna’ energia (w ostatnim związku) była tak wielka, że aż śmieszna. Podczas stosunku podlegała całkowitej ‚kontroli’; dochodziło też do telepatii oraz przekazywania odczuć. Leczę się z symptomów molestowania seksualnego w dzieciństwie i radzę sobie z tym wszystkim tylko dlatego, że to nie ludzie mnie molestowali”.

List Polly zawierał ponadto informacje o kilku obserwacjach NOLi oraz spotkaniach z obcymi istotami, w których uczestniczyli członkowie jej rodziny. Większość przytoczonych przez nią szczegółów występowała również w relacjach innych badanych przeze mnie wziętych. Lista niezwykłych zjawisk obejmuje między innymi „kontakty z ‚Elvesem’ istotą przenikającą przez obiekty fizyczne, tak jak gdyby były one z wody; poruszające się zygzakiem światła; światła ukazujące się za moim oknem każdej nocy o tej samej porze i obserwujące mnie przez kilka godzin; denerwujące zjawy oraz wiele wyrazistych snów o ‚wzięciu'”.

„Nikomu o tym nie mówię” – pisała – „ale to nic przyjemnego żyć od dziecka ze świadomością, że w mojej głowie jest coś, co mnie obserwuje, słyszeć rozbrzmiewający w niej piskliwy dźwięk, który zapewne ma coś wspólnego z tymi kontaktami, albo wraz z synem i psem oglądać paradujących po sypialni gości”.

Polly ograniczyła się do wyliczenia zdarzeń, natomiast mnie jako badacza interesowały szczegóły. Zainteresowała mnie również jej osoba, gdyż usiłowała sama poradzić sobie z tym niezwykłym zjawiskiem. Odpowiadając na jej list, poprosiłam o więcej informacji. Obiecałam też, że będę dobrą słuchaczką, jako wzięta i jako kobieta. Chociaż nie pamiętałam, aby któreś z moich spotkań miało charakter seksualny, wiele dowiedziałam się na ten temat od innych osób, które znalazły się w takiej sytuacji. Natomiast mój mąż, Casey, którego przypadek został w pełni przedstawiony w Into the Fringe, uczestniczył jako nastolatek w pewnym seksualnym epizodzie z udziałem istoty będącej przypuszczalnie hybrydą obcej istoty płci żeńskiej. Wiedziałam, że takie zdarzenia, zarówno pod względem odczuć, jak i późniejszych efektów, były jak najbardziej realne, a ich zrozumienie rzuciłoby istotne światło na całe zjawisko wzięć.

Przedstawiłam ten problem w liście do Polly, która zgodziła się udzielić mi dodatkowych informacji, aby wspomóc moje badania. Dzięki wymianie korespondencji, rozmowom telefonicznym oraz nagranym wywiadom dowiedziałam się wiele zarówno o niej, jak i jej przeżyciach, a także doznaniach jej dzieci.

Polly jest wysoką, zgrabną, czterdziestokilkulelnią kobietą o celtycko-skandynawskim rodowodzie. Jest doskonałą artystką, ale przez długi czas wykonywała prace fizyczne, aby zarobić na utrzymanie rodziny. Urodziła się w roku 1946 w New Jersey, ale dorastała na południowym wschodzie. W chwili obecnej jest wdową i wraz z dziećmi mieszka w Adirondacks.

Wkrótce okazało się, że liczne obserwacje NOLi dokonywane przez jej rodzinę w tamtym regionie to nie wszystko. Jej najmłodszy syn. Sam, spotykał się z obcymi istotami, a jego nagrane relacje, rysunki i opowiadania, z treścią których Polly mnie zapoznała, wykazały niezwykłą dojrzałość i wnikliwość tego jedenastoletniego chłopca.

Wszystko, co od nich usłyszałam, pochodziło wyłącznie ze świadomych wspomnień, które okazały się mocno niekompletne. Niektóre ze swoich przeżyć Polly zaliczyła do kategorii „wyrazistych snów”, co jest reakcją często spotykaną wśród wziętych. Stwierdzenie „nikomu o tym nie mówię” oznacza, że nie jest ona w stanie obiektywnie zweryfikować owych wydarzeń jako elementów naszej „normalnej” rzeczywistości. Niektóre z nich przypominają scenariusz z rzeczywistości wirtualnej (YRS1), natomiast inne wydają się być wspomnieniami rzeczywistych zdarzeń. Dla Polly jednak wszystkie te zajścia „wydarzyły się” naprawdę. Nawet jeżeli nie wykroczyły poza ramy jej umysłu czy psychiki, dla niej samej posiadały wszelkie symptomy realności. Natura tej „realności” często była niejasna, jednakże kilka przypadków uznanych zostało za „prawdziwe”, ponieważ uczestniczyła w nich większa liczba świadków albo też Polly wiedziała z całą pewnością, że w trakcie ich trwania była zupełnie świadoma.

Wszystko zaczęło się we wczesnym dzieciństwie. „Kiedy miałam cztery lata” – powiedziała – „na tle zakrywającej okno zasłony zauważyłam sylwetkę jakiejś chudej istoty. Była noc, ale za oknem płonęło jasne światło, chyba pomarańczowej barwy. W pokoju zalegały ciemności, więc poświata za oknem była wyraźnie widoczna. Istota odwróciła się i podeszła do mnie. Dochodząc do tego momentu wspomnień, zaczynam kręcić głową, powtarzać: ‚Nie. nie’ – i pamięć odmawia mi posłuszeństwa. Powtarzam sobie, że jeśli wspomnienia wrócą następnym razem, posunę się dalej i dowiem, co nastąpiło potem, ale nigdy tego nie robię”.

Również w tym wieku, co zapewne nie było tylko zbiegiem okoliczności, zaczęła miewać fantazje seksualne, w których była poddawana działaniu „nieznanych instrumentów”. Dodała jeszcze: „W wieku czterech lat miałam wrażenie, że umieszczono mi coś za lewym uchem”.

Następne zdarzenie związane prawdopodobnie z obcym oddziaływaniem miało miejsce po dziesięciu latach. Było to nagłe, obsesyjne pragnienie, aby zrozumieć „zasady działania wszechświata”. „Czułam się tak” – tłumaczyła – „jakby zawładnęło mną poczucie kosmicznej misji wraz z apokaliptyczna wizja przeznaczenia ludzkości. Czułam w sobie przymus zrozumienia wszechświata, który nieustannie popychał mnie do działania i który w pewnym stopniu daje o sobie znać nawet dzisiaj”. Analizując relacje innych wziętych, należy podkreślić, że Polly swoje „zadanie i cel na Ziemi” łączyła z „Armageddonem”.

Dobiegając trzydziestki mieszkała w innej części kraju i właśnie wtedy doszło do kolejnego kontaktu. „Na ganku przed domkiem w Blue Ridge Mountains” – powiedziała – „rozległ się nagle bardzo głośny tupot, tak jakby przechodziło tamtędy kilku mężczyzn w roboczych butach, choć nie słyszeliśmy, żeby wcześniej ktoś się do nas zbliżał. Wraz z tupotem pojawiły się niewyraźne sylwetki. Nie pamiętam, jak to się skończyło, ponieważ w samym środku zamieszania poszliśmy spać. Jest to oczywisty nonsens – leżeliśmy oddaleni zaledwie kilka metrów od wędrujących postaci. Obudziliśmy się rano, a ponieważ zapamiętaliśmy odgłos kroków oraz przesuwające się sylwetki, zaczęliśmy szukać odcisków stóp, lecz niczego nie znaleźliśmy”.

Dopiero na początku roku 1987 Polly miała okazję przyjrzeć się na jawie nawiedzającym ją tajemniczym intruzom. Była wówczas chora i leżała w łóżku. „Kilka razy sypialnię odwiedzały dwie ubrane na czarno postacie. Miały duże. skośne, błyszczące, cytrynowożółte oczy bez źrenic, które wyglądały jak żarówki, a ich wzrost sięgał czterech stóp [1,20 metra]. Wyglądały identycznie i tylko jedna z nich była nieco jaśniejsza – jej odzież miała odcień węgla drzewnego. Przybysze wykonywali wszystkie czynności jednocześnie. Kiedy odchodzili, przeszli przez skrzynię z zabawkami syna; dolne części ich strojów wyraźnie ją przeniknęły”.

Polly podkreśliła, że do zdarzenia tego doszło, jeszcze zanim zobaczyła okładkę Wspólnoty Whitleya Striebera oraz inne wizerunki typowych Szaraków.

„Ktoś pytał mnie, czy pytałam te istoty, czego chcą. Moja odpowiedź brzmiała NIE! Nie chciałam ułatwiać im nawiązania rozmowy! Czułam, że przybyli po to, aby zabrać mnie na stałe i całą energię skupiłam na tym, aby ich do tego zniechęcić”.

Pod koniec tego samego roku rozegrała się cała seria szczególnie niezwykłych zdarzeń, „Wszystko zaczęło się od snu” – relacjonowała Polly. – „Śniło mi się. że leciałam nad Atlantykiem w kierunku Morza Śródziemnego. Biały samolot z czerwonymi znakami zbliżony kształtem do małego Concorde:a nadlatywał ku mnie z naprzeciwka, ze wschodu. Niedługo po tym śnie stwierdziłam, że rozmawiam w mojej głowie z kimś po francusku. Najczęściej zdarzało się to około czwartej po południu. Mój rozmówca przedstawiał się jako profesor rosyjskiego uniwersytetu, położonego, jak mi się zdawało, gdzieś w okolicy Kijowa. Nocami wysyłał prywatnie psychiczne wiadomości w stronę Zachodu, usiłując przedstawić sytuację związaną z psychiczną wojną, jaka według niego miała się toczyć pomiędzy siłami politycznymi na całym świecie. Chciał w ten sposób dopomóc w zaprowadzeniu pokoju pomiędzy ówczesnym ZSRR i Zachodem. Z jego słów zapamiętałam wypowiadane mocnym głosem maintenant c’est la guerre, maintenant c’est la guerre ze szczególnym naciskiem kładzionym na maintenant. Tłumaczył mi, że w chwili obecnej toczy się wojna psychiczna mająca na celu wywieranie wpływu na ludzi zajmujących wysokie stanowiska, a także innych mogących służyć celom przyświecającym, siłom, które za tym stoją – być może prymitywnym na swój sposób ludziom, którzy chcą w ten sposób oddziaływać na wydarzenia polityczne oraz opinię publiczną”.

Jej ostatni kontakt z Evecem miał miejsce w grudniu 1987, gdy podczas śnieżnej zamieci wiozła syna do innego miasta. Prowadzenie samochodu pochłaniało całą jej uwagę, toteż zdziwiła się niezmiernie, słysząc w głowie francuski.

„Evec powiedział, że chce, abym wraz z nim odmówiła modlitwę za pokój na świecie. Spróbowałam wiec modlić się po francusku, ale nic z tego nie wyszło. Nic pamiętam, kto wpadł na ten pomysł, ale postanowiliśmy odmawiać modlitwy po łacinie i wtedy poszło nam znacznie lepiej. Cały czas prowadziłam samochód, wyraźnie widziałam zaśnieżony krajobraz za szyba, lecz po chwili z nie mniejszą ostrością zaczęłam dostrzegać coś w rodzaju wizji równoległej. Było to wnętrze jakiejś świątyni (prawdopodobnie rosyjskiej cerkwi). Zobaczyłam kapłana w ciemnoczerwonych szatach i zabawnej, wysokiej czapce na głowie. Świątynia była wysoka, do jej wykończenia użyto znacznych ilości polerowanego drewna. Widziałam także chór złożony z kobiet oraz mężczyzn. Szkoda, że nie miałam w głowie magnetofonu. Chór ten śpiewał bowiem najwspanialszą pieśń, jaka zdarzyło mi się kiedykolwiek słyszeć. Śpiewano również po łacinie, a utwór ten z całą pewnością nie pochodził z żadnej znanej mi mszy. Trwało to bardzo długo, przez resztę drogi, choć nie przypominam sobie momentu zakończenia. Wtedy po raz ostatni słyszałam Eveca. Miałam przeczucie, że więcej razem nie mogliśmy już osiągnąć. On mnie nie szukał, po prostu ‚nadawał’, a ja przypadkiem złapałam jego przekaz”.

Te dwa zdarzenia z roku 1987, odwiedziny czarno odzianych istot oraz szereg telepatycznych rozmów z Evecem, stanowiły przykład częstych, jak się miało okazać, oddziaływań NOLi oraz obcych istot na życie całej jej rodziny. Największa ich aktywność zdawała się koncentrować na niej oraz jej najmłodszym dziecku, Samie.

Kilka miesięcy po ostatnim komunikacie Eveca Sam przeżył bardzo podobne do przeżyć Polly spotkanie z istotami w czarnych strojach. Mający sześć lat chłopiec zobaczył „latające po pokoju czarne figurki”. Chociaż przypominały one istoty opisane przez Polly, Sam scharakteryzował je jako „podobne do dymu” i posiadające czerwone oczy. Powiedziały mu: „Chodź z nami, zabierzemy cię w lepsze miejsce”.

Sam nie był jednak do końca przekonany o ich dobrych intencjach i mimo młodego wieku odrzucił ich propozycję. „Nic z tego” – odrzekł. – „Nigdzie z wami nie pójdę, chłopaki!”

Po tym zajściu zarówno on, jak i Polly, wielokrotnie widzieli NOLe, przeważnie z pobliskiego wzgórza, a także mieli całą serię „wyrazistych snów”, w których powtarzały się sceny ze spotkań z obcymi istotami.

„Widzieliśmy wiele NOLi otoczonych kolorowymi światłami albo takich, z których światło tryskało strumieniami” – opowiadała. – ,.Najczęściej było to centralnie umieszczone białe światło migocące bursztynowo, czerwono i niebiesko”.

Jeżeli chodzi o spotkania z obcymi, to w tym okresie zarówno Polly, jak i członkowie jej rodziny kilkakrotnie stykali się z istotami, które nazwali „Elvesami”. Elvesi zjawiali się w latach 1989-1990 w nocy i głośno rozmawiali między sobą piskliwymi głosami budząc przerażenie dzieci, które były świadkami ich odwiedzin.

W tym samym czasie, we wrześniu 1989 roku. rodzina Polly przeżyła kontakt z jeszcze inna istotą „przenikającą przez obiekty materialne, tak jakby były one wykonane z wody”. Chociaż nie doszło do bezpośredniej z nią konfrontacji, Polly odniosła wrażenie, że „była ona duża, głośna i miała w sobie coś gadziego”. Jej przejściu przez las towarzyszyły odgłosy, jakie wydawać mogła duża, dwunożna istota przedzierająca się przez zarośla w podmokłym terenie. „Dźwięk ten nie przybliżał się ani nic oddalał” – wspominała Polly – ,.a mimo to wiedziałam, że tamten stwór podążał w naszą stronę. Działo się to tej nocy, kiedy obserwowaliśmy NOLe ścigane przez myśliwce z bazy lotniczej”.

Polly, Sam oraz inni członkowie jej rodziny obserwowali NOLe nic tylko ze wzgórza obok domu, ale również z innych punktów w okolicy. Na przykład w czerwcu 1993 roku jadący w samochodzie znajomego Sam zobaczył na niebie trzy NOLe. „Sam ujrzał trzy jasno świecące NOLe. Jaskrawe światło rozbłysło nagle wysoko w górze, nieco przed samochodem. Potem szybko spłynęło w dół i zniknęło równie nieoczekiwanie, jak się pojawiło. W chwilę później, na lewo od miejsca, gdzie pojawił się pierwszy z NOLi, wyskoczył drugi obiekt, pomknął po niebie i niebawem zniknął”. Po kilku minutach samochód skręcił w inną ulicę i wówczas Sam dostrzegł trzecie światło, które podobnie jak dwa poprzednie szybko zniknęło.

Po kilku tygodniach Sam dokonał kolejnej obserwacji, tym razem trzech NOLi jednocześnie. Miesiąc później, po obejrzeniu jeszcze jednego spektakularnego pokazu na niebie, napisał do mnie, opisując to, co zobaczył w nocy 19 sierpnia. „Ostatniej nocy było strasznie dużo NOLi” – zaczął swoją relację. – „Zobaczyłem jeden trójkątny, który przez dłuższy czas wydawał przeciągły świst. Był chyba podobny do trójkątnego obiektu, jaki zaobserwowano w Belgii w roku 1988 albo 1989. Widzieliśmy go w telewizji. Ten mój leciał nisko… najpierw usłyszałem świst, a dopiero potem go zobaczyłem”.

Do kolejnej ciekawej obserwacji doszło w tym samym miejscu 30 sierpnia. Zauważony przez Sama duży obiekt miał kształt rombu albo trójkąta i z przodu oraz tyłu wyposażony był w migające światła. „Leciał naprawdę wysoko” – powiedział chłopiec – „ale widziałem go całkiem wyraźnie. Wewnątrz świetlnego wzoru widziałem nawet materiał kadłuba”.

Do kontaktów z obcymi istotami dochodziło w dalszym ciągu, a pamięć o nich wracała następnego ranka jako o czymś, co się przyśniło, a jednocześnie było bardzo realne. „Sam opowiedział mi o śnie, w którym przeżył wzięcie i który go wystraszył” – zanotowała Polly w grudniu 1992 roku. – „Było to coś niezwykłego, ponieważ jako jedyny spośród moich dzieci lubił te sny i chyba nawet za nimi tęsknił. Jego relacja w kilku miejscach interesująco odbiega od rozpowszechnionych opisów innych wziętych, takich jak ‚tam była grawitacja, więc nie unosiłem się w powietrzu’. Powiedział, że pomieszczenie, w którym się znalazł, miało dziesięć na dziesięć stóp [3,0 x 3,0 metra] i z zewnątrz wydawało się zaokrąglone, podczas gdy w środku występowały jakieś narożniki. Według jego słów pomieszczenie ‚chwiało się i wirowało’ miotając nim na boki. Zapamiętał, że był wystraszony i nie chciał wejść do pojazdu. Pamięta też, że przez jakiś czas mógł wyglądać przez okno, za którym widać było gwiazdy. Ich widok był wtedy dla niego ‚prawdziwym błogosławieństwem'”.

Sam twierdził również, że w pewnym momencie miał kontakt ze „złymi istotami, które są czerwone, a nie szare”, identyfikując w ten sposób istoty zapamiętane wcześniej jako Szaraki – najczęściej spotykana przez innych wziętych rasa. Jeszcze bardziej jednak zaniepokoił go sen, który miał w nocy 3 marca 1993 roku.

„Sam odciągnął mnie na bok” – napisała Polly – „aby opowiedzieć sen, jaki miał zeszłej nocy. ‚Czy mogę porozmawiać z tobą na osobności?’, spytał. ‚To sprawa osobista’. Zapamiętał częściowo ten sen albo może ten sen był częścią czegoś. Wraz z innymi ludźmi zbliżał się do wejścia prowadzącego w głąb NOLa. Minąwszy je, wkroczył do sali, gdzie wszystko było idealnie białe. Opisując ją wtrącił jednak następujący komentarz: ‚Wiesz, że według uczonych psy są ślepe na nasze kolory? Miałem takie uczucie, jakbym ja też był ślepy na ich barwy i że tamta sala tak naprawdę wcale nie była biała’. Stał w kolejce razem z innymi: chłopak z przodu był od niego starszy. Po wejściu do pojazdu, ów młody mężczyzna zbliżył się do długiej, białej rury i wetknął do niej penisa. Po chwili cofnął się i odszedł, przy czym skorzystał z drogi innej niż ta, którą dostali się do środka. Sam był następny. Podszedł do rury i zrobił to samo, co jego poprzednik. W tym momencie jego wspomnienia urywają się. Sam był przekonany, że obcym chodziło o spermę. Dodał jeszcze, że w sali panowała zupełna cisza, nigdzie też nie widział obcych. ‚To był tylko sen, prawda, mamo?’, powtarzał w kółko, pragnąc, abym mu przytaknęła. Chłopak nie czytał książek dla dorosłych, a ja nigdy nie rozmawiałam z nim o sprawach seksu. Wygląda na to, że w ciągu ostatniego roku jego przeżycia stały się trudniejsze do zaakceptowania. Przedtem był jedynym z moich dzieci, które odczuwało potrzebę, wręcz pragnęło kontaktu z ‚nimi’. Teraz to się zmieniło i choć nie ustąpiło do końca, to z pewnością zostało osłabione przez niepożądane elementy. Cholerny świat, Karla, coś molestuje seksualnie mojego jedenastoletniego syna!”

Podsumowując całą tę sytuację, Polly napisała: „Myślę, że motywem ich działania nie jest gromadzenie spermy, ale jej kontrola. Co oddziaływuje na głębię ludzkiej psychiki bardziej niż kwestie dotyczące seksu? Czy się to nam podoba, czy nie. Tożsamość płciowa jest prawdopodobnie najgłębsza, najbardziej prymitywną, a zarazem najpotężniejszą formą tożsamości, jaką dysponuje istota ludzka. Zburz tę tożsamość w sytuacji, gdy człowiek zostaje doprowadzony do przekonania o własnej bezsilności, a uzyskasz nad nim/nią kontrolę w nieporównywalnym z niczym innym stopniu”.

Tak jak Polly, byłam poruszona tym przeżyciem Sama oraz jego implikacjami. Równocześnie zafascynowało mnie jego stwierdzenie, że przebywając w pojeździe nie widział ani jednej obcej istoty. Później otrzymałam od Polly jego dodatkowe wyjaśnienia nagrane na taśmie magnetofonowej. „W snach dotyczących NOLi” – tłumaczył – „kiedy już zrobię to, czego chcą, nie pozwalają mi na siebie patrzeć. Potrafią sprawić, że chcę zrobić coś, na co wcale nie mam ochoty. Być może oglądam ich przebranych za ludzi albo ludzi, którzy mnie hipnotyzują. Nie jestem pewien, czy to naprawdę są ludzie”.

Polly osobiście doświadczyła kilku wzięć, miała też związane z NOLami sny. Sny te były niezwykle realistyczne, a niekiedy występowały w nich istoty zbliżone wyglądem do człowieka. Wiele zapamiętanych przez nią szczegółów, które po części zostaną przedstawione poniżej, wykazuje zdumiewające podobieństwo do innych badanych przeze mnie przypadków, a także do raportów innych badaczy poświęconych przeżyciom różnych wziętych. Odkryła również typowe ślady na swoim ciele, choć zupełnie nie pamiętała, skąd się tam wzięły – „siniaki IV typu” w zgięciu łokcia oraz „siniaki ułożone w trójkątny wzór” w górnej części ramienia.

Sny stały się tak częste, tak realistyczne w szczegółach, że w roku 1991 Polly założyła dziennik, w którym notowała swoje senne widzenia, jak również obserwacje NOLi dokonane w stanie pełnej świadomości. Właśnie z niego pochodzą przytoczone poniżej fragmenty.

„31 sierpnia 1991 roku. Razem z grupą ludzi przebywałam w utrzymanym1 w jasnych barwach pomieszczeniu. Obcy poddawali nas testom na AIDS. Trochę się bałam, ale przekazali mi w jakiś sposób, że to mnie nie zabije ani nie: spowoduje poważniejszych obrażeń. Następnie zrobili coś takiego, że zupełnie nie wiem, co się potem ze mną działo. Innym ludziom też robili te badania – wielu z nas znalazło się w takiej samej sytuacji. Myślę, że porozumiewali się ze mną za pomocą telepatii. Moje sny o NOLach charakteryzuje silne poczucie realności. Och, myślę nawet, że to dzieje się naprawdę! To wszystko jest prawdziwe! Zazwyczaj jestem w nich na dworze i widzę na niebie NOLa lub większą ich liczbę. NOLe ładują albo zawisają nade mną. Wtedy gdy ogarnęło mnie oszałamiające uczucie spiralnego wznoszenia się ku górze |w przypadku, który opisała wcześniej], było inaczej, ponieważ wiedziałam, że leżę w łóżku, a jakaś siła obraca mną i zasysa w górę, do NOLa. Myślę, że to moja dusza została wyssana z ciała”.

Zapytana o realność snu związanego z AIDS stwierdziła, że gdy miała kilkanaście lat. lekarze wykryli u niej toczeń rumieniowaty, chorobę systemu immunologicznego.

„19 października 1991 roku. Pamiętam sen sprzed mniej więcej tygodnia, w którym występowali obcy. Weszłam razem z nimi do pojazdu. Pamiętam lot oraz późniejsze lądowanie. Na pokładzie byli jeszcze jacyś ludzie. Niektórzy z nas przeszli do położonej wyżej przedniej części statku. Jego część dolna zamiast podłogi miała grube poszycie kadłuba, które – choć wykonane z materiału innego niż szkło – było zupełnie przezroczyste. Widzieliśmy z góry rozciągnięte u naszych stóp osiedle. Na zewnątrz panował dzień; okolica była płaska, jeśli nie liczyć paru niskich wzgórz nieco na lewo za osadą. Wylądowaliśmy. Pamiętam, że razem z innymi ludźmi oraz obcymi wyszłam z pojazdu. Obcy wyglądali jak mocno uproszczone istoty ludzkie – w ogóle nie było na nich widać mięśni. Być może mieli na sobie kombinezony pomagające im utrzymać zadany kształt ciała. Nie posiadali też owłosienia. Widziałam chyba coś w rodzaju powłoki ochronnej zaopatrzonej w szew w miejscu, gdzie powinno znajdować się ucho, ale to wspomnienie jest bardzo niewyraźne. Istoty te były wysokie, odbiegały znacznie pod tym względem od tych mierzących cztery stopy wzrostu [1.20 m]”.

„23 października 1991 roku. Śniło mi się, że trzymam na ręku dziecko, które ma być uleczone. Przebywałam w sali w odległym końcu budynku wyglądającego na żłobek. Nigdzie nie mogłam dostrzec rodziców malucha. Myślę, że śniłam o wielu rzeczach, jakie działy się w tym budynku. Wciąż doskonale pamiętam twarz tego dziecka. To był jasnowłosy, niebieskooki, mocno zezowaty chłopczyk. Trzymałam go dwukrotnie. Gdy za pierwszym razem wzięłam go na ręce, poczuł się nieco lepiej. Za drugim, był już na tyle silny, że mogłam posadzić go sobie na biodrze. W pewnym momencie, gdy wciąż domagał się kołysania, nawiedziła mnie naprawdę niezwykła myśl, jakby nieco oderwana od samego snu. Zupełnie jakbym stała gdzieś z boku i obserwowała własny sen. Pomyślałam: A co będzie, jeżeli to nie jest prawdziwe dziecko, tylko jakiś karłowaty zboczeniec? Podkreśliłam ostatnie zdanie, gdyż sygnalizuje ono świadomość, że być może mamy do czynienia z czymś o wiele mniej ludzkim i niewinnym, niż nam się zdawało”,

„26 października 1991 roku. Byłam w sytuacji, w której moja głowa stała się obiektem medycznego zainteresowania. Otaczało mnie trzech lekarzy. Pamiętam. że nim zajęli się moją głową, siedziałam wyprostowana i chyba trochę bolał mnie brzuch. Siedziałam na czymś płaskim, oni zaś w jakiś sposób sprawili, że poruszałam się bardzo szybko. Ogarną! mnie lęk. że spadnę. Miałam nadzieje że oni zatroszczą się. żeby do tego nie doszło, ale kiedy na nich patrzyłam, odniosłam wrażenie, że niewiele ich to obchodzi. Pamiętam moment, kiedy usiadłam i powiedziałam, że w ten sposób łatwiej mi będzie oddychać. Potem nadeszła pora badania. Lekarze zamierzali wepchnąć mi do głowy długi, przypominający igłę przyrząd. Pomyślałam przez sen: Kiedy robią to obcy, nie odczuwa się bólu, tylko ucisk. Zaczęłam w kółko powtarzać: Jestem w kosmosie, jestem w kosmosie. Po chwili wbili mi w głowę te swoje igły. Słyszałam, jak wnikają w ciało, wydając chrzęszczący dźwięk, nie czułam bólu, a jedynie ucisk. Następną zapamiętaną przeze mnie rzeczą było uczucie lotu. Leciałam z zachodu na wschód, zbliżając się do skrzyżowania dróg. Leżało ono trochę na zachód [od wzgórza, z którego ona i jej rodzina często obserwowali NOLej. Jakoś sprawili, że tam wylądowałam. Kiedy otworzyłam oczy, okazało się, że jestem w swoim pokoju. Po obudzeniu czułam się inaczej niż zwykłe, jak gdyby to przeżycie było bardziej realne od innych”. (Jego realność stała się jeszcze bardziej prawdopodobna, gdy w lecie 1993 roku jeżdżąc po okolicy, Polly natrafiła na oglądane z góry skrzyżowanie. Znajdowało się w nie zamieszkanej okolicy na zachód od wzgórza).

„17 listopada 1991 roku. Obserwacja na jawie, a nie sen. Wracając w nocy z gór położonych na wschód od nas zobaczyłam znacznie oddalonego NOLa, który zmieniał barwę z czerwonej na białą, potem znów na czerwoną i tak dalej. To nie był samolot, ponieważ szybko podskakiwał we wszystkich kierunkach”.

„21 grudnia 1991 roku. Śniło mi się, że oglądałam NOLa i zostałam zabrana na jego pokład. Razem z jakimś młodym mężczyzną przebywałam na drodze biegnącej stokiem wzgórza. Myślę, że dokoła rosły wielkie świerki, a nieco niżej widać było otwartą przestrzeń… Wyszliśmy na środek tej polany i popatrzyliśmy za siebie. Wkrótce pojawił się NOL; rósł w oczach, w miarę jak się do nas zbliżał. Obniżył lot nad polaną, a następnie wylądował niedaleko od nas. Moja lewa ręka była połączona z prawą ręką młodego mężczyzny. Pamiętam, co wtedy czułam: A niech to, tym razem jest naprawdę blisko. Kiedy pojazd wylądował, powiedziałam do towarzyszącego mi chłopaka: ‚No to zaraz się zacznie!’ Z NOLa wyszły trzy istoty płci męskiej przypominające wyglądem ludzi. Były ubrane w czarne albo bardzo ciemne stroje i, o dziwo, przewyższały nas wzrostem. Jestem przekonana, że wzięły nas za ręce i zaczęły prowadzić w stronę pojazdu, przy czym zachowywały się dość przyjaźnie. Cała trójka wyglądała identycznie, choć nie pamiętam ich twarzy. Zachowywali się tak, jakby mieli jeden umysł”:

„30 stycznia 1992 roku. Miałam wyraźny, szczegółowy sen o NOLu. Był dzień, a ja spoglądałam na wschód. Ujrzałam NOLa; był biały i bladobłekitny, wyraźnie odcinał się od ciemniejszego nieba. Przez dłuższy czas wisiał nieruchomo w jednym miejscu, a ja przypatrywałam się mu razem z innymi z uwagą. Pamiętam, że miał widoczne luki lub okna. Potem nastąpiła scena, w której istoty z NOLa przebywały wśród nas i zabierały wszystkich, którzy kochają wojnę oraz wszelkie przejawy militarnej agresji. Zabierali nawet dzieci. Mnie zostawili w spokoju. Ci, którzy zostali, musieli odejść. Wiedzieliśmy, że ludzi o zamiłowaniach wojskowych czekają cierpienia i było nam ich naprawdę żal. Myślę, że wielu obcych miało wysoki wzrost i wygląd zbliżony do naszego, ale byli też inni, przypominający Szaraki, lecz od nich jaśniejsi. Wiem, że niektórzy posiadali bardzo duże oczy”. „28 luty 1992 roku. WIELKI SEN O NOLu, bardzo realistyczny. Stałam z kimś jeszcze – być może najpierw siedzieliśmy w samochodzie, a ja prowadziłam. Zobaczyłam je [NOLe] w górze, zjechałam więc na lewe pobocze i stanęłam. Myślę, że jednego widzieliśmy bardzo wyraźnie, podczas gdy dwa następne znajdowały się dalej. Były tam też samoloty, wojskowe jak sądzę. Pamiętam, że pomyślałam wtedy: ‚To wszystko wygląda tak realnie’. Pomachaliśmy rękami, aby zwrócić ich uwagę i najbliższy NOL ruszył w naszą stronę. ‚Zabiorą nas’, pomyślałam, ‚jak sobie z tym poradzę?’ W następnym momencie stan mojego ducha uległ zmianie. Nagle ogarnęło mnie przeświadczenie, że zniosę to dobrze, że nie wpadnę w szok spowodowany strachem i absolutną obcością tego, co ujrzę. NOL miał szarą barwę, a na jego powierzchni nie paliło się ani jedno światło. Skóra kilku obcych, którzy wyszli nam na spotkanie, również była szara. Zupełnie nic przypominali ludzi. Myślę, że było ich trzech, ale szczególną uwagę zwróciłam na jednego, który chyba mocno pochylał się do przodu, gdyż jego głowa była lepiej widoczna od reszty ciała. Powiedziałam coś w tym rodzaju, że naprawdę idziemy z nimi. W stanie, w jakim się wówczas znajdowałam, czułam, że jestem na to gotowa, choć wiedziałam, że wewnątrz będę zdana na ich łaskę. Myślałam, że skoro nie mogę już zawrócić, to nic się nie stanie, jeśli zaakceptuję to, co mnie spotyka. Nic więcej nic pamiętam. Chyba czułam się odpowiedzialna za to, że pociągnęłam za sobą innych ludzi, co wcale nic musiało być dla nich dobre. Kiedy się obudziłam, miałam zaczerwieniony nos, ale myślę, że to z powodu zimna”.

„23 czerwca 1992 roku. [Zdarzenie rzeczywiste, poprzedzające sen] Razem z Samem poczuliśmy, że musimy wejść na wzgórze. Była 22.30. Ujrzawszy na niebie łunę, uznaliśmy, że musi pochodzić od słońca, gdyż mieliśmy właśnie jeden z najdłuższych dni w roku. Gdy tylko dotarliśmy na miejsce, ogarnął nas wielki spokój. Dookoła panowała niezwykła cisza i bezruch, chociaż w miejscu tym często wieje wiatr. W powietrzu pojawiło się kilka świetlików. Po pewnym czasie z miejsca, w którym siedzieliśmy, zauważyłam w trawie po drugiej stronie drogi jasny rozbłysk światła. Powiedziałam wtedy do Sama: ‚Na razie nic się nic dzieje, lecz jeśli zostaniemy tu dłużej, to czuje, że coś się wydarzy’. Miałam wrażenie, że jeżeli będziemy tam siedzieć w skupieniu, to wyzwolimy jakąś energię i zacznie się coś dziać. Właściwie to już się działo, ale wciąż jeszcze mieliśmy możliwość wszystko przerwać” i odejść”. Wrócili do domu, a Polly miała tej nocy sen o NOLach. „Szłam, a może poruszałam się w inny sposób po drodze. Była noc. Najpierw zobaczyłam światła, a następnie NOLe lecące w kolistym szyku, niewiele większe od gwiazd i nieco od nich ciemniejsze. Powiedziałam: ‚Och, naprawdę je widzę!’ Potem zadarłam głowę. Z góry spływał w dół jeden pojazd, był coraz bliżej. Wyraźnie widziałam zaokrąglone dno z otworem. Choć trochę się bałam, powiedziałam: ‚W porządku, weźcie mnie’. W tym samym momencie poczułam, że unoszę się do góry, a było to uczucie, którego nie potrafię opisać. Czułam się tak, jakby zasysała mnie jakaś silą, przyprawiająca o zawrót głowy, oślepiająca, przemożna siła. Podczas owego lotu byłam przeświadczona, że to co się ze mną dzieje, dzieje się naprawdę. Z reguły potrafię bezbłędnie określić, czy coś jest prawdziwe, czy też nie. Odczuwałam lekki strach, ale też uniesienie (dosłownie i w przenośni) oraz głębokie przekonanie, że to wszystko rozgrywa się w rzeczywistości. Pomyślałam: ‚No to wpadłam, dokądkolwiek bym nie leciała, nic mam na to żadnego wpływu’. Widziałam niewiele, ale to, co czułam, wznosząc się wyżej i wyżej, było niesamowite. W końcu przestałam się wznosić i uświadomiłam sobie, że przebywam w jakimś białym pomieszczeniu, które jednak różniło się od standardowej ‚okrągłej’ białej sali występującej w wielu relacjach na temat wzięć. Pomieszczenie to wyglądało jak pomalowane biała farbą, przypominam sobie też narożnik, raczej nietypowy, oraz jakiś czarny lub ciemny przedmiot. Wydaje mi się, że widziałam tylko niewielki fragment tamtej sali. Kolejne wspomnienie pochodzi z jakiegoś pojazdu. Znajdowałam się za pilotem, który siedział po lewej stronie i obserwowałam jego pozbawioną owłosienia głowę. Przypominającą ludzką czaszkę pokrywała biała skóra. W pewnym momencie odwrócił się do mnie i wówczas okazało się, że ma na twarzy coś w rodzaju maski klauna. Wykonano ją z materiału, który wyglądał jak biały plastik pomalowany pomarańczową farbą. Odniosłam wrażenie, iż pilot traktował mnie z uprzejmym dystansem. Nie przejawiał wobec mnie żadnej wrogości, ale nie wyczuwałam w nim również jakichkolwiek innych emocji. Przypominam sobie również, że będąc w tym pojeździe, odwiedziłam jakąś bazę, czy też może wydzielony obszar ziemi. Było tam widno jak w dzień (podczas gdy moje wzięcie nastąpiło ciemna nocą). Widziałam tam budynek, chyba z płaskim dachem, oraz kawałek gruntu na prawo od niego. Pamiętam, że w pewnym momencie zapragnęłam zobaczyć to wszystko wyraźniej i jakby w odpowiedzi na tę myśl zrobili coś, dzięki czemu ostrość mojego wzroku uległa poprawie. Przed domem rosły kwiaty i krzewy, wśród których bawiły się dzieci, ludzkie dzieci. Kiedy znalazłam się wewnątrz tego budynku, pilot był wciąż przy mnie. Powiedział, że nazywają nas ‚niskimi krągłymi’ i pokazał mi modele ludzi o wysokości trzech do czterech stóp wykonane z materiału przypominającego twardy plastik w pomarańczowym oraz białym kolorze. Zwróciłam pilotowi uwagę na fakt, że obydwoje mamy jednakowy wzrost (1,68 m). Był przy tym drobniej zbudowany od ziemskiego mężczyzny i chyba ważył mniej ode mnie. Wewnątrz przebywało jeszcze kilku obcych. W tamtym budynku przebywało kilkoro ludzkich dzieci. Teraz, gdy zastanawiam się nad tym w stanie pełnej świadomości, dochodzę do wniosku, że być może nazwa ‚niscy krągli’ wzięła się stąd. że oni mają tak wiele naszych dzieci. Zdrowe ludzkie dzieci mają zaokrąglone kształty, podczas gdy oni wydają się być chudzi i lekcy. Trudno to zresztą przesądzać, ponieważ widziałam ich tylko w ubraniach. Nie bardzo pamiętam, jak one wyglądały, ale chyba były to utrzymane w jasnych barwach kombinezony. Czułam, że nie jestem jedyną dorosłą osobą w tym miejscu, lecz wokół siebie widziałam tylko dzieci. Najbliżej mnie stał jasnowłosy chłopczyk, który wyglądał na mniej więcej trzy lata. Wzięłam go na ręce, co przyjął z zadowoleniem. Zapytałam: ‚Gdzie jest twoja mama?’ – ale malec zrobił tylko smutną minę i nic nie odpowiedział. Wyraźnie poczułam, że pilot, który stał na lewo ode mnie, a także inni obcy zareagowali na moje pytanie silnym niezadowoleniem. Potem zwróciłam uwagę na dziewczynkę, również blondynkę. Nie bardzo wiedząc dlaczego, byłam przekonana, że ma ona jedenaście lat, chociaż wyglądała co najwyżej na dziewięć. Spytałam, czy jest siostrą tego chłopca, na co zaprzeczyła. Nabrałam przekonania, że nic było wśród nich dzieci spokrewnionych ze sobą. Dziewczynka także miała smutną minę. Pamiętam, że na ten widok ogarnęło mnie uczucie wdzięczności za to, że nie zabrali moich dzieci. Równocześnie współczułam dzieciom przebywającym w pojeździe, jak również wielu innym. Na prawo ode mnie znajdowało się duże okno z widokiem na niewielki plac zabaw. Ciemnowłosa kobieta prowadziła tam zajęcia z grupką dzieci. Czułam, że nie była z żadnym z nich spokrewniona. Więcej dorosłych nie widziałam, chociaż czułam, że są gdzieś w pobliżu. Przypominam sobie, że odbyłam drogę powrotną, ale nie pamiętam żadnych szczegółów. Czułam, że to, co wydarzyło się na pokładzie pilotowanego statku zostało ‚wyreżyserowano pod kątem mojego systemu wierzeń, ale niezwykle silne uczucie wznoszenia wydawało się czymś niezbędnym i prawdziwym”.

„24 stycznia 1993 roku. Przez trzy noce z rzędu śniły mi się NOLe oraz istoty. Następnej nocy, już na jawie, oglądałam na niebie dwie świecące, ogniste kule nieco większe od piłki do koszykówki”.

Jeden ze swoich najnowszych snów Polly opisała szczegółowo w długim liście do mnie, załączając także rysunki zapamiętanych przez siebie istot.

„W nocy 27 czerwca 1993 roku miałam sny, w których bardzo wyraźnie widać było obcych, a także niezwykle jaskrawe światła. Ci obcy znacznie odbiegali wyglądem od tego, co mogłabym narysować, gdybyś poprosiła mnie o wizerunek typowego obcego. Mieli charakterystyczne sterczące łuki brwiowe, pofałdowane czoła, worki pod oczami oraz szarą lub szarozieloną skórę. Byli dość wysocy i chudzi. Ci trzej, których widziałam, stali bliżej siebie, niż to narysowałam. Nie jestem też pewna układu nosa i ust oraz szczegółów dolnych partii ciała. Pamiętam, że z wielką fascynacją obserwowałam ich brwi, a także fałdy wokół czarnych oczu, starałam się natomiast w nie nie patrzeć. Skóra obcych wydawała się być dosyć gruba, a jej powierzchnia miała fakturę miękkiej gumki do wycierania rysunków. Pamiętam, że w którymś momencie znalazłam się bardzo blisko tego po lewej [patrz rysunek] i z niewielkiej odległości obejrzałam fałdy na prawej stronie jego twarzy. W następnej zapamiętanej scenie stoję już dalej i obserwuję całą grupę. Nie mam pojęcia, co wydarzyło się w międzyczasie. Obudziłam się ze świadomością, że pełne szczegółów ostatnie dwa fragmenty niczym ‚fotogratie’ zostały jak gdyby zapisane w moim umyśle na pamiątkę – tak, przecież oni mi po prostu pozowali! To dlatego mogłam tak blisko podejść do jednego z nich!”

Polly i Sam relacjonowali mi swoje przeżycia niemal przez rok. A kiedy już nasze kontakty stały się bardziej zażyłe, mogliśmy poruszyć seksualny aspekt kontaktów i wrócić do bolesnych wspomnień, jakie Polly wyniosła z dzieciństwa.

„Obszarem mojej psychiki, który został przez ‚nich’ najbardziej zniszczony” – wyznała – „jest obszar życia płciowego. Mniej więcej w wieku czterech lat moją wyobraźnię zaczęły prześladować wizje o sadomasochistycznym zabarwieniu. Ukazywały one mała dziewczynkę leżącą na płaskim stole, podobnym do tego, na jakim prowadza badania lekarze, tyle tylko, że len był chyba metalowy, połyskiwał srebrzyście, lecz miał odcień nieco ciemniejszy od prawdziwego srebra. Pamiętam, że te obrazy prześladowały mnie w dzień i w nocy. Próbowałam się od nich uwolnić, powtarzając, że tamta mała dziewczynka to nie ja, ale dobrze wiedziałam, że to nieprawda. Czasami pojawiała się jedna ‚osoba’ robiąca tamtej dziewczynce różne rzeczy, a czasami było ich kilka. Niemal zawsze z boku stało kilku obserwatorów. Czułam, że byli wśród nich zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Niekiedy badania prowadziła kobieta, najczęściej jednak robili to mężczyźni. W badaniach używano różnych urządzeń, sond oraz igieł. Inwazyjne badania – teraz to rozumiem – obejmowały rejon narządów płciowych oraz odbytu. Pamiętam też wbijane w pępek igły. Dzisiaj, gdy czytam relacje dorosłych kobiet opisujących podobną procedurę, brzmi to sensownie. W mojej karcie zdrowia z tamtego okresu nie ma żadnej wzmianki na temat takich zabiegów. Zrobiłam jedną, jedyną rzecz, którą można by uznać za wołanie o pomoc i wyjaśnienie tej sytuacji – rysowałam obrazki ukazujące te zdarzenia. Pamiętam, jak w wieku pięciu, sześciu lat rysowałam leżącą na stole dziewczynkę, wokół której stali ‚ludzie’ z różnymi aparatami. Pokazywałam te obrazki matce, ale zupełnie nie pamiętam jej reakcji. Myślę, że nie chciała mnie zawstydzić. Gdybym była molestowana przez dorosłych członków rodziny, to nic zapamiętałabym stołu do badań, igieł i wszystkich tych przyrządów, zwłaszcza w wieku trzech czy czterech lat. Myślę, że te obrazy musiały pochodzić z jakiegoś źródła poza moją wyobraźnią. Owe wczesne oddziaływania nadały mojemu życiu płciowemu dynamikę sadomasochistyczną, sprawiając, że podczas każdego kontaktu oczekuję upokorzeń ze strony dominującego partnera”.

Polly dodała, że ilekroć czuła się „we władzy seksu”, „pojawiał się głos, który mówił: ‚Wszystko w porządku. Wszystko odbywa się zgodnie z planem’. Tylko, że ten plan wcale nie miał na celu mojego dobra!”

Niezwykłe przeżycia wywołały u Polly i Sama kilka dostrzegalnych efektów. Sam sprawia wrażenie przedwcześnie dojrzałego; przejawia zainteresowanie kosmosem, reinkarnacją i historią rasy ludzkiej. Według Polly, po śnie o pobieraniu spermy, zaczął się też bardzo niepokoić możliwością ingerencji obcych w jego rozwijającą się seksualność. W przypadku Polly największe zmiany dotyczą właśnie życia płciowego. Unika obecnie wszelkich kontaktów, próbując odzyskać kontrolę nad swoim popędem, który przysporzył jej w przeszłości wielu problemów.

Nie potrafi wyjaśnić, dlaczego obcy oddziaływują na życie jej rodziny. Wie tylko, że trwa to od bardzo dawna i najczęściej przebiega w niewidoczny dla otoczenia sposób. Ponadto, jakby na uboczu działalności NOLi, Polly zdarza się nawiązywać wewnętrzny kontakt z ,.duchami”, których nie potrafi jednak zidentyfikować.

„One często wnikają we mnie albo ja przenikam do ich wnętrza” – wyjaśnia – „i wtedy w pewnym sensie przebywamy równocześnie w każdym z nas. Nie wiem, czy ma to coś wspólnego z NOLami, ale one są wielowymiarowe”.

W relacjach Polly występuje wiele różnych elementów: obserwacje NOLi, spotkania z obcymi istotami, widzenia senne, efekty fizyczne, nauczanie duchowe oraz świadomość nieznanej misji, którą musi wypełnić. W trakcie różnorodnych przeżyć, tak Polly, jak i Sam wyczuwali pozytywne i negatywne oddziaływania, przyjaźń i strach, toteż trudno umieścić ich doświadczenia w jednych ramach. Rodzi się też pytanie o udział ludzi, skoro oboje wspominają o spotkaniach z nie zidentyfikowanymi istotami o ludzkich kształtach.

Olbrzymia ilość danych uzyskanych z relacji Polly, jak również wielu innych świadków, wskazuje że zjawisko wzięć jest zbyt złożone, aby można je było w chwili obecnej wyjaśnić i to zarówno w sferze obserwacji, jak i jego wpływu na uczestniczących w nim ludzi. Z całą pewnością, z punktu widzenia samych wziętych, zjawisko to jest mocno niepokojące. Pociąga też za sobą szereg zmian w ich życiu. Musi ono jednak niepokoić jeszcze bardziej, jeżeli weźmiemy pod uwagę jego masowość. W świetle tego. co już wiemy, należy się domyślać, że służy ono czemuś więcej niż tylko odmienieniu poszczególnych ludzi. Całe społeczeństwo zaczyna odczuwać jego efekty, a jak zdają się wskazywać relacje Polly oraz innych kobiet objętych tym programem, w przyszłości będzie ich znacznie więcej.

Przypisy:

1. Skrót od Virtual Reality Scenario. – Przyp. red.

Wzięcie Anity

Posted: Wrzesień 22, 2012 in Wzięcia
Tagi: , , , ,

dr Karla Turner

Wzięcie Anity

„UFO” nr 30 (2/1997), s. 26-35

Przeżycia Anity, choć nic tak intensywne i częste jak Lisy1, mają więcej wspólnego z obserwacjami typowymi dla większości wziętych. Występuje w nich szereg szczegółów znanych z innych przypadków, przy czym wspomnienia przeżyć doznawanych w stanie świadomości są tutaj znacznie rzadsze, a ich zawartość hardziej umiarkowana. Podobne umiarkowanie daje się zresztą zauważyć w jej wyraźnie nacechowanej spokojem postawie życiowej.

Urodzona w roku 1947 Anita niemal cale życie spędziła w Teksasie. Jej przodkami byli Francuzi, Szkoci oraz rodowici Amerykanie. Będąc żoną, matką i babcią, jest wciąż atrakcyjną i inteligentną kobietą. Przez jakiś czas pracowała jako ochotniczka w pogotowiu ratunkowym, po czym przez jakiś czas prowadziła własną firmę. Obecnie mieszka w dużym mieście w środkowym Teksasie, gdzie zajmuje się rodzina i rozwija swoje intelektualne zainteresowania. Przez kilka ostatnich lat pasjonowała się badaniami ludzkiej psychiki oraz alternatywnymi metodami leczenia. Od dziecka była świadoma obecności NOLi, z którymi jej babka i siostry miały powtarzające się przez całe życic kontakty. Przypuszczalnie to samo dotyczy niektórych jej dzieci oraz wnuków. Pierwsze świadome spotkanie z nieznanym przeżyła w wieku pięciu lat. – Pamiętam, jak pewnego popołudnia siedziałam na podwórzu przed domem i w nagle poczułam, że ktoś mi się przygląda. Odwróciłam głowę i ujrzałam Stojącego za mną mężczyznę w czerwonym kombinezonie lotnika. Nie pamiętam, co było dalej. Podobnie jak w przypadku wielu innych wziętych jej wspomnienia z dzieciństwa często nie dają się wyjaśnić, lecz nie oznacza to, że muszą mieć związek z NOLami. Ich natura wciąż pozostaje zagadką.

Powtarzające się w jej życiu epizody z lukami w czasie zaczęły się we wczesnej młodości. Jeden z nich miał miejsce w domu jej rodziców na wsi.

– Wyszłam nagle ze stanu, który nazywam „zaćmieniem umysłu”. Byłam nad strumieniem płynącym w pobliżu naszego domu. Nie miałam pojęcia, skąd się tam wzięłam. I co dziwne, byłam bez kurtki i butów, mimo iż na dworze panował przejmujący chłód.

Wprawdzie te dwa zdarzenia nie muszą mieć związku z NOLami, to jednak biorąc po uwagę przeżycia, które występowały w całym jej życiu, jawią się one jako typowe dla zjawiska wzięcia elementy. Ż kolei trzeci pamiętany przez nią z dzieciństwa przypadek dotyczy bezpośredniej obserwacji NOLa.

– Kiedy miałam dwanaście lat, usłyszałam którejś nocy, jak brat woła, żebym wyjrzała przez okno. Kiedy to zrobiłam, ujrzałam tuż nad drzewami jakieś ćwierć mili (400 m) od domu szeroką smugę pięknych świateł przesuwających się z zachodu na wschód. Wszystkie one zdawały się należeć do jednego pojazdu. Brat miał wtedy około dziesięciu lat. Powiedział, że to NOL. Chociaż okna były szeroko otwarte, nie słyszeliśmy żadnego dźwięku.

Anita oraz inni członkowie jej rodziny widywali NOLe również w późniejszym okresie. Na przykład jej starszy brat, kierowca ciężarówki, opowiadał o licznych obserwacjach dokonanych głównie w południowo-zachodniej części kraju.

– Jadąc kiedyś z żoną przez Nebraskę zatrzymał się na szosie, aby się nieco przespać. W pewnym momencie obudziło ich spływające z góry bardzo jasne światło. Wysiedli z samochodu, aby sprawdzić, co to, lecz niczego nie zobaczyli, ponieważ to światło ich oślepiło. Mówili, że nie słyszeli żadnego dźwięku i że to właśnie najbardziej ich przestraszyło. Wskoczyli do kabiny i odjechali w stronę Scotfs Bluff. Cokolwiek to było, podążało za nimi przez całą drogę.

Dziwne zdarzenia spotykały Anitę także w wieku dojrzałym. W latach siedemdziesiątych przez jakiś czas mieszkała w Houston, gdzie doszło do kilku dziwnych zdarzeń. Najbardziej przerażające z nich miało miejsce w roku 1972, gdy mając dwadzieścia pięć lat ponownie spotkała się z mężczyzną w czerwonym kombinezonie. Tak jak za pierwszym razem do spotkania doszło w biały dzień, gdy była w pełni świadoma. Jednak jak w przypadku większości wzięć, stan jej umysłu szybko uległ zmianie, gdyż istoty, które wtargnęły do jej domu, szybko zapanowały nad sytuacją. Leżała na kanapie w salonie, gdy zdała sobie sprawę z czyjejś obecności i w tym samym momencie straciła jasność myśli. Zobaczyła pochylającego się nad nią obcego mężczyznę, który wyglądał jak „zwykły człowiek”.

– Nigdy w życiu nie czułam takiego lęku – powiedziała. – To wszystko wyglądało jak sen. Wiedziałam, że ten człowiek mnie gwałci i jednocześnie niczego nie czułam.

Gwałciciel nie przyszedł sam.

– Było może jeszcze trzech innych. Stali przy stole, lecz widziałam ich niewyraźnie, jakby przez oszronioną szybę. Nie widziałam niczego prócz zarysu ciał i czerwonych kombinezonów.

Z tego właśnie powodu nie potrafiła określić, czy ci inni mieli podobnie jak gwałciciel ludzki wygląd, czy też wyglądali inaczej. Zapamiętała jeszcze, że po odbyciu z nią stosunku ubrany na czerwono mężczyzna coś jej powiedział, z czego zdołała jedynie zapamiętać: „Będę tam, żeby ci pomóc”.

Anita nie pamięta, co jeszcze mogło się wówczas wydarzyć, natomiast gdy tylko uświadomiła sobie, że mężczyźni odeszli, zareagowała w sposób jak najbardziej świadomy.

– Byłam tak wystraszona, że złapałam dzieci i uciekłam z domu. Wywołany tym zdarzeniem uraz prześladował ją przez bardzo długi czas.

– Choć wstyd się do tego przyznać, powiem, że po tym zdarzeniu zaczęłam nosić tampon przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, żeby nie mogli zrobić tego jeszcze raz. O ile, oczywiście, to mogło ich powstrzymać.

Jakiś czas później przeżyła przeniesienie w inne miejsce połączone prawdopodobnie z luką w czasie. W pewnym momencie znajdowała się w jednym miejscu, a w chwile potem, chociaż nie pamięta, aby straciła świadomość, poczuła, że odzyskuje przytomność w zupełnie innym.

– Jechałam do sklepu i przystanęłam przed znakiem „stop”1. Ponieważ w pobliżu nie było widać żadnych samochodów, zacz9łam skręcać. Następną rzeczą, jaką pamiętam, było to, że wyrwałam się z „zaćmienia umysłu”. Samochód jechał po West Road [w innym miejscu]. Spojrzałam we wsteczne lusterko i zobaczyłam zaparkowane z tyłu auto, którego nic było za mną, gdy chwilę wcześniej stanęłam przed skrzyżowaniem.

Przemieściła się, podczas gdy jej świadomość nie odnotowała w tym czasie upływu czasu.

W roku 1977, wciąż mieszkając w okolicy Houston, obserwowała razem z przyjacielem NOLa.

– Którejś nocy przebywałam z przyjacielem do późna na dworze. W trakcie rozmowy spojrzałam w pewnym momencie w niebo, gdzie na północy zobaczyłam pomarańczową kulę.

Jej przyjaciel, który siedział w samochodzie, ruszył w pogoń za oddalającym się obiektem, a po powrocie oznajmił, że stracił go z oczu w pobliżu autostrady stanowej.

Mniej więcej w tym samym czasie Anita przeżyła dwa zdarzenia, które często opisywane są przez innych wziętych. Jedno z nich dotyczyło obecności w domu małych świecących obiektów usytuowanych zazwyczaj w pobliżu ściany lub sufitu, które pełniły zapewne rolę zdalnie sterowanych sond lub urządzeń obserwacyjnych. Pierwsze z tych zdarzeń miało miejsce w środku nocy, kiedy coś ją obudziło.

– Rozejrzawszy się wokoło, zauważyłam różnokolorowy trójkąt wędrujący po ścianie sypialni.

Pośrodku obiektu widniało jakieś urządzenie czy też może wzór, w obrębie którego nieustannie przelewały się różne kolory – różowy, pomarańczowy i inne.

Jej reakcja na to niezwykłe zjawisko odzwierciedla dziwaczne, a jednocześnie typowe w takich sytuacjach zachowanie wziętych. Zamiast okazać zdziwienie, ciekawość bądź przerażenie, jak uczyniłaby to osoba, której umysłu nie poddano kontroli, przyjęła ów widok ze spokojem i biernością.

– Pomyślałam: „Mandala, jaka ładna” – a potem, jak gdyby nigdy nic, zasnęłam ponownie.

Jak wynika z relacji innych wziętych, jest to zaprogramowana reakcja poprzedzająca zwykle spotkanie. Jeśli tamtej nocy Anicie przytrafiło się coś więcej, to w jej pamięci oraz snach nie pozostał jednak po tym najmniejszy ślad.

Drugie zdarzenie miało znacznie bardziej fizyczny charakter, aczkolwiek jego związek z ingerencją obcych istot był mniej bezpośredni. Wzmianki o nim jako o następstwie wzięcia również występują w relacjach wielu osób. Z niewiadomych przyczyn Anita dostała wysypki, która szybko pokryła prawie całe jej ciało. Lekarz, do którego udała się po pomoc, nie potrafił ustalić jej przyczyny.

– Wyglądało to tak, jakbym miała skórę węża – powiedziała. – Ustąpiło to dopiero po sześciu tygodniach.

Sporadyczne do tej pory obserwacje i kontakty znacznie nasiliły się pod koniec lat osiemdziesiątych. Takie ich usytuowanie w czasie może nie być przypadkowe, ponieważ wielu wziętych „przypomniało” sobie o przeżytych spotkaniach właśnie w latach 1986-88.

Chociaż Anita nie była wówczas świadoma związanych z nimi implikacji, nowa faza w historii jej kontaktów rozpoczęła się przypuszczalnie w roku 1985 wraz z epizodem dotyczącym „zagubionego” płodu. Po wystąpieniu podejrzanych symptomów zgłosiła się do lekarza i ku swemu zdumieniu usłyszałam od niego, że jest w ciąży. Biorąc pod uwagę fakt, że wychowała już trójkę dzieci. a także swój wiek, postanowiła ja usunąć. Rezultat operacji okazał się jednak równie zaskakujący i nieoczekiwany, jak sama jej ciąża.

– Gdy ginekolog powiedział, że jestem w ciąży, poddałam się aborcji. Po zabiegu lekarz oznajmił mi, że nigdzie nie znalazł śladu płodu. Był zdumiony nie mniej ode mnie.

Anita nie potrafi powiedzieć, czy był to przypadek znanej obecnie umiejętności obcych istot polegającej na implantacji zarodka i jego późniejszym usunięciu z organizmu matki-nosicielki. Tak czy inaczej od tego momentu zaczął się trwający po dziś dzień ciąg zdarzeń, w których występują one w sposób bezpośredni. Widziała je w stanie świadomości oraz w zapamiętanych snach. Kontaktowała się telepatycznie z grupą jakichś istot, przy czym łączność ta była niekiedy inicjowana przez nie, a niekiedy przez nią. W kilku przypadkach pojawiły się dowody potwierdzające realność tego, co widziała.

Wśród spotkanych przez nią istot oprócz humanoidów w czerwonych kombinezonach występują wszechobecne Szaraki, grupa osobników, których nazywała „Tanami”, jakaś ubarwiona na niebiesko istota, a także białe stworzenie o „suchej i spierzchniętej” skórze.

Chociaż odnotowała zaledwie jeden kontakt z Szarakami, wystarczył on jej do wyrobienia sobie na ich temat zdania.

– Jeżeli chodzi o Szaraki, pamiętam tylko jedno spotkanie – nie było ono przyjemne.

Pobieżnie odtworzony przebieg zdarzeń pozwala stwierdzić,. że przebywała wewnątrz typowego pojazdu. Prowadzono ją korytarzem, przy czym nie wiedziała, dlaczego ani w jaki sposób się tam znalazła.

– Czułam, że ten, który mnie prowadził (Szarak], zdradzał wyraźną niechęć. Nie lubił mnie lub ludzi w ogóle. Zachowywał się tak, jakby musiał wykonać jakieś nieprzyjemne zadanie. A tak na marginesie – dodała – temu typkowi towarzyszyła niska, przysadzista, niebieska istota. Przezwałam ją Grymas.

Podobnie jak wiele innych osób, które znalazły się w podobnej sytuacji, nie dysponując dokładnym, autorytatywnym wyjaśnieniem bądź źródłem mogącym pomóc jej w zrozumieniu obcych istot oraz celu ich działalności, Anita zmuszona była wymyślić własne terminy i określenia. Przykładem może być wspomniany wyżej przydomek, jak również nazwa „Tanowie” użyta przez nią do wyodrębnienia pewnej grupy istot. Opisując je, inni wzięci posługiwali się szeregiem innych nazw, ponieważ wciąż nie rozstrzygnięto, który termin jest najodpowiedniejszy.

Anita pamięta, że w ciągu kilku ostatnich lat kilkakrotnie spotykała się z Tanami. Stwierdziła, że są oni bardzo podobni do osobnika przedstawionego na okładce książki Communion (Wspólnota) Whitleya Striebera, podczas gdy inni wzięci uważają te postać za Szaraka. Anita dostrzega jednak wyraźną różnice miedzy Szarakiem, który prowadził ją korytarzem, a lepiej jej znanymi Tanami.

– Kiedy pierwszy raz zobaczyłam ich wizerunek na okładce książki, pomyślałam: Witaj, mały przyjacielu. Czułam, że z jakiegoś powodu mam się nimi opiekować.

Jej stosunek do Tanów w odróżnieniu od beznamiętnego związku z Szarakami jest znacznie bardziej osobisty i wynika zapewne z realizowanego przez nich programu jej uwarunkowywania.

– Nigdy nie czułam z ich strony niechęci, jaką czułam z kolei ze strony Szaraków – powiedziała. – [Tanowie] wydawali się bardzo zainteresowani tym, abyśmy ich kochali.

Anita zachowała jednak świadomość psychologicznych manipulacji ze strony obcych, dzięki czemu mogła przejrzeć niektóre ich intencje oraz motywacje.

– Pamiętam jak jeden [Tan] patrzył mi prosto w oczy – powiedziała wspominając pewne spotkanie. – Próbował wzbudzić we mnie bezgraniczną miłość do siebie. Położyłam mu dłonie na twarzy i powiedziałam: „Szkoda że to nie jest prawdziwe” – mając na myśli uczucie miłości, jakie wlewał mi w dusze.

Mimo zabiegów obcych istot mających na celu wytworzenie przyjaznych więzi, Anita, podobnie jak wielu innych wziętych, czuła nieustanny niepokój.

– Kiedy mówiłam, że miałam ochotę zaopiekować się tymi małymi istotami, to proszę mi wierzyć, że było to [uczucie] wywołane przez nich. Przez większa cześć dnia odczuwałam lek, a wieczorem bałam się iść do łóżka.

Taki niepokój często wywołuje u wziętych zaburzenia snu, które występują zwykle o tej samej porze.

– Jeszcze dzisiaj niekiedy ogarnia mnie lęk – wyznała. – Budzę się między trzecią a trzecia trzydzieści cztery i leżę skulona pod kołdrą bojąc się oderwać wzrok od podłogi.

Zdaniem psychologów prowadzących badania nad podobnymi przypadkami takie obciążone stresem zachowanie występuje w przypadkach, w których doszło do jakiegoś urazu. Być może wzięci budzą się każdej nocy o określonej godzinie, ponieważ w przeszłości właśnie o tej porze doszło do nieprzyjemnego zdarzenia i teraz w ich podświadomości rozbrzmiewa sygnał ostrzegawczy nakazujący im zbudzić się i być gotowym do obrony.

Uczucie strachu może być wywołane nie tylko przez zachowane w pamięci spotkania, ale również przez sytuacje, w których zewnętrzne czynniki budzą skojarzenia z dawnymi, zapomnianymi przez świadomość zdarzeniami. Na przykład nie mając żadnych nieprzyjemnych wspomnień związanych z pewnym odcinkiem drogi nr 287 Anita panicznie bala się jeździć tamtędy samotnie.

– To tam pewnej nocy mój starszy brat zawołał, żebyśmy wyjrzeli przez okno i popatrzyli na lecącego tuż nad wierzchołkami drzew NOLa.

I chociaż z wydarzeń tamtej nocy nic więcej nie utkwiło jej w pamięci, związany z tym odcinkiem drogi lek wydaje się mocno podejrzany. To samo dotyczy odkrywanych na ciele znaków i skaleczeń.

– Często, budząc się rano, miałam wrażenie, że ktoś obił mnie podczas snu. Jest to jeszcze jeden szczegół wymieniany przez wielu wziętych, wstających z łóżka z obolałymi mięśniami oraz stawami.

– Budziłam się z sińcami na rękach, ramionach oraz nogach i nie miałam pojęcia, skąd one się tam wzięły. Odkrywałam też zadrapania, których nie miałam przed pójściem spać.

Dowody potwierdzające jej aktywność fizyczną w ciągu nocy nie ograniczają się do bólu czy też znaków na ciele. Obudziwszy się pewnego razu z rana poczuła dziwny ból w prawej dłoni.

– Usiadłam na łóżku i zobaczyłam, że w czasie snu coś ścisnęło mi pierścionek na palcu.

Z trudem uwolniła od niego palec, lecz ani jej mąż, ani później jubiler nie zdołali przywrócić mu pierwotnego kształtu.

Innym razem odkryła, że krzyżyk, który nosiła na szyi, leży na podłodze obok łóżka.

– Wieczorem miałam go na sobie – powiedziała – zresztą łańcuszek nadal był na swoim miejscu. Ale żeby zdjąć krzyżyk, należało najpierw rozpiąć łańcuszek.

Kilkakrotnie zdarzało się też, że dostrzegała zmiany w swoim ubraniu, o czym często informują również inni wzięci. Na przykład któregoś razu obudziła się w nocnej koszuli włożonej tyłem do przodu, mimo iż jej w nocy nie zdejmowała. Kiedy indziej stwierdziła z kolei, że koszula jest nie tylko włożona tyłem do przodu, ale również wywrócona na drugą stronę. Pamiętała także, że w nocy poprzedzającej jedno z tych odkryć grupa obcych istot nazywanych przez nią Tanami obserwowała jej „swobodne opadanie”. Co ciekawe, to zdarzenie wcale jej nie zdenerwowało.

Innym razem jednak zareagowała w podobnej sytuacji bardzo gwałtownie, okazując o wiele większe, niż należałoby tego oczekiwać emocje. Działo się to w zimie podczas świąt Bożego Narodzenia. Poczuła w nocy, że jest jej zimno i nałożyła skarpety, aby się ogrzać. Obudziwszy się nazajutrz rano stwierdziła, że brakuje jednej skarpety i z tego powodu rozgniewała się bardzo na rodzinę. Jak sama wyznała, była do niej „nastawiona niezwykle wojowniczo” i oskarżała wszystkich o robienie kawałów, które wcale nie wydawały się jej śmieszne.

Tamtego ranka miała ponadto złe samopoczucie. Mocno bolała ją głowa i odczuwała mdłości, które skończyły się wymiotami. Symptomy te nie były spowodowane konkretną przypadłością i nie przejmowałaby się nimi, podobnie jak brakującą skarpetką, gdyby nie mała wnuczka, która dorzuciła do nich niepokojący komentarz.

Siedmioletnia wnuczka powiedziała jej, że nocą weszli do domu jacyś „źli ludzie” i zabrali ją ze sobą. Kiedy Anita spytała ją o ich wygląd, dziewczynka określiła ich jako „ludzi-grzyby”.

– Jak wyglądają ci ludzie-grzyby? – spytała Anita.

W odpowiedzi wnuczka odszukała książkę Buda Hopkinsa Mising Time i wskazała rysunek na okładce.

Anita poprosiła ją, aby sama ich narysowała. Rysunek dziewczynki przedstawiał humanoida o długiej szyi z głową w kształcie odwróconej żarówki. Miał nieco skośne, duże czarne oczy, nos z dwiema dziurkami, usta tworzące cienką prostą linie. Jego podbródek był nieco bardziej zaokrąglony niż u istoty z okładki Missing Time. Wnuczka powiedziała jej, że te istoty miały około stopy wzrostu, szarą skórę i dłonie raczej z czterema niż pięcioma palcami – szczegół nie występujący na okładce książki.

Anita nic pamiętała, aby tej nocy wydarzyło się coś niezwykłego, jednak symptomy fizyczne, brakująca skarpetka, a także opowiadanie wnuczki wskazywały, że musiała poważnie wziąć pod uwagę ewentualność niepożądanych działań obcych istot. Zależało jej nie tylko na wyjaśnieniu, co stało się w nocy, ale także na zdobyciu większej wiedzy o istotach, które od dawna były częścią jej życia. Dlatego też postanowiła spróbować medytacji oraz wysyłania obcym wiadomości.

– Zadawałam telepatycznie pytanie, po czym kładłam się na sofie i zapadałam w drzemkę, która tak naprawdę była stanem głębokiego odprężenia. Nie spałam ani nie byłam w pełni obudzona. Właśnie wtedy nadchodziły odpowiedzi.

Pamięta na przykład pytanie:

– Dlaczego porywacie kobiety?

– Aby zapewnić odpowiednią jakość rozmnażania – padła odpowiedź.

– No, a jeśli kobieta ma akurat menstruację? – pytała dalej, myśląc o tamponie, przy pomocy którego broniła się w przeszłości przed gwałtem.

– Potrafimy to rozpoznać.

– Kiedy będę mogła was zobaczyć? – zadała kolejne pytanie, jednak odpowiedź na nie była mało precyzyjna.

– Właściwa pora jest już blisko.

Anita kilkakrotnie wykorzystywała metodę medytacji do nawiązania łączności.

– Kiedy już telepatycznie skontaktowałam się z nimi, większość czasu poświęcałam na czynienie im wymówek. Miałam im za złe, że nie postępują z ludzką rasą uczciwie. Są tu cały czas. Gdyby bez przerwy się nam pokazywali, ich widok w nikim nic budziłby lęku, ponieważ najbardziej boimy się nieznanego. Swoim zachowaniem sprawili, że teraz jest już na to za późno. Wiem, do kogo się zwracam – dodała-ale nie mam pojęcia, kto, jaka grupa, udziela mi odpowiedzi.

A część z nich okazała się zupełnie niezrozumiała. Obok komunikatów, w których można by się doszukać jakiegoś sensu – na przykład „to działa tylko wtedy, gdy nastaje rok” albo „przemienić za pomocą magii” – Anita odbierała także nieznane słowa lub dziwnej treści zdania, w tym zagadkowe sformułowanie dotyczące „planetarnego wypełnienia gwiazd”.

Niektóre odpowiedzi nic mają sensu, ale jeden z dziwnie brzmiących przekazów – „IRU URI” – bardzo przypomina wiadomość otrzymaną przez Liść. W rozmowie na temat wyglądających jak małpy istot obcy powiedzieli jej: „One są tobą, a ty jesteś nimi”. Jeśli zapisane przez Anitę „IRU URI”2 potraktować jak słowa, wówczas otrzymamy zdanie: „Ja jestem tobą, ty jesteś mną”. Podobieństwo obu informacji jest w takim przypadku uderzające.

Podobnie jak ma to miejsce w przypadku większości wziętych, Anita nie potrafi wyjaśnić nawet samej sobie, co obcy z nią robią. Poza tym nic przyjmuje wszystkich tych kontaktów oraz spotkań jako obiektywnych faktów dziejących się w rzeczywistości.

– Podejrzewam, że wiele z tych spotkań to nic innego, jak wywołane przez obcych sny mające oswoić mnie z ich obecnością. Jeżeli idzie o kontrolowane swobodne spadanie, myślę, że wywołali we mnie przyjemne uczucie lotu, ponieważ strasznie boję się latania, a w przyszłości, gdy planeta przechyli się i trzeba będzie ratować mi życie, „lot” może okazać się konieczny.

Wzmianka o przechyleniu się planety odnosi się do ukazanego jej scenariusza globalnej katastrofy. Podobne scenariusze są tak rozpowszechnione wśród wziętych, że tego typu informacje mogą być częścią zakrojonego na szerszą skalę programu obcych istot, którego cel jest dla nas wciąż niejasny. Większość wziętych, którzy otrzymali informacje o nadciągającej zagładzie, podobnie jak Anita wyraża przekonanie, że w związku z tą katastrofą będą mieli do wykonania jakąś pracę lub zadanie.

– Czuję się tak, jakbym zawsze wiedziała, że te rzeczy się zbliżają [NOLe, obcy, przepowiadana zagłada] i że musze próbować przekonać ludzi, a także nauczyć się rzeczy, które pomogą przeżyć po katastrofie zarówno mnie, jak i innym ocalałym ludziom. Na przykład gdy byłam dzieckiem, powiedziano mi, że dzieci muszą być chronione.

Anita przyznaje tym samym, że programowanie obcych wywarło na nią pewien wpływ, chociaż nie akceptuje niczego, co jej mówią bądź pokazują.

– Jestem zdumiona za każdym razem, gdy otrzymuję od nich jakąś informację. Naprawdę nie wiem, czy odpowiedzi kogoś, kto dopuszcza się wzięć, mogą być traktowane jako wiarygodne.

Jest świadoma, że te istoty mogą dopuszczać się oszustw, zdaje sobie też sprawę, że mogą one w czasie spotkania ukazać ludziom nieprawdziwe scenariusze przyszłych zdarzeń. Świadomość ta okazała się jej bardzo pomocna, gdyż pozwoliła jej podejść do ich działań z pewnym dystansem, a także przeanalizować i właściwie ocenić wydarzenia, w których dane jej było uczestniczyć.

Na przykład jeden z ostatnich kontaktów z udziałem NOLa Anita przedstawia jako zwykły sen.

– Zeszłej nocy przyśniło mi się, że stałam na podwórzu i patrzyłam na nocne niebo. Zobaczyłam prostokątnego NOLa unoszącego się na wysokości około pięciuset stóp [150 m] nad domem. Miał z boku rakiety i zaczął strzelać z nich do rosnących niedaleko domu drzew. Wbiegłam do środka i wówczas zaczął brzęczeć dzwonek u drzwi.

Powiedziała, że następny fragment snu przedstawiał scenę, w której omawiała razem ze mną projekt książki, a po chwili rozegrał się zupełnie inny epizod.

– Potem złożyli mi wizytę jacyś wojskowi. Próbowali nakłonić mnie do opowiedzenia o NOLach, ale im odmówiłam, powtarzając: „Nic nie wiem, nic nie wiem”.

Anita uznała te sceny za zwykły sen, którym mogły one zresztą rzeczywiście być, zważywszy na moją obecność w pewnym jego fragmencie. Nie wiedziała jednak, że w zimie 1992 roku ja także widziałem z niewielkiej odległości prostokątnego NOLa, co wzbudziło moja szczególną ciekawość. Jeszcze ciekawszy wydaje się fakt, że kilka spośród przedstawionych wcześniej przypadków wspominało o bardzo podobnej scenie przesłuchania przez wojskowych. Istniejące w tamtych przypadkach przesłanki pozwalają żywić przekonanie, że to wcale nie były sny.

Anita nie traktuje jednak tych snów jako czegoś realnego, co jest znaczące w świetle jej skłonności do okazywania silnych emocji na rzeczywiste bądź prawdopodobne spotkania z obcymi istotami. W rezultacie udało się jej zachować równowagę umysłu. Nie wynosi tych istot do rangi bogów ani nie ucieka od nich w przerażeniu jak przed demonami.

– Nie wszyscy obcy są źli – przekonuje, co w świetle jej bogatych doświadczeń, wydaje się być rozsądnym punktem widzenia.

Kiedy jednak obce istoty fizycznie wkraczają w jej normalne życie, jest z tego powodu nieszczęśliwa, co pokazują opisy dwóch typowych zdarzeń. .

– Gdy położyłam się do łóżka, ogarnął mnie niepokój. Nie mogłam spać i w miarę upływu czasu czułam się coraz gorzej. W końcu zapaliłam nocną lampkę i zaczęłam czytać. Wkrótce potem w salonie rozbłysło światło. Pomyślałam: „O. Jezu, nie”. Powiedziałam sobie, że być może to oświetlenie któregoś z akwariów i wróciłam do lektury. Potem usłyszałam jakiś stukot – ciągnęła dalej – i próbowałam odgadnąć, co go wywołało. W następnej chwili dostrzegłam kątem oka, jak coś brązowego minęło drzwi sypialni kierując się do łazienki.

To „coś brązowego” nie było jej zupełnie nieznane. Wiedziała już w tym momencie, że w domu przebywa co najmniej jedna obca istota. Ze wszystkich sił starała się zachować czujność, aby przeciwstawić się kolejnemu wzięciu, ale w końcu musiała dać za wygraną.

– W pewnym momencie poczułam ogromne znużenie i zapadłam w sen. Te małe istoty są naprawdę bardzo cierpliwe.

Jeśli później wydarzyło się coś jeszcze, to nie zapamiętała tego. Obudziła się jednak z objawami, które mogły świadczyć, że rzeczywiście złożono jej wizytę.

– W sobotę rano strasznie bolały mnie kolana i nogi. Przebadałam się, ale lekarze twierdzą, że nie mam artretyzmu.

Cztery miesiące później, w grudniu 1993 roku, miało miejsce podobne zdarzenie, równie przelotne i nieuchwytne jak poprzednie.

– Obudziłam się około trzeciej trzydzieści nad ranem i włączyłam telewizor w sypialni. O tej porze często się budzę, a następnie sprawdzam, czy w pokoju wszystko jest w porządku. Nastawiłam Czwarty Kanał, ponieważ nadają na nim przez całą noc. Chciałam obejrzeć prognozę pogody, gdyż meteorolodzy zapowiadali śnieg z deszczem. Wszystko przebiegało normalnie, dopóki na ekranie nie pojawiła się reklama firmy ubezpieczeniowej. Leżałam na boku i właśnie wtedy rzuciłam okiem na ekran.

Przed telewizorem przemknął jakiś czarny obiekt. Poruszał się z lewej strony na prawą, po czym w chwilę później przemieścił się w przeciwnym kierunku. Dostrzegłam twarz, ale to coś wydawało się zupełnie płaskie. Miałam wrażenie, że mogę przebić to ręką na wylot, ale równocześnie jego czerń skutecznie przesłaniała ekran. Musiało też posiadać inteligencję, ponieważ gdy tylko pomyślałam: „Co to takiego, do diabła?” – zniknęło sprzed telewizora. Z całych sił walczyłam, aby nie zasnąć, tak jakbym wiedziała, że dopóki znajduję się w stanic świadomości, nic mi nie mogą zrobić. Wkrótce potem przez moje ciało przebiegł znajomy mi dreszcz i zapadłam w sen. Od tego czasu stale odczuwam ból kręgosłupa w miejscu położonym dziesięć do dwunastu cali [25-30 cm| powyżej kości ogonowej. Byłam u kilku lekarzy, ale oni twierdzą, że na plecach nie mam nawet najmniejszego zaczerwienienia. A jednak od trzech tygodni coś bardzo mnie tam boli.

Świadoma obserwacja dziwnej istoty, nie mający wyjaśnienia efekt fizyczny i brak jakichkolwiek wspomnień pozwalających połączyć oba te fakty. Podobne zdarzenia nieustannie przewijają się przez życie zarówno jej, jak i mnóstwa innych osób, które weszły w kontakt z obcymi istotami. Anita żyje ze zjawiskiem wzięć cicho i spokojnie, z rzadka tylko dyskutując na jego temat z innymi, przezwyciężając lęki i niepewność najlepiej, jak potrafi. Zjawisko to odmieniło jej poglądy i zachowania, a także pragnienia i obawy. Całe jej życie przeplecione jest nieznanym oddziaływaniem.”

Przełożył Mirosław Kościuk

IRU URI można potraktować jako grę słów i przeczytać jako „ju a aj – aj a ju”, co można następnie zapisać jako „You are I – I are you”, gdyż brzmi to tak samo. „You are I – I are you” znaczy zaś „ty jesteś mną – ja jestem tobą”. – Przyp. red.

Wzięcie Pat

Posted: Wrzesień 22, 2012 in Wzięcia
Tagi: , , ,

dr Karla Turner

Wzięcie Pat

„UFO” nr 27 (3/1996), s. 8-20

Z przypadkiem Pat zetknęłam się, gdy nasz wspólny znajomy usłyszał jej relację o niezwykłym zdarzeniu z NOLem i powiedział jej, aby skontaktowała się ze mną. Jest ona pięćdziesięcioletnią rozwódką, matką dorosłych dzieci, zamieszkałą na Florydzie. Zdarzenie, o którym opowiadała, miało miejsce w roku 1954, kiedy mieszkała jeszcze w Floyd’s Knob w stanie Indiana.

Wspomnienia tego przeżycia, podobnie jak w przypadku wielu innych osób, które zetknęły się z NOLami, zostały zablokowane w jej umyśle. Do jej świadomości przeniknęły dopiero w roku 1986. Były to strzępy wspomnień ukazujące emanującą jaskrawe pomarańczowe światło kulę, małe, szare istoty kręcące się zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz zabudowań farmy, a także – co budziło jej największy niepokój – ludzi w mundurach.

– Myślałam, że zwariowałam, kiedy pojawiły się te wspomnienia – wyznała. – Były tak silne i realistyczne, że w końcu skontaktowałam się z bratem i siostrą, chcąc sprawdzić, czy nie przypominają sobie czegoś podobnego. Moja siostra, Rosę, oznajmiła mi, że ona również pamięta obcych l wojskowych. Brat nie przypominał sobie pomarańczowej kuli światła, ale za to doskonale pamiętał wojskowych i swoje kontakty z nimi.

Po wielu rozmowach oraz wymianie korespondencji i rysunków 2 Pat i jej rodzeństwem wyłonił się powoli niezwykły scenariusz, a wraz z nim szereg poważnych pytań dotyczących nie tylko natury wzięć dokonywanych przez obce istoty, ale również zainteresowania naszych wojskowych osobami, które były ofiarami tych przeżyć.

Miejscem zdarzeń, które rozegrały się w lecie roku 1954, była szesnastoakrowa farma położona w pobliżu Floyd’s Knob w Indianie. Jedenastoletnia Pat mieszkała tam wówczas z matką, ojczymem, babką, dziewięcioletnim bratem oraz sześcioletnią siostra. Pewnej nocy kilku członków jej rodziny ujrzało przed domem duża kulę pomarańczowego światła. Pat, która już w tym czasie spała, została obudzona przez babkę lub siostrę, która powiedziała jej, aby wyjrzała przez okno. Gdy to uczyniła, ujrzała na niebie pomarańczowe światło. Z początku było ono nieruchome, lecz po chwili ruszyło gwałtownie z miejsca i zniknęło za domem.

– Pamiętam, że po głowie chodziła mi niejasna myśl: „Wrócę do łóżka i zaczekam”. Chyba wiedziałam, że to „oni”. Mama pobiegła do kuchni, aby sprawdzić, czy drzwi wejściowe są zamknięte i czy kula unosi się nad podwórzem. Pomyślałam wtedy: „Zamykanie drzwi nic nie da, oni i tak wejdą” – tak jakbym wiedziała, czego się spodziewać.

Potem Pat poczuła nagłą senność, lecz nie przypomina sobie, aby wróciła do łóżka. Jej następnym świadomym wspomnieniem było wielobarwne światło krążące powoli i bezgłośnie po pokoju. Dominującymi kolorami były błękit, purpura i fiolet. Wstała z łóżka i podeszła do okna, gdzie spostrzegła unoszącego się w powietrzu Szaraka.

„Spójrzcie tylko na te oczy!” – pomyślała. – „One mogą nas prześwietlić!”1 Wzrok Szaraka zdawał się przenikać jej ciało i jednocześnie Pat odnosiła wrażenie, że ta istota jest jej dobrze znana.

„Nie bój się” – powiedziała do dziewczynki. – „Jesteś dzieckiem wybranym. Nie zrobimy ci krzywdy”.

Pat odwróciła się i zobaczyła, jak do pokoju wchodzi kilka białych istot wyższego wzrostu. Przybysze dźwignęli babkę i ruszyli z nią w kierunku korytarza. Pat wyczuła jej przerażenie, które z miejsca udzieliło się również dla niej. Kiedy w sypialni zaroiło się od dziwnych istot, z sufitu spłynął w dół migocący słup światła. Po chwili migotanie ustało i wewnątrz jaśniejącej kolumny Pat ujrzała przyodzianą w błyszczące szaty niebieskooką postać o blond włosach, którą utożsamiła z Jezusem. Postać ujęła prawą rękę dziewczynki i wskazując na stłoczone w sypialni istoty rzekła:

– Nie bój się moje dziecko. Oni są moi. – Następnie „Jezus” spojrzał na Pat i dodał: – Jam jest światłem świata. – Po tych słowach światło zamigotało ponownie i cała kolumna uniosła się do góry zabierając go ze sobą.

Potem istoty, które zostały, wyniosły z pokoju je obie – wnuczkę i babkę. Mijając sypialnię matki, Pat zauważyła wypływające stamtąd jaskrawe światło. Pięć wyższych białych istot otaczało łóżko ojczyma. Wyglądali na zaintrygowanych jego zniekształconą na skutek choroby Heinego-Medina nogą, nad którą unosił się świecący zielonym światłem pręt mający około dwunastu centymetrów długości. Szybując przez dom, a następnie przez podwórze, Pat spostrzegła unoszący się nisko nad ziemią jasny pojazd latający, który wyglądał, jakby został wykonany z kryształu. W pewnym momencie z jego dna wystrzelił promień światła i otoczył ją ze wszystkich stron,

– Pamiętam, że w chwili gdy szybowałam w stronę pojazdu, tuż obok mnie znajdowała się kędzierzawa główka siostry – powiedziała Pat. – Patrzyłyśmy w dół, gdzie z zadartymi głowami siaty mama i babcia. Wyglądały jak prawdziwe zombic.

Pat widziała też liczną grupę Szaraków krzątających się pospiesznie pośród zabudowań farmy. Zarówno ona, jak i Rość nie są pewne kolejności poszczególnych zdarzeń, to jednak zgodnie wspominają grupkę niskich wzrostem szarych – istot przebywających w pobliżu drzwi do piwnicy, w miejscu gdzie przebiegał wykop. Rose widziała, jak Szaraki ustawiły się w rząd i spokojnie przeszły nad szerokim rowem. W pamięci Pat utkwił natomiast obraz linii lub ściany ognia wypełniającej rów oraz rzędu „małych, szarych, chudych” obcych istot z „wielkimi chińskimi kapeluszami”.

– Ja stałam po jednej stronie długiego rowu, a oni po drugiej. Usłyszałam w głowie ich głosy: „Przejdź przez światło, ono cię nie oparzy”. Stało się to w tym samym momencie, w którym pomyślałam, że mogę się poparzyć”. Ten ogień nie był gorący. Myślę, że miał mnie oczyścić. Przeszłam przezeń na drugą stronę, ale nie pamiętam, jak to zrobiłam, ani tego, co się stało potem.

Gdy światło przeniosło już dziewczynki do wnętrza pojazdu, Pat znalazła się na jakimś stole w pomieszczeniu, w którym przebywało kilka Szaraków. Wkrótce pojawił się wyższy Biały i za pomocą przyrządu przypominającego pilnik pobrał z wewnętrznej strony jej przedramienia oraz stóp próbki skóry, po czym odciął jej kosmyk włosów oraz kilka skrawków paznokci.

– Do czego jest to wam potrzebne? – spytała Pat.

– Zrobimy twoją kopie – wyjaśniła istota. – Czy jesteś aniołem?

– Tak, ale nie takim, o jakim się uczyłaś.

Następnie zabrano ją do innego pomieszczenia, gdzie musiała położyć się na stole, nad którym wisiało jakieś ciemne urządzenie. Jeden z Szaraków wyciągnął z niego rurkę zakończoną cienką igłą, na której widok Pat ogarnął lęk. Widząc to, istota ta powiedziała: – Tego nie musisz pamiętać.

Pat miała świadomość, że igła zostanie wprowadzona do jej prawej dziurki nosa, ale zanim to nastąpiło, straciła świadomość. Oprócz tego pamiętała jeszcze jeden szczegół z badania medycznego, a mianowicie „stopienie się” ze srebrnym światłem.

– To spłynęło z urządzenia zawieszonego nad moim ciałem – powiedziała. – [Obcy] podłączył strumień srebrnego światła do mojej głowy. Ma ono ochronić mnie przed obrażeniami i pozwolić zachować ludzką postać przez kilka sekund. Otrzymałam przekaz, że gdy to światło wniknie w moje „drugie ciało”, ożywi „nową mnie”. Innymi słowy, moja kopia obudzi się do życia z moją duszą w środku.

Odzyskawszy przytomność po zdarzeniu z igłą, Pat stwierdziła, że znowu znajduje się na stole w pierwszym pomieszczeniu. Płakała, ponieważ nie mogła zostać z Szarakami. Gdy powiedzieli jej, że „jeszcze nie nadszedł na to właściwy czas”, poprosiła o jakąś pamiątkę na dowód, że to wszystko wydarzyło się naprawdę – o zielony, „leczący” kamień, który widziała nad ciałem ojczyma. Istoty te dały jej to urządzenie, zaznaczając, że nie będzie ono skutecznie działać w jej rękach. Oznajmili jej:

– Będziesz musiała o tym zapomnieć.

– Dlaczego? – spytała.

– Ponieważ są tacy, którzy będą próbowali grzebać w twoim umyśle – odrzekł Szarak.

Gdy wróciła do domu, zastała w salonie całą rodzinę pogrążoną we śnie.

– Wyglądali jak zombie – stwierdziła. Jej ojczym siedział na podłodze oparty plecami o skraj sofy. Pat trafiła z powrotem do swojego łóżka. Za oknem widziała jednego z Szaraków, który machał jej na pożegnanie ręką. Odpowiedziała mu tym samym i z miejsca zapadła w głęboki sen.

Nazajutrz nikt z domowników nie wspomniał nawet słowem o niezwykłych wydarzeniach minionej nocy. Brat Pat pamięta jednak, że właśnie wtedy na farmie zjawiło się wojsko. Jadący na przedzie biały sztabowy wóz przyprowadził całą kolumnę pojazdów, w skład której wchodził zielony jeep i kilka pomalowanych na biało, wyładowanych aparaturą i sprzętem furgonetek. Była tam także ciężarówka pełna żołnierzy, którzy z miejsca przystąpili do przeczesywania szesnastoakrowego gospodarstwa. Duża ciężarówka została ukryta w stodole. Brat Pat musiał nawet z tego względu przenieść stamtąd karmę dla zwierząt do wędzarni, ponieważ rozstawiwszy tam swój sprzęt żołnierze nie chcieli nikogo wpuścić do środka.

– Weszli do domu i rozstawili swoją aparaturę w salonie – powiedziała Pat.

– Wojskowi chcieli rozmawiać przede wszystkim ze mną, bo miałam jedenaście lat i znałam tajemnicę. Ale tamte istoty ostrzegły mnie, że nie wolno mi nic mówić, gdyż znajdą się „tacy, którzy będą próbowali grzebać w twoim umyśle”. No i nie trzeba było długo czekać – znaleźli się wojskowi.

W ciągu czterech dni pobytu wojska na farmie wszyscy jej mieszkańcy byli przetrzymywani w domu. Jedynie brat Pat mógł wychodzić na zewnątrz, aby doglądać inwentarza. Dlatego też tylko on pamiętał, że w wielkiej ciężarówce przyjechało przeszło dwudziestu żołnierzy, którzy obsadzili różne posterunki na terenie farmy.

Gdy któregoś dnia chłopiec wyszedł na zewnątrz, mężczyzna w białym laboratoryjnym fartuchu zagadnął go o kurczaki i świnie.

– Czy tam są wasze świnie? – zapytał wskazując chlewnię. Brat skinął twierdząco głową.

– Czy nie zachowują się jakoś dziwnie?

– Nie, a dlaczego pan o to pyta?

Mężczyzna wspomniał coś o zawartych w glebie minerałach, które mogą wpływać na reakcje zwierząt. Brat Pat czuł się w jego obecności całkowicie swobodnie. Bez obaw odpowiadał na jego pytania, a nawet sam mu je zadawał. Zaproponował nawet nieznajomemu, że poczęstuje go świeżą miętą z najlepszej grządki koło piwnicy, ale ten odmówił.

– Teraz pobierają tam próbki – wyjaśnił – w związku z czym przeszkadzalibyśmy im w pracy. Pójdziemy tam, kiedy skończą.

Ograniczenie swobody doprowadzało Pat do szału.

– Bałam się, że wywiozą gdzieś moją rodzinę, a mnie wsadzą do więzienia lub coś w tym rodzaju. Równocześnie jednak czułam się chroniona przez tamtą przyjazną mi istotę. Nazywałam ją w myślach „małym chłopcem”, mimo iż doskonale wiedziałam, że tak naprawdę wcale nim nie jest.

Dwie lekarki urządziły swój gabinet w sypialni rodziców. Tam też zrobiły Pat zastrzyk.

– Zachciało mi się po nim spać – powiedziała. – Położyłam się na przykrytym ręcznikami łóżku mamy i opowiedziałam im moją historię. Pamiętam, że powiedziałam im: „Jesteście w pokoju mamy, gdzie przebywali świecący biali. Wy nic jesteście związane z tym miejscem, a oni tak”.

Poprosiłam Pat, aby cofnęła się do początku i szczegółowo odtworzyła wszystko, co wiąże się z tym zdarzeniem. Po chwili przeniosła się pamięcią wstecz i wpasowawszy się w umysł jedenastolatki rozpoczęła relację.

– Widzę tego mężczyznę w mundurze, z tym że jest on brązowy. Składa się z płaszcza, bluzy, spodni oraz nakrycia głowy, które nazywam „kapitańską czapką”. Rozmawia z moją mamą i babcią trzymając w dłoni dużą kopertę. Ma gęste, srebrzystoszare włosy. Jest jeszcze drugi mężczyzna w mundurze. Właśnie zdejmuje płaszcz i podwija rękawy bluzy. Nazywa się Donaldson. On także jest wojskowym. Inni ludzie wnoszą do pokoju telewizor z trzema ekranami, nieco wyższy ode mnie.

Donaldson rozchylił „ramiona” tego urządzenia i powiedział Pat, że wygląda ono jak robot.

– Widzisz, Pat – powiedział – jeśli rozłożymy te panele na zewnątrz, to wyglądają jak ramiona. Widziałaś już takiego robota?

– Nie – zaprzeczyła zdecydowanie Pat. – Nic widziałam robota, tylko małego chłopca. – Dokładnie pamiętała też obie „lekarki”. – Jedna z nich miała na sobie biały fartuch. Ta druga nazywała się dr Susan i nosiła fartuch pomarańczowy. Dr Susan miała jasnobrązowe włosy, gładko zebrane do tyłu poza kilkoma puklami na czole. Przyniosła ze sobą sprzęt przypominający wyposażenie gabinetu stomatologicznego. Nie wiadomo, do czego mógł służyć. Doskonale pamiętam za to aparat do zastrzyków. Był zawinięty w celofan lub plastikową folię i miał podłączoną z boku cienką rurkę. Aparat i rurka znajdowały się w jednej przezroczystej torebce. Gdy dr Susan zaczęła ją otwierać, ogarnął mnie strach i zapytałam, czy zrobią mi tym zastrzyk.

Potem dr Susan skierowała Pat do Donaldsona, który przebywał w salonie i gniewnym głosem mówił do jakichś ludzi w „białych, księżycowych strojach” przenoszących „białe, metalowe skrzynie bez uchwytów”. Powiedział do nich:

– Przecież mówiłem wam, żebyście wzięli te z uchwytami.

Zastrzyk wywołał u Pat senność i sprawił, że poczuła chęć rozmowy o swoich „ukrytych” wspomnieniach. Denerwowało ją, że Donaldson jej nie wierzył.

– Zawsze mówiłam prawdę – oznajmiła – ponieważ nasza mama nie znosiła kłamstw. Dlatego naiwna opowiedziałam wojskowym o mojej wizycie u obcych. Rozpłakałam się, kiedy przekonywali mnie, że nie widziałam tego, co mi się wydawało. Odnosili się do mnie tak, jak gdyby brali mnie za kłamcę. Po tym, jak się popłakałam, Donaldson zaczął chyba mnie żałować, gdyż naraz wszyscy zrobili się niezwykle „słodcy”. Nie poprawiło to mi jednak humoru, ponieważ było udawane. Dlaczego chcieli mi wmówić, że nie widziałam tego małego chłopca? Dlaczego tamta cudowna wizyta tak strasznie wszystkich denerwowała? I dlaczego zrobili mi zastrzyk?

Zapytana o świecące białe istoty Pat odrzekła, że były to anioły.

– Skąd wiesz, że to były anioły?

– One same mi to powiedziały – wyjaśniła.

– I co jeszcze ci powiedziały? Czy mówiły o czymś jeszcze?

– Tak, powiedziały mi wiele rzeczy, ale już tego nie pamiętam. Kiedyś sobie przypomnę, ale jeszcze nie teraz.

– Dlaczego nie możesz przypomnieć sobie tego teraz?

– Bo powiedzieli, że teraz jest nieodpowiednia pora. Poza tym zjawiliście się tutaj wy, a wam nie mogę nic powiedzieć, ponieważ to jest coś wyjątkowego. Kiedy będę dużo starsza, przypomnę sobie, co mi powiedzieli i co się ma zdarzyć.

– Czy powiedzieli ci, co się wydarzy?

– Tak, mówili o „złych czasach na Ziemi”, ale nie wolno mi o tym mówić. Teraz zresztą i tak nie mogę sobie tego przypomnieć. Chociaż… co nieco pamiętam, na przykład ich kryształowy statek. Było w nim mnóstwo świateł. Nazywam go „kryształowym”, gdyż do jego budowy nie użyto metalu. Światła sprawiały, że wszystko działało samoczynnie. Potrafią przenosić przedmioty bez dotykania. Nawet mnie tak przenosili, w górę i w dół. Są pełni miłości i chronili mnie za pomocą srebrzystego światła. Kocham ich.

Jeden z wojskowych poprosił ją, aby opisała włosy i ubiór małego chłopca. Pat pomyślała, że to musi być głupiec, skoro zadaje takie pytanie.

– Nie wie pan, że te istoty nie mają włosów ani nie noszą ubrań? Mały chłopiec ma wielkie skośne oczy, które mogą prześwietlić na wylot zarówno ciało, jak i duszę. Jego głos rozbrzmiewa wprost w mojej głowie. W ogóle nie używa ust i wyglądają one jak wąska szparka. Jest naprawdę chudy, ale nie musi jeść, ponieważ jest aniołem. Myślałam, że anioły mają skrzydła, więc się roześmiałam. Jego oczy roześmiały się również, ponieważ znał moje myśli o skrzydłach. W tym momencie obleciał mnie strach, gdyż zrozumiałam, że on naprawdę jest aniołem. Przecież on znał moje myśli, a to potrafią tylko anioły, no i Jezus. Dlatego też pomyślałam pytanie: „Czy znasz Jezusa?” W odpowiedzi te istoty i mnie wypełniło tak silne uczucie „miłości”, że aż się rozpłakałam. Wiedziałam, że uczestniczę w czymś niezwykłym. „Tak” – rozległo się w mojej głowie. „Czy jesteś aniołem?” – spytałam. „Tak, ale nie takim, o jakim się uczyłaś” – usłyszałam w odpowiedzi. Chciałam z nimi zostać, wrócić z nimi.

– Przerwij na chwilę, Pat – wpadł jej w słowo prowadzący rozmowę. – Pozwól, że zapytamy cię o coś. Wspomniałaś, że chciałaś z nimi wrócić. Dokąd?

– Nie mogę tego powiedzieć – odrzekła Pat. – Nie wolno mi. Tamten anioł powiedział, że kiedy nadejdzie właściwy czas, wrócą. Obiecali mi to.

Zmusiłam ich, żeby mi to obiecali. Obiecali też, że mnie nie zapomną. Błagałam, aby zabrali mnie ze sobą, ale usłyszałam, że jeszcze nie czas. Pod wpływem wspomnień zrobiło mi się smutno i zaczęłam płakać. Donaldson zapytał, dlaczego płaczę, na co odrzekłam mu. „To przez was, bo zmuszacie mnie do powiedzenia czegoś, czego mi nie wolno. Uważacie też, iż kłamie, a ja przecież mówię prawdę”.

– W porządku, przestań płakać – powiedział Donaldson. – Uspokój się i posłuchaj. Wcale nic myślę, że kłamiesz i nie będziemy zadawać ci więcej pytań, jeśli powiesz nam o swoich pamiątkach. Gdzie one są? Czy masz jakieś pamiątki, które od nich dostałaś?

Pat zaczęła odnosić się do wojskowych z wielką ostrożnością i niedowierzaniem. Uważała, aby nie powiedzieć nic więcej, lecz Donaldson nie dawat za wygraną.

– Gdzie są twoje pamiątki? – nalegał.

– Rozpłakałam się jeszcze bardziej i powiedziałam, że te rzeczy są moje. Spytałam go, po co mu one. W końcu wyznałam, że trzymam je pod łóżkiem w pudełku po cygarach. Nigdy bym im go nie dała, ale moja siostra pobiegła na górę i przyniosła je.

Gdy tylko pudełko z jej „zielonym uzdrawiającym kamieniem” trafiło w ręce wojskowych, zostało umieszczone w jednym z metalowych pojemników przez ludzi ubranych w białe kombinezony ochronne.

– Zobaczyłam babcie i dzieciaki siedzące na moim łóżku. Babcia płakała, a ja spytałam ją, czy wojsko zrobi krzywdę małemu chłopcu.

– Och, Patty – odrzekła babcia – tu nie ma żadnego małego chłopca.

– Powiedziałam jej, że był, ponieważ siedzieliśmy razem i robiliśmy różne rzeczy. Nic mi nic odpowiedziała, tylko dalej płakała. Po jakiś czasie Donaldson pokazał mi to urządzenie z trzema telewizyjnymi ekranami i próbował przekonać mnie, że widziałam coś takiego, robota, a nie małego chłopca. Wtedy naprawdę się rozzłościłam i powiedziałam stanowczo: „Widziałam prawdziwego małego chłopca, a nie jakiegoś robota”.

– No cóż – skonstatował Donaldson – może ten chłopiec po prostu ci się przyśnił. Czy tak właśnie było?

– To wcale nie był sen – obstawała przy swoim Pat. – Widziałam go naprawdę.

– Pat – przekonywał ją uparcie Donaldson – to był tylko sen, tyle że bardzo realistyczny. Nie widziałaś żadnego małego chłopca, ponieważ czegoś takiego po prostu nie ma.

– A właśnie, że widziałam. Mały chłopiec wszedł do pomarańczowej kuli, zaglądał w moje okno i filmował mnie swoimi oczyma.

– Czy ten sen cię przestraszył? – spytał Donaldson.

– To nie był sen – z uporem powtórzyła Pat. – Byłam trochę wystraszona, ponieważ bardzo różnił się ode mnie. Był chudy i szary, ale wiedziałam, że nie zrobi mi krzywdy.

Pat prawie nic nie pamiętała, co wydarzyło się po tym przesłuchaniu, mimo iż wojskowy personel przebywał na farmie jeszcze przez kilka dni.

– Kiedy odjechali – powiedziała – cała moja rodzina była smutna, jakby lekko oszołomiona. Ja sama nie pamiętałam niczego, co się w tym czasie wydarzyło. Przed moimi dwunastymi urodzinami, w sierpniu 1955 roku, przeprowadziliśmy się do miasta.

Wspomnienia dotyczące obcych istot oraz wojskowego personelu wróciły jej dopiero w roku 1986. Nie chce, aby z powodu tych wydarzeń powstał wokół niej rozgłos. Poprosiła mnie jednak o opublikowanie prawdziwej nazwy miejscowości oraz daty – Floyd’s Knob, Indiana, 1954 – w nadziei, że zgłosi się ktoś z tamtych stron, kto pamięta przyjazd do miasta kolumny wojskowych pojazdów i pomoże w jakimś stopniu zweryfikować to, co zapamiętała razem ze swoim bratem i siostrą.

Zapytałam, czy miały później miejsce jeszcze jakieś inne niezwykłe wydarzenia, bowiem z praktyki badawczej wiedziałem, że większość wziętych doświadcza w ciągu życia wielu kontaktów. Jak się okazało, Pat nie była pod tym względem wyjątkiem.

Jesienią 1962 roku wybrała się z przyjacielem na wycieczkę do Kentucky i zgubiła drogę. Po niedługim czasie natknęli się na drogowskaz wskazujący drogę do Fort Knox. Śmiejąc się ze swojego gapiostwa, zawrócili, aby odszukać właściwe skrzyżowanie. Zamiast na nie trafili do opuszczonej lokomotywowni. Przez jakiś czas siedzieli w samochodzie z wyłączonym silnikiem. Pat powiedziała, że byli wówczas pod wrażeniem, że mieli przed chwilą jakieś przeżycie, którego nie pamiętali. Nie mieli pojęcia, dlaczego samochód stoi. Nie udało im się także ustalić celu swojej podróży. W końcu dali za wygraną i o zmierzchu wrócili do domu.

Dopiero podczas snu Pat przypomniała sobie, że razem z przyjacielem przebywała gdzieś poza samochodem. Widziała w tym czasie falujące złote światło, które niczym „winda” wznosiło się pod kątem w górę, oraz „aniołów” po obu jego stronach. „Anioły” odnosiły się „z szacunkiem” do jasnowłosego mężczyzny nasuwającego skojarzenia z Jezusem. Przyjaciel Pat krzyczał histerycznie:

– Oni chcą ciebie!

– Nie bój się – odrzekła Pat. – Wszystko jest w porządku.

Potem podeszła do tego otoczonego pięknym światłem blondyna, który mówił jej coś o macierzyństwie i „ziarnie życia”. Powiedział, że jego ręka ma władzę nad wszystkimi nasionami. Na koniec spotkania podał jej jakieś nasiono i oznajmił, że to jest dla jej dobra i że nie ma się czego bać.

Kilka miesięcy później, będąc w ciąży, wyjechała na Florydę. Pamięta, jak przekonywała męża, że dziecko będzie chłopcem, ale niezdolnym do życia.

– Urodzę to dziecko, ale go nie zatrzymam – tłumaczyła, nie potrafiąc przy tym wyjaśnić, skąd to wiedziała. Upłynęło kilka miesięcy. Którejś nocy przyłapała się na tym, że wchodzi do mieszkania, tak jakby przebywała na zewnątrz, choć zupełnie nie mogła sobie przypomnieć, jak się tam znalazła. Odczuwała też dziwne, przyjemne wibracje, a w głowie kołatała jej myśl: „Przyszli po mnie”.

Wygląda na to, że nie wydarzyło się wówczas nic więcej. Pat regularnie poddawała się badaniom lekarskim, które potwierdzały, że dziecko rozwija się prawidłowo. Dopiero w czasie badań w ósmym miesiącu ciąży lekarz stwierdził nieprawidłowość nie mogąc wyczuć tętna płodu. Gdy w maju nadszedł termin porodu, powiła martwego chłopca. Przeczucia okazały się prawdziwe.

Następne wspomnienia pochodzą z późniejszego okresu tego samego roku. Znajdowała się w tym czasie w jakimś cichym pomieszczeniu otoczona przez Szaraki i na „coś czekała. W pewnej chwili na progu stanął Szarak, którego uważała za swojego „przyjaciela”. Na rękach trzymał jakieś dziecko i powiedział jej, że może się nim zaopiekować.

– Nie – odrzekła – tak jest dobrze, jest bardzo dobrze. Zaopiekujecie się nim lepiej ode mnie. – W tej krótkiej chwili zdołała zobaczyć, że dziecko było drobne i chude i miało błękitne oczy. Czuła jednocześnie, że w jakiś sposób odziedziczyło dusze dziecka, które zmarło przy jej porodzie. Z wdzięcznością pomyślała o swoim przyjacielu, bowiem zrozumiała, że w pewnym sensie jej syn nie umarł.

Spośród wspomnień, które przeniknęły do jej świadomości w ciągu ostatnich kilku lat, najwięcej pytań rodzą te związane z „ludźmi w kokonach”.

– Nie pamiętam, kiedy to wydarzenie naprawdę mogło mieć miejsce – stwierdziła. – Przypominam sobie jedynie duże pomieszczenie zalane miękkim, białym światłem, w którym przebywał jeden z Szaraków. Widziałam też chyba jakiegoś mężczyznę, ale nie wiem, co robił. – Część pomieszczenia zajmowały skrzynie w kształcie sarkofagu, w których spoczywali ludzie. – Oni byli żywi, ale nie ożywieni. Ich ciała spowijało coś w rodzaju białej mgiełki i wiedziałam, że to właśnie ta mgiełka utrzymuje ich przy życiu. Wiedziałam, że czekają na życie w przyszłości.

Obecna w pomieszczeniu istota zapytała ją, czy chce zobaczyć siebie? Pat przytaknęła i wówczas istota pokazała jej pojemnik z ciałem kobiety.

– Nie pytaj mnie, skąd wiedziałam, że to kobieta – odrzekła. – Po prostu to czułam. Poprzez tę mgiełkę widziałam niewielki fragment ludzkiej twarzy. Widziałam nos, usta, oczy, przeto z całą pewnością mogę stwierdzić, że była to twarz ludzka. Wiedziałam, że ma to jakiś związek z ich odwiedzinami w roku 1954, ponieważ wspominali wtedy o zrobieniu „nowej mnie”. Czułam, że tamten kokon zawierał właśnie mnie. Zrozumiałam, że czekają na wskrzeszenie czy też ponowne ożywienie, a wtedy będziemy mogli oglądać ich i rozmawiać z nimi tutaj, na ziemi. Czuję, że gdybym teraz umarła, to to „drugie ciało” przejęłoby moją duszę i kiedy Jezus powiedziałby, że nadszedł właściwy czas, wróciłabym. Gdyby dane mi było przeżyć zagładę poprzedzającą nadejście nowego świata, to potrzebowałabym tego drugiego ciała, gdyż to, które mam teraz „prędzej czy później umrze”.

W wieku czterdziestu kilku lat Pat przeżyła kolejne spotkanie z tymi istotami. Tym razem trafiła do pomieszczenia oświetlonego złocistą poświatą.

Przyprowadzono ją w pobliże urządzenia o rozmiarach biurka, w którego górnej części widniały koliste otwory. Każdy z nich emanował wibrujące światło w innym kolorze. Poproszono ją, aby włożyła ręce w te strumienie światła, a gdy to uczyniła, rozległy się najpiękniejsze dźwięki, jakie kiedykolwiek słyszała, przy czym każdej barwie światła odpowiadał inny dźwięk.

– To dźwięk twojej duszy – powiedział jej Szarak.

Pat zrozumiała, że miało to coś wspólnego z nieożywionymi ludzkimi ciałami, które widziała w przeszłości, ciałami pozbawionymi ożywiającej je „energii duszy”.

W roku 1987 Pat przeżyła prawdopodobnie następne spotkanie z tymi istotami, które przypominało typowe wzięcie, tym razem z udziałem jej małego wnuka.

– Czy to był sen? – zastanawiała się głośno w trakcie przekazywanej mi relacji. – Nic mam żadnych dowodów. Przebywałam w domu córki, była noc. Chyba wleciałam do pokoju wnuczka. Wzięłam go za rękę i popłynęliśmy razem, w pozycji pionowej, jakieś piętnaście centymetrów nad podłogą. Minęliśmy frontowe drzwi, przelecieliśmy nad podjazdem i czekaliśmy chwilę przed bramą, dopóki nie otworzy się na szosę. Po drugiej stronie drogi stało ukrytych wśród drzew dziesięć do piętnastu istot. Wszystkie razem poderwały się w jednej chwili z ziemi. Usłyszałam myśl wnuczka: „Babciu, czy mogę pobawić się z tymi dziećmi?” Również w myślach odpowiedziałam mu: „Nie, kochanie, to są szczególne dzieci, one nie bawią się tak jak zwykłe dzieciaki”. Potem poszybowaliśmy nad drogą, aż do miejsca, w którym się ona urywa. Tam, na ślepej pętli, stał migający czerwonymi światłami statek w kształcie spodka. Po chwili pojawiły się „drzwi” ze światła i pofrunęliśmy nad wejściową rampą, gdzie ujrzałam mojego „przyjaciela”. To ostatnia rzecz, jaką zapamiętałam. Mój wnuczek brał udział w tej wycieczce na równi ze mną. A może to wszystko tylko mi się przyśniło… sama już nie wiem.

Pat ma na swoim koncie cały szereg przeżyć, których doświadczyła w stanie medytacji bądź snu i dlatego nie jest do końca przekonana o ich „prawdziwości”. Widziała w czasie nich wiele różnorodnych pojazdów latających, przebywała poza swoim ciałem, a także odbierała informacje przekazywane jej na drodze telepatii.

Jedno z takich zdarzeń, które miało miejsce w październiku 1992 roku, zdaje się pozostawać w związku z wcześniejszymi kontaktami.

– Śniłam, że ktoś przemawiał w moich myślach. Nie mogłam uchwycić znaczenia poszczególnych słów, ale zapamiętałam następujące zdanie: „Zagłada nadejdzie za cztery quarieny”. „Quarien” jest nieznanym nam słowem, niemniej uważam, że oznacza cztery części jakiejś całości. Potem ujrzałam coś, co nazywam grafem. Odniosłam wrażenie, że otrzymałam delikatne ostrzeżenie o „złych czasach na Ziemi”, które mają nastać w niezbyt odległej przyszłości.

Takie wielokrotnie odbierane przez Pat w różnych okresach życia ostrzeżenia są również udziałem wielu innych wziętych i stanowią w rzeczywistości najbardziej rozpowszechniony element relacji związanych ze zjawiskiem UFO.

Podobnie jest z występującymi na ciałach wziętych fizycznymi znakami niewiadomego pochodzenia. Również i pod tym względem Pat pasuje do ogólnego schematu. W lecie 1993 roku odkryła na wewnętrznej stronie nadgarstka niezwykły rysunek złożony z sześciu rozmieszczonych koliście kropek oraz siódmej w centrum. Zapewne to nie przypadek, że ten wzór występuje w relacjach z licznych zdarzeń z lat 1991-1992, które miały miejsce głównie na Florydzie, gdzie właśnie mieszka Pat.

Kilka miesięcy po odkryciu tego rysunku, Pat miała kontakt, którego przebieg wskazywał na istnienie z nim związku.

– Po południu 7 sierpnia zapadłam w sen – powiedziała. – Naszła mnie tak wielka ochota na drzemkę, że gdy tylko położyłam się na łóżku, z miejsca straciłam świadomość. Przez sen usłyszałam jakieś głosy, coś w rodzaju cichych szeptów i zaczęłam uważnie ich słuchać. Głosy mówiły coś o „byciu niewinnym jak dziecko” i pod ich wpływem takie właśnie uczucie zalało całe moje ciało oraz dusze. To było tak, jakbym znalazła się w stanie pełnej niewinności, bez jakiejkolwiek wiedzy o strachu, nienawiści, uprzedzeniach… czystym, cudownym stanie miłości i bezpieczeństwa. Czułam się chroniona i „bez grzechu”, jak to się mówi. Ujrzałam scenę z mojego dzieciństwa, miasto, w którym wtedy mieszkałam. Zupełnie jakbym cofnęła się w przeszłość. Widziałam siebie w wieku około jedenastu lat. Przez sen czułam ogromną radość. Potem jakiś głos powiedział: „Wstań, dziecko i popatrz na Nebulous. To może cię tam zabrać”. Wstałam, otworzyłam drzwi na tyłach domu i spojrzałam w rozświetlone dziennym blaskiem niebo. Zobaczyłam na nim niezwykle piękny, złożony ze świateł okrąg. Światła poruszały się podobnie jak na ustawionej na dachu kina tablicy reklamowej, przy czym jedno z nich tkwiło w samym środku połyskującego złociście kręgu. To był przepiękny widok. Błagałam, żeby natychmiast zabrali mnie na Nebulous, ale głos odrzekł, że teraz jest to niemożliwe. Zaczęłam więc prosić, aby przynajmniej pozwolili mi zobaczyć go na jawie. Uzyskałam zgodę, ale do dziś mi go nie pokazali. Wtedy we śnie gotowa byłam umrzeć, byleby tylko dostać się na tego Nebulousa. Obudziłam się potem bardzo oszołomiona, jak po narkotykach i nie chcąc niczego zapomnieć szybko wszystko spisałam. Nebulous miał taki sam kształt jak rysunek na rnoim nadgarstku.

Pat miała wrażenie, że rozumie znaczenie słowa „Nebulous”, kojarząc je z widzianym przez siebie świecącym, kolistym obiektem. Jednakże „nebulous” to bardziej przymiotnik niż rzeczownik, którego prawidłowa forma powinna w tym przypadku brzmieć „nebula”. „Nebulous” oznacza według słownika „mglisty”, „pozbawiony formy” bądź „niezidentyfikowany”.

Dokładnie w dwa miesiące później, 7 października, Pat przeżyła kolejne spotkanie, tym razem w stanie pełnej świadomości. Uzyskała wówczas wyjaśnienie znaczenia słowa „Nebulous”. Jakiś głos powiedział jej: „Nebulous oznacza pewien kod. Ten kod został naruszony”. Następnie ujrzała cały Nebulous, a potem jeden uszkodzony.

– Widziałam galaretowatą substancję łączącą poszczególne kropki – relacjonowała. – Zrozumiałam, że Nebulous było czymś, co znajdowało się w naszych ciałach w momencie naszego stworzenia. W chwili stworzenia zostaliśmy wyposażeni w doskonałe Nebulous. Zapewniało nam ono bezpośredni kontakt z naszym Stwórcą. Kiedy na skutek nieposłuszeństwa uległo zniszczeniu, straciliśmy z Nim łączność. Musieliśmy nauczyć się radzić sobie sami, tracąc tym samym niewinność i czystość ludzkiej formy.

Powyższy obraz sprawił, że Pat inaczej zaczęła postrzegać Boga oraz jego duchowy plan. Na podstawie tego, co mogła sobie przypomnieć, bardzo pozytywnie oceniła swoje kontakty z obcymi istotami. Będąc osobą głęboko wierzącą, uznała je za anioły.

– W żadnym z przeżytych przeze mnie wzięć – powiedziała – ani razu nie zetknęłam się ze złem. Prawdę mówiąc, czułam się w obecności tych istot wyjątkowo bezpiecznie. Ktoś może powiedzieć, że potrafią one kontrolować nasze uczucia i myśli podczas wzięcia, co gwoli prawdy jest więcej niż pewne. Ja jednak trzymam się dziecięcej wiary, jakiej próbował nas nauczyć Jezus i dlatego wierzę, że to, czego doświadczyłam, było prawdziwe i dobre. Dlaczego miłujący wszystkich Bóg miałby pozwolić na wzięcia małych dzieci, gdyby te istoty były złe i zamierzały wyrządzić nam krzywdę? Nie wierzę, aby Bóg mógł na coś takiego pozwolić, mimo iż te istoty robią z naszego punktu widzenia rzeczy złe i gwałtowne.

Do bardzo niepokojącego zdarzenia doszło 24 lipca 1993 roku. Oprócz obcej istoty uczestniczyło w nim dwóch mężczyzn. Tego dnia Pat obudziła się wczesnym rankiem. Była mocno oszołomiona, zupełnie jakby zażyła jakiś narkotyk. Gdzieś bardzo blisko rozlegało się rytmiczne syczenie: „Pssss, pssss, pssss, pssss…”

Po chwili wróciła jej pamięć. Dwaj mężczyźni weszli do sypialni i wynieśli ja na zewnątrz prosto do czekającego tam samochodu, dużej ciężarówki „wojskowego typu”. Musiała dostać jakiś narkotyk, gdyż podczas trwającej około godziny jazdy co chwilę traciła świadomość. W krótkich przebłyskach przytomności słyszała przyciszone głosy mężczyzn prowadzących niezrozumiałą rozmowę. Próbowała coś im powiedzieć, ale sztywny język zupełnie odmówił jej posłuszeństwa. Kiedy ciężarówka ostro skręciła w lewo na nierównej drodze, Pat ocknęła się ponownie i przez duża prostokątną przednią szybę ujrzała wiejską okolicę, nad którą rozciągało się ciemne, nocne niebo.

Ciężarówka zwolniła i w końcu stanęła w miejscu z pracującym na jałowym biegu silnikiem. Patrząc przez szybę Pat ujrzała wielki kopiec lub wzgórze. Z niedowierzaniem patrzyła, jak w zboczu otwierają się wielkie wrota i samochód wjeżdża w głąb wzgórza. Wnętrze było bardzo słabo oświetlone, niemniej kiedy samochód stanął, dostrzegła dziwną istotę, która zdawała się na nich czekać. Licząca nie więcej niż metr wzrostu istota okryta była czarną peleryną z kapturem.

Przyglądając się jej, Pat pomyślała: „Co tutaj robi ta orientalna dziewczyna?” – po czym z miejsca otrzymała telepatyczną odpowiedź: „Wiem, że mnie nie lubisz”.

„Tak, nie lubię” – pomyślała Pat. – „Nie chce znowu przez to przechodzić. Nie uda im się mnie złamać, tak jak i przedtem”.

Wysiadając z wysoko umieszczonej szoferki, Pat spostrzegła, że pod jedną ze ścian obskórnego pomieszczenia zgromadzono stertę skrzyń i „śmieci”. Na jego środku znajdował się stół z nierdzewnej stali, który bardziej wyglądał na dzieło człowieka niż stoły, które pamiętała z innych spotkań z obcymi istotami. Jego widok wzbudził w niej silny niepokój.

– Chcieli, żebym nań weszła, ale odmówiłam. Tylko nie na ten stół. – Ostatecznie wylądowała na jego blacie, lecz nie pamięta, jak to się stało. „Orientalna dziewczyna” krążyła wokół niej, podchodząc co chwilę bliżej i przytykając do jej ciała jakiś przedmiot. Pat nie miała okazji mu się przyjrzeć, zobaczyła natomiast, że twarz tej istoty była pokryta zielonkawoszarą skórą. Kiedy mrugała oczami, jej powieki stykały się pośrodku gałki, co wywoływało nieprzyjemne wrażenie i rodziło skojarzenia z jaszczurką.

Następne wspomnienie Pat obejmuje moment zejścia ze stołu. Usiłowała wówczas sprawdzić, co robi „orientalna dziewczyna”, bowiem okrążała ją ona nieustannie, wydając przy tym dziwaczny, syczący dźwięk przypominający „pssss, pssss, pssss…” Przytrzymując się skraju stołu, Pat usiłowała zwiększyć dzielący je dystans, ale ponieważ wciąż była mocno oszołomiona, zachwiała się i boleśnie uderzyła palcem nogi w podstawę sprzętu. Zerknąwszy na stopę, spostrzegła ze zdumieniem, że podłogę przykrywają trociny. „Boże” – pomyślała – „nawet nie mają prawdziwej podłogi!”

Przytomniejąc jeszcze bardziej, Pat starała się unikać tamtej istoty tak długo, jak to tylko było możliwe, ponieważ miała przeświadczenie, że z jej strony może oczekiwać wyłącznie swoistych „tortur”. Nieoczekiwanie straciła przytomność, a kiedy ponownie ją odzyskała, leżała we własnym łóżku i jeszcze przez chwilę słyszała owo „pssss, pssss…”

Dwa dni później zauważyła na nadgarstku niewielki siniak z czerwoną kropką po ukłuciu w środku. Miała też paskudnie złamany paznokieć na palcu u nogi, jak gdyby mocno nim w coś uderzyła.

– To wszystko nie podobało mi się – oznajmiła. – Wiedziałam też, że to nie było moje pierwsze spotkanie z tą „orientalną dziewczyną”. Już kiedyś leżałam na tamtym stole – dodała, wspominając wywołany jego widokiem niepokój.

Wiedziała, że istota o zielonkawej skórze oraz jaszczurzych oczach nie miała nic wspólnego z ludźmi, podczas gdy ciężarówka i podziemna kryjówka z całą pewnością tak.

– Co za istoty współpracują z rządem lub wojskiem? – zastanawiała się Pat.

Wzięcie Lizy

Posted: Wrzesień 22, 2012 in Wzięcia
Tagi: , , , , ,

dr Karla Turner

Wzięcie Lizy

„UFO” nr 28 (4/1996), s. 3-13

O ile relacje Polly i Pat zawierają kilka elementów nieznanych większości czytelników interesujących się wzięciami, o tyle przeżycia Lisy są znacznie bardziej „typowe”, gdyż występuje w nich wiele znanych z innych wzięć szczegółów, mimo iż – jak pokazują znane z literatury przypadki – zdefiniowanie „typowego” wzięcia wcale nie jest takie proste.

Lisa, trzydziestopięcioletnia matka dwójki nastolatków, od piętnastu lat mieszka razem z mężem w południowej Alabamie. Średnia budowa ciała oraz gęste, brązowe włosy wskazują na jej włosko-szkocko-irlandzki rodowód. Wiedzie normalne ustabilizowane życie. Jej mąż, Neal, wykonuje dobrze płatną prace w przemyśle ciężkim, natomiast ona zajmuje się domem i dziećmi dbając o prawidłowe funkcjonowanie rodziny. Lubi ogrodnictwo, a także inne wymagające większego wysiłku zajęcia na świeżym powietrzu. Lise i jej męża poznałam na Florydzie po odczycie poświeconym wzięciom, który tam wygłosiłam. Kilku miejscowych badaczy zjawiska NOLi zaprosiło mnie później do domu jednego z nich. W trakcie swobodnej dyskusji opowiedziałam im o kilku mniej znanych przypadkach. Moja wypowiedź bardzo zaintrygowała Lise, która wyznała mi później w prywatnej rozmowie, że cześć rzeczy, o których mówiłam, zna z własnego doświadczenia. Pamiętała świadomie spotkania z typowymi Szarakami, epizody z lukami w czasie, wielokrotne obserwacje NOLi, zagadkowe ślady na ciele, telepatyczne przekazy z niewidocznych źródeł, a także senne obrazy ukazujące dziwną rzeczywistość.

Szczegóły wieloletnich kontaktów Lisy z obcymi istotami są bardzo typowe, lecz częstotliwość i siła ich oddziaływania znacznie przekraczają przeciętną. Jej emocjonalne reakcje na te spotkania są również niezwykłe gwałtowne i zapewne dlatego odczuwa potrzebę pomocy.

„Spotkanie z innymi wziętymi pomogło mi pozbyć się uczucia ogromnej izolacji” – napisała wkrótce po naszym pierwszym spotkaniu – „ale depresja dokucza mi nadal. Nie mogę uwierzyć, że miałam je [ingerencje obcych istot] tak często. Jeżeli zamierzali mnie zamęczyć, to prawie im się to udało. Przebłyski wspomnień, jakich doznaje, nie mają na razie żadnego sensu. A może właśnie im o to chodzi? Zaczynam przypominać” sobie jakieś sceny związane z wojskiem, zaś mój telefon czasami szczeka i zupełnie wariuje. ‚Alfabet Morse’a’ i buczenie w uszach sprawiają, że mam czasami ochotę łazić po ścianach… Nie chcę być wykorzystywana do eksperymentów bądź reprodukcji, ale jak mam ich powstrzymać? Modle się czasami bez końca. Dlaczego Bóg nie chce mi pomóc? A tak na marginesie, wcale nie czuje się jak ktoś wyjątkowy lub wybrany, co mi często powtarzają”.

Badanie przypadku Lisy zaczęłam od pytań o niezwykłe zdarzenia z dzieciństwa. Uzyskane odpowiedzi wskazują, że była obiektem oddziaływania, odkąd sięga pamięcią. „Odgłosy chodzenia po domu słyszałam jeszcze wtedy, gdy byłam bardzo mała. Cienie [słabo widoczne sylwetki] pojawiły się później, gdy miałam jakieś dwadzieścia lat. Jak już wspomniałam, robią to [ukazują się] dokładnie przede mną”. Pamięta także, że już w dzieciństwie zdarzały się jej luki w czasie. „Poszłam kiedyś do lasu – gdy byłam mała, posiadaliśmy 25 akrów lasu – a kiedy wróciłam do domu, było już zupełnie ciemno”.

Epizody z zaburzeniami czasu zdarzają się jej do chwili obecnej. „Bywa, że zerkam na zegarek i się odwracam, a kiedy po chwili ponownie nań spoglądam, stwierdzam, że upłynęła godzina. Niekiedy są to nawet cztery godziny, mimo iż mogłabym przysiąc, że minęło nie więcej niż kilka minut. Kiedy stwierdzam coś takiego, czuję się zdezorientowana. Trudno jest normalnie żyć, kiedy ktoś okrada cię z życia i nawet tego nie pamiętasz. Szaraki ujawniły się jakieś trzy lub cztery lata temu. Przedtem nie wiedziałam, co jest przyczyną tych wszystkich zdarzeń, ale tamte cienie, które widywałam od lat, były do nich bardzo podobne”.

W roku 1980 Lisa przeżyła przerażające zdarzenie, w trakcie którego ujrzała coś zupełnie innego niż cienie. „Gdy byłam w pierwszych tygodniach ciąży, ukazała mi się jakaś istota. Właśnie położyliśmy się do łóżka. Neal spał już w najlepsze. Istota ta pojawiła się w nogach łóżka. Przykucnęła i w tym samym momencie w mojej głowie rozbrzmiały jej słowa. Usłyszałam, że dziecko, które noszę, jest wyjątkowe i że to będzie chłopiec. O mało nie zemdlałam. Istota skoczyła w moją stronę, ja zaś naciągnęłam kołdrę na głowę i zawołałam: ‚W imię Jezusa, odejdź!’ Po tych słowach stworzenie zniknęło, a ja zapadłam w sen. Miało około trzech stóp [90 cm] wzrostu i ciemną, wyglądającą na twardą, skórę. Nie pamiętam nic więcej. Dziecko rzeczywiście okazało się chłopcem. Dzisiaj ma kilkanaście lat i odznacza się niezwykłą inteligencją. W teście IQ, jakiemu go poddano w wieku siedmiu lat, uzyskał ponad 140 punktów.

Po zapoznaniu się z wczesnymi wspomnieniami Lisy, poprosiłem ją o wypełnienie wstępnego kwestionariusza, który koncentruje się na najczęściej wymienianych przez wziętych faktach. Ponieważ jej przeżycia są bardzo typowe, wiele jej odpowiedzi omówimy szczegółowo poniżej jako reprezentatywny przykład relacji wielu wziętych.

Kilka takich zdarzeń Lisa już wymieniła, jak choćby dziwne zakłócenia rozmów telefonicznych czy buczenie w uszach. Takich oznak, zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych, które często towarzyszą wzięciom, jest znacznie więcej.

Na przykład światła nieznanego pochodzenia obserwowane tak w domu, jak i na zewnątrz. W swoich opisach Lisa wspomina „duże białożółte światła, które migały na niebie, oraz szybko przemieszczające się świetlne smugi”. Widziała również „duże i małe kule czerwonego lub białego światła skaczące po domu” oraz błękitne, pomarańczowe i białe światła wylatujące ze znajdującego się na zewnątrz pojazdu i wpływające przez okna. Kilka cytatów z jej dziennika pozwoli nam dokładniej przyjrzeć się tym typowym zjawiskom:

„10 sierpnia 1993. Kiedy około 11.30 zamierzałam iść spać, najpierw kot a potem także i ja spostrzegliśmy wędrującą po pokoju niewielką kulę światła. Oglądałam ją przez jakieś piętnaście sekund, aż wypadła z pokoju. Rano miałam podrażnione oczy i czułam w nich pieczenie”.

„24 sierpnia 1993. Obudziłam się o pierwszej nad ranem z wrażeniem, że coś się dzieje. Rozejrzałam się po pokoju i ponownie zapadłam w sen. O 4.25 obudziło mnie wirujące za oknem sypialni białe, podobne do stroboskopowego światło, które zniknęło, zanim zdążyłam podbiec do okna. Rano miałam mocno spuchnięte powieki, czułam ból karku”.

„27 marca 1993. Poczułam niepokój, jak gdyby dręczył mnie nocny koszmar. Rzucałam się w łóżku, a potem poczułam coś w rodzaju paraliżu. Chciało mi się krzyczeć, ale jakoś się powstrzymałam. W końcu jednak dwa lub trzy razy zawołałam: ‚Nie!’ Próbowałam obudzić Neala i wyciągnęłam ku niemu rękę. Jakaś siła chciała wyrwać mnie z łóżka, lecz zdołałam się jej jakoś przeciwstawić. Rozejrzawszy się po pokoju, spostrzegłam czerwonopomarańczowe światło, które świeciło gdzieś na zewnątrz i wypełniało dom, po czym przesunęło się w bok i przybrało białą barwę. Było to między 1.00 a 1.20 nad ranem”.

Inna relacja dotyczy zdumiewającego, zupełnie nie wyjaśnionego zachowania sprzętu elektrycznego w jej najbliższym otoczeniu, które jak to pokazuje poniższy wyjątek z jej dziennika, było często obserwowane zarówno przez nią, jak i Neala.

„Około trzeciej nad ranem zostaliśmy obudzeni z mężem przez szalejące radio, Światło na werandzie migotało, a lampa w salonie płonęła pełnym blaskiem”. Nawet telefon zaczął działać inaczej niż zwykle. Dzwonił bez ustanku, choć po drugiej stronie nikt się nie zgłaszał. ,,W końcu musieliśmy wyłączyć aparat z sieci” – czytamy w jej dzienniku. – „Byłam wystraszona”.

Nie był to wcale odosobniony przypadek.

„10 maja 1993. Mniej więcej koło północy włączyło się radio dzieciaków, a w salonie dwukrotnie rozbłysła lampa. Zarówno Neal, jak i ja mieliśmy niespokojny sen”.

Nad ich domem, podobnie jak w wielu innych przypadkach, wkrótce po zaobserwowaniu NOLi pojawiały się śmigłowce. Lisa zauważyła je po raz pierwszy na początku 1993 roku.

„15 marca 1993. Około wpół do pierwszej w nocy spostrzegłam, że hol zalany jest pięknym, błękitnym światłem [które wpadało przez okno ze znajdującego się w pobliżu domu pojazdu]. Wkrótce potem, gdy byłam już w sypialni, usłyszałam, jak nad naszym domem przelatuje helikopter. Krążył przez chwile, po czym odleciał. Przybył na miejsce tuż po zniknięciu tamtego pojazdu. Nie mogłam spać przez resztę nocy”.

„29 maja 1993. O 3.30 po południu razem z synem widziałam przelatujący nad naszym domem ciemny śmigłowiec”.

„22 września 1993. Helikoptery latały do jedenastej w nocy. Buczenie i ‚alfabet Morse’a’ były wprost ogłuszające”.

„23 września 1993. Poszłam do łóżka około wpół do dwunastej. ‚Śniłam’ o Szarakach opowiadających jak łatwo można się do mnie dostać. Potem pojawił się obraz sali, w której przeprowadzano autopsje. Na stole leżała jakaś kobieta i ktoś mówił ludzkim głosem. Powiedzieli, że niektórzy ludzie mają nacięcia w kształcie litery Y a inni proste. Ta kobieta była biała, wyglądała na czterdzieści kilka lat. Tej nocy także koło naszego domu latał helikopter, nie mogłam jednak wstać i za każdym razem, gdy go słyszałam, zapadałam w sen. Rano byłam strasznie zmęczona”.

Lisa zdradza wiele symptomów typowych dla innych wziętych: stres, zakłócenia snu, depresje, wrażenie, że ma się jakąś misję do spełnienia, niepokojące sny o masowych lądowaniach NOLi i wielkich kieskach.

„Powiedzieli, że mnie kochają, że jestem wyjątkowa i że zostanę użyta w jakimś celu” – pisze Lisa. – „Pewnie mam powiedzieć innym o ich istnieniu. Miałam sny, w których kazano mi iść w odosobnione miejsca i gromadzić żywność. Nie mogę sobie nic więcej przypomnieć. Widziałam też krótkie przebłyski katastrof, strasznego głodu, zbyt krótkie, aby cokolwiek konkretnego zapamiętać”.

Zapis w dzienniku z grudnia 1992 roku przedstawia jeden ze snów z licznie występującymi w nim NOLami. „W tym śnie” – pisze – „stałam obok kogoś w ciemnościach i patrzyłam w nocne niebo, z którego schodziły w dół lądujące statki kosmiczne. Powiedziałam do tego kogoś: ‚A więc w końcu przybywają'”.

Relacje z przebiegu samego wzięcia, czy to uzyskane na drodze świadomych wspomnień, czy też w postaci obrazów wypływających z podświadomości w trakcie snu, zawierają niemal wszystkie typy najczęściej spotykanych scenariuszy. Na przykład większość wziętych kobiet poddawana jest przez obce istoty badaniom medycznym, zwłaszcza ginekologicznym. Przeżycia Lisy nie odbiegają od tego schematu. Poświęcony im zapis w dzienniku zaczyna od stwierdzenia, że znajdowała się „w ich statku kosmicznym rozciągnięta na niewielkim stole do badań. Moje nogi rozsunięto na bok do granic wytrzymałości. Coś mnie przytrzymywało, kiedy robili te swoje badania, czy też wprowadzali [jakiś przedmiot]. Wysokość stołu odpowiadała ich wzrostowi. Było ich chyba dwóch. Pamiętani, że patrzyłam na nich spomiędzy nóg i że w pewnym momencie tamten obcy spojrzał na mnie. To było bardzo nieprzyjemne. Spojrzenie tego Szaraka było ostatnią rzeczą, jaką zapamiętałam”. Przy innej okazji wspomniała, że podczas kolejnego badania stawiała znacznie bardziej zdecydowany opór. „Przy tym badaniu mieli ze mną mnóstwo kłopotów. Zapytałam ich: ‚Czy bylibyście zadowoleni, gdybym to ja robiła wam coś takiego?’ Nie wiem, co mi odpowiedzieli… ale jestem pewna, że mnie uspokajali”. Nazajutrz rano bolał ją podbródek, a na grzbiecie prawego nadgarstka pojawił się siniak.

Fragment dziennika z lipca 1993 roku ukazuje, jak wielki niepokój czuła w trakcie niektórych badań. „Śniło mi się, że jestem w ich kosmicznym statku. Leżałam na stole w wielkiej sali, gdzie badał mnie ten Stary. Wszystko było w porządku, dopóki nie pokazał mi przyrządu [nie pamiętam już, co to było], którym zamierzał się posłużyć. Ogarnął mnie strach i wówczas dotknął dłońmi mojej głowy i nie mam pojęcia, co było dalej”.

Istoty pokazywały jej także swoje dzieci lub też „dzieci-hybrydy”. W październiku 1993 roku zanotowała: „Urodziłam ładne dziecko i nazwałam je gwiezdnym dzieckiem. Miało bardzo jasne, błękitne oczy o niezwykłych źrenicach”.

Jednym z najczęściej powtarzających się w relacjach wziętych elementów jest widok twarzy obcej istoty w bardzo małej odległości od ich twarzy. Na podstawie dostępnych opisów część badaczy określa to zjawisko mianem „penetracji umysłu”. Mimo iż nie wiadomo do końca, czemu ma ono służyć, pewne jest, że istoty te mogą dzięki niemu sprawować kontrolę nad umysłem wziętego. Lisa zetknęła się z czymś takim kilka razy. ,,Te istoty lubią przysuwać się do mnie tak blisko, ze niemal stykamy się nosami. Kiedy do tego dochodzi, gapię się w ich oczy. Czasami zdarza się, że widzę tylko te oczy i zupełnie nie wiem, co się dzieje wokół mnie”.

Obcy nie tylko powtarzali jej, że jest „wyjątkowa” i „wybrana”, podobnie jak większości wziętych, ale również poddawali ją szkoleniu bądź instruktażowi. Na przykład w listopadzie 1993 roku miała sen, w którym znajdowała się w jasno oświetlonym pomieszczeniu i rozmawiała z jakimiś „ludźmi”. „Ludzie” ci [których wyglądu nie zdołała zapamiętać] pouczali ją, w jaki sposób powinna rozmawiać o nich z innymi ludźmi. „Powiedzieli mi, że powinnam nauczyć się, jak należy o nich mówić”.

Obce istoty poinformowały ją również o swoim zainteresowaniu ludzką genetyką, co znalazło odzwierciedlenie w dwóch zapisach w jej dzienniku. „16 sierpnia 1993. W jednym ze ‚snów’ Neal i ja hodowaliśmy dziwne istoty, a w innym oni [obcy] tłumaczyli mi, w jaki sposób przeprowadzają w. nas stopniowe zmiany genetyczne. Czułam się tak, jakbyśmy byli ich zwierzętami doświadczalnymi lub czymś w tym rodzaju”.

„20 sierpnia 1993. Obudziłam się o drugiej nad ranem, a o 4.53 wstałam i poszłam do kuchni, żeby coś zjeść. Miałam ‚sen’ o małpie, może gorylu. Ktoś powtarzał: ‚One są wami, wy jesteście nimi’. Rano miałam mdłości, a w nocy mocno się pociłam”.

W swoich zapiskach Lisa wymienia także inne, rzadziej spotykane efekty fizyczne. Oprócz mdłości czy podrażnienia oczu, jakie trapiły ją po niektórych wzięciach bądź „snach” o wzięciu, odkrywała na swoim ciele układające się w różne wzory siniaki oraz ślady ukłuć, których pochodzenia nie potrafiła w żaden sposób wytłumaczyć.

Na przykład na jej prawej nodze oraz górnej części prawego ramienia występują dobrze znane, trwałe znaki w kształcie koła. Znacznie częściej pojawiają się jednak znaki o charakterze przejściowym. W przypadku Lisy były to trójkątne bądź koliste sińce na biodrze, przy czym wzór trójkątny powtarza się u wziętych częściej od innych. Znaki te występują niekiedy na innych częściach ciała: nosie, stopie, nadgarstku, dłoni, okolicach pachy lub wokół kolana.

Ale siniaki to nie wszystko. Podobnie jak Polly i inni, Lisa odkryła także uszkodzenia w zgięciu łokcia, a także zadrapania, które – o czym jest przekonana – nie powstały przypadkowo w jej normalnym otoczeniu. Po wzięciu w październiku 1993 roku, w trakcie którego, zanim trafiła na badania, przebywała w wypełnionym wodą basenie w otoczeniu obcych istot, spostrzegła zadrapanie na lewej szczęce, a także dwa siniaki na zewnętrznej stronie lewego kolana. Miała też kilka siniaków tworzących wzór, który pojawia się w relacjach wziętych tak często, że nadano mu specjalne określenie „śladu uścisku”, ponieważ do złudzenia przypomina odcisk, jaki pozostawia na ramieniu bądź udzie zaciśnięta z ogromną siłą trój- lub czteropalczasta dłoń.

Powyższe ślady często wymieniane są przez wziętych, podobnie jak ślady krwi znajdowane na ich ciałach bądź pościeli po odbytym kontakcie. Lisę spotkało to również, a sytuacje, w jakich do tego doszło, wykluczają jako źródło krwawienia krwotok z nosa bądź inne obrażenia.

Jak więc widać, wzięcia Lisy pasują do „typowego” scenariusza. Dotyczy to również kontaktów, podczas których demonstrowano jej, jak należy kierować pojazdem, ostrzegając ją jednocześnie przed niebezpieczeństwem związanym z jego dotykaniem w pewnych fazach jego pracy.

Z drugiej strony doznała również mniej znanych przeżyć. Z punktu widzenia badacza zjawiska wzięć miernikiem powszechności może być jedynie częstotliwość podawania informacji na dany temat do publicznej wiadomości. Niestety, wielu relacji wziętych nigdy nie opublikowano. Składa się na to kilka przyczyn. Jedną z nich jest aktywność seksualna obcych istot wobec ludzi, na której temat wielu wziętych nie chce otwarcie rozmawiać, uważając tę sprawę za zbyt intymną.

Zdarza się również, że sami badacze czują opór przed ujawnieniem pewnych faktów w obawie przed utratą zaufania, jakim cieszą się w środowisku, na którym najbardziej im zależy – środowisku zawodowców i uczonych. Lękają się, że niektóre elementy tego zjawiska są ze „względów politycznych” nie do zaakceptowania bez względu na to, co twierdzą sami wzięci. Dlatego też Lisie i kilku innych kobietom, których przeżycia już zrelacjonowałam, należą się słowa uznania za odwagę okazaną podczas dyskusji na temat tych spraw.

Pierwszym z kontrowersyjnych obszarów jest aktywność seksualna. Przy lekturze poniższego materiału należy pamiętać, że obcy potrafią tworzyć wspaniałą „rzeczywistość wirtualną”, w związku z czym bez weryfikacji z zewnątrz nie można stwierdzić, czy wspomnienia bądź sny dotyczące danego spotkania odnoszą się do realnego zdarzenia. Jest to szczególnie ważne przy ocenie raportów mówiących o kontaktach seksualnych z nimi, gdyż w paru przypadkach ludzie opowiadali, że widzieli znane osobistości, postacie religijne, a nawet zmarłych znajomych.

Jedna z pierwszych zapamiętanych przez Lisę sytuacji o charakterze seksualnym miała miejsce pod koniec roku 1989. Leżąc w łóżku obudziła się w pewnym momencie i ujrzała grupę obcych istot. Jedna z nich trzymała w ręku instrument przypominający wyglądem różdżkę, a najwyższa dotykała piersi Neala. „Popatrzyłam na nich i powiedziałam im, aby go nie dotykali, żeby zostawili go w spokoju. Tej nocy widziałam ich przez kilka sekund, będąc w stanie pełnej świadomości. Potem dotknęli różdżką mojego czoła i natychmiast poczułam oszołomienie i zemdlałam. Jestem przekonana, że tej nocy zmusili mnie do uprawiania seksu i wszyscy na to patrzyli”.

W relacji tej występuje jeszcze jeden wzięty. Lisa mówi o mężczyźnie, który przedstawił się jej jako T.M. Reiss. „Powiedział mi, że oni utrzymują z nim kontakt od dzieciństwa. Było mu bardzo przykro”.

W paru przypadkach Lisa pamięta kontakty seksualne z różnymi istotami. Ten typ raportów występuje dosyć rzadko, ale nie jest czymś zupełnie wyjątkowym. Pierwszy epizod zapamiętała jako sen. Wystąpiła w nim razem z istotą przypominającą wyglądem goryla. Z tego „snu” zbudził ją odgłos pracy „aparatu do oddychania”. Zdążyła jeszcze dostrzec znikającą za drzwiami niewyraźną postać, po czym – co może wydać się w takiej sytuacji nieprawdopodobne – ponownie zapadła w sen. Ale na tym nie koniec. O 3.25 zbudziła się jeszcze raz. Machała rękoma próbując obudzić Neala, który spał jednak tak głęboko, że na nic się to nie zdało. Za oknem sypialni ujrzała oświetlony obiekt, czując równocześnie, że jakaś energia steruje jej ciałem. „Oddziaływali na mnie jakąś siłą, która nie pozwalała mi wstać. Kiedy ten pojazd [na zewnątrz] zaczął się wznosić, oddziaływanie osłabło. Wybiegłam na dwór, ale tak naprawdę nie mogę powiedzieć, że na pewno coś widziałam”.

Innym razem, podczas popołudniowej drzemki Lisie przyśniło się kilka scen o wymowie seksualnej. Występowało w nich stworzenie przypominające małego konia, a także „delfin”, Szaraki i „jakaś ciemna, chuda, pokryta łuską istota”. Obudziwszy się słyszała „buczenie i alfabet Morse’a”, które były tak intensywne, że momentami miała kłopoty ze słuchem.

Po podobnym „śnie”, podczas którego miała seksualne kontakty z różnymi zwierzętami, Lisa obudziła się z siniakiem na kostce nogi oraz otarciem z tyłu głowy, mimo iż poprzedniego dnia ich tam nie było. W nocy miała kolejny sen – odbyła stosunek seksualny ze znaną postacią publiczną. Kiedy się obudziła, zdążyła dostrzec szybko przemieszczającą się przez pokój mglistą postać, która szybko zniknęła. Zdumiona i wystraszona długo nie mogła zasnąć. Nazajutrz rano odczuwała silne mdłości.

Wszystko to sprawiło, że nie potrafiła przejść do porządku nad tymi scenami ze snów i uznać je za fikcje. Z drugiej strony, nie dysponowała jakimikolwiek dowodami mogącymi potwierdzić ich realność. Bez względu na to, czy opisywane sceny rozegrały się naprawdę, czy tylko w jej snach, wciąż otwarta pozostaje kwestia ich przeznaczenia. „Jestem przekonana” – twierdzi – „że niekiedy te dziwaczne marzenia senne są mi narzucane w celu sprawdzenia moich reakcji na nie”. Pewien zgryźliwy artykuł prasowy pokazuje, jak kłopotliwe są tego rodzaju przeżycia i jak bardzo bezradni są wobec nich wzięci. „W śnie kochałam się z Nealem” – napisała. – „Mam nadzieję, że to naprawdę był on”.

Inny kontrowersyjny temat występujący w relacjach Lisy, podobnie jak i w przypadku Pat2, dotyczy obserwacji „nowych ciał”. Jak mi powiedziała, pierwszy raz zobaczyła coś takiego pod koniec roku 1992. Choć prowadziła już wówczas dziennik, w którym notowała obserwacje NOLi i inne zdarzenia, jakie się jej przytrafiały zarówno na jawie, jak i we śnie, z jakiegoś powodu – być może na skutek ingerencji obcych istot lub przez przypadek – nie dokonała wpisu na ten temat.

Pamiętała, że leżała na stole na pokładzie statku obok swojego „nowego ciała”. „Wyszłam ze starego ciała i stanęłam obok” – powiedziała. – „Obejrzałam je dokładnie, zajrzałam nawet sobie w zęby. To nowe ciało było doskonałe, tylko włosy miało długie, takie jakie nosiłam kiedyś. Ktoś powiedział, że oni mogliby przekonać ludzi, że to naprawdę jestem ja, nawet z tak doskonałym wyglądem i długimi włosami. Bardzo chciałam wejść do tego ciała, ale tego nie zrobiłam. Nie pamiętam, jakie istoty były wtedy ze mną w sali, gdyż bez reszty pochłonął mnie widok tamtego ciała”.

Podobna sytuacja przyśniła się jej w roku 1993. „Przyśniło mi się, że pokazuje nowe ciało kilku przyjaciółkom” – napisała w dzienniku – „i ze specjalnej księgi czytam im o ludzkości. Czytałam przy pomocy czegoś w rodzaju trójkąta wykonanego z przejrzystego materiału. Nie pamiętam, co czytałam”. Powyższy scenariusz ukazujący czytanie książki w trakcie spotkania jest mało znany i występuje w zaledwie kilku znanych mi przypadkach. Sny, w których występowało nowe ciało, powtarzały się co jakiś czas. W jednym z nich zaprezentowała je swojemu lekarzowi. W innym, znacznie dłuższym i bardziej skomplikowanym, wydawało się jej, że umarła, aby dostać się do niego, po czym zaprezentowała je swojemu mężowi oraz kilku innym osobom. Pewne szczegóły związane z tym snem wskazują, że mógł to być zapis rzeczywistego zdarzenia. Na przykład nalegała, aby wolno jej było zatrzymać przy sobie syna, tłumacząc mężowi, że chłopak „jest jednym z nas, tak jak ja”. Podczas jednego z wcześniejszych spotkań dowiedziała się, że obce istoty interesuje tylko ona i jej syn, a nie cała rodzina.

Zanim jednak doszło do pobytu w nowym ciele, miała miejsce dobrze znana sytuacja w sali badań. „Badał mnie lekarz i pielęgniarka. Powiedzieli, że mam hepatitis3. Ale swoje badania ograniczyli do obszaru pochwy. Powiedziałam im, żeby zostawili mnie w spokoju, gdyż nie są moimi lekarzami, [lecz] nie pamiętam, co było dalej”.

Oprócz poczynań o charakterze seksualnym oraz demonstrowanej przez obcych zdolności klonowania, trzecim kontrowersyjnym zagadnieniem unikanym przez wielu badaczy, jest związek tych istot i wziętych z problematyką militarną. W przypadku Lisy pierwsze poszlaki mogące wskazywać na kontakty z wojskiem ujawniły się, jak to już wcześniej miało miejsce w przypadku innych wziętych, podczas snu.

„Przesłuchiwało mnie wojsko” – powiedziała. – „Popychali mnie i kazali położyć się na ziemi. W głębi widać było kilka ciężarówek. Kręęili się przy nich mężczyźni w czarnych mundurach, którzy spoglądali w moją stronę. Ci, którzy zadawali pytania, nosili normalne mundury wojskowe. Przyciskali mnie do ziemi kolbami karabinów i domagali się, abym przekazała im całą wiedzę. Mówili, że muszą ją zdobyć ‚za wszelką cenę’. Odrzekłam, że nie mam pojęcia, o co im chodzi, ale oni w kółko powtarzali swoje żądanie”.

Po tym śnie z sierpnia 1993 roku Lisa zaczęła przypominać sobie dalsze szczegóły związane z owym „zajściem”. Najbardziej szczegółowe wspomnienie dotyczy sytuacji doskonale pasującej do definicji snu rodem z wcześniej wspomnianej wirtualnej rzeczywistości. W nocy 19 grudnia 1993 roku miała kilka zwykłych snów, między które wplótł się nieoczekiwanie jeden zupełnie innego rodzaju.

„Nagle otoczyli mnie żołnierze, z których część ubrana była w czarne, a część w zielone mundury” – zanotowała. – „Szybkim krokiem przeprowadzili mnie przez teren jakiegoś zakładu przemysłowego. Nie wiem, jak tam trafiłam ani jak się stamtąd wydostałam. Żołnierze odnosili się do mnie bardzo szorstko. Powiedziałam im, żeby przestali. Potem weszliśmy do jakiegoś skromnie urządzonego biura – białe ściany bez jakichkolwiek obrazów, proste biurko i krzesło. Za biurkiem siedział jakiś tęgi i lekko łysiejący mężczyzna o krótko ściętych włosach. Miał na sobie zielony mundur bez dystynkcji, medali oraz tabliczki z nazwiskiem. Pytał mnie, co myślę o obcych istotach. Odniosłam wrażenie, że interesuje go, w jaki sposób najlepiej przygotować na to opinię publiczną. Powiedziałam mu, że wielu ludzi już o nich wie i że wielu innych nigdy tego nie zaakceptuje. Zapytałam, jak może liczyć na powszechną akceptację tego faktu, skoro nie potrafimy być jednomyślni w innych sprawach. Potem dyskutowaliśmy trochę o religii i polityce. Jestem pewna, że w tamtym pokoju byli jeszcze jacyś inni ludzie, ale chyba nie wolno mi było na nich patrzeć. Wydaje mi się, że dali mi coś do picia, ale nie pamiętam tego dokładnie. Zapamiętałam tylko wyraz twarzy tamtego mężczyzny – był zdumiony i poruszony. Jego zdaniem sprawa obcych wymknęła się całkowicie spod kontroli. Oświadczyłam mu, że jestem już zmęczona całą tą grą”.

W przypadku Lisy zjawisko wzięć zamanifestowało się różnymi parametrami, takimi jak obserwacje NOLi, świateł i obcych istot; odbieranie w stanie pełnej świadomości przekazów telepatycznych; niezwykłe reakcje znajdujących się w jej otoczeniu przedmiotów codziennego użytku; postrzegane świadomie luki w czasie; niewiadomego pochodzenia fizyczne ślady na ciele; sceny jakby z wirtualnej rzeczywistości lub snu ukazujące zarówno ludzi, jak i obce istoty.

W ogólnym zarysie wyżej wymienione cechy składają się na definicję całego zjawiska, która znajduje potwierdzenie w relacjach wielu wziętych. Jak widać na przykładzie omówionych przeze mnie dotychczas przypadków, szczegóły tego scenariusza są wysoce dziwaczne, za każdym razem odmienne niemal do granic absurdu, niekiedy związane z fizycznym bólem i zawsze narzucane wziętym bez ich zgody, siejące w nich duchowy zamęt i niezwykle pomysłowe i niepokojące w swej zwodniczości.

Doskonale ilustrują to trzy opisane ostatnio przez Lisę zdarzenia.

Pierwsze z nich, które przeżyła w stanie snu, rozegrało się wewnątrz nieznanego kompleksu. „Leżałam na stole i miałam wrażenie, że poruszam się wzdłuż jasno oświetlonego korytarza. Oni [istoty, które dokonały wzięcia] pospiesznie przywiązywali moje stopy paskami zaopatrzonymi w rzepy. Nie wiem, jak wyglądali. Wydaje mi się, że zaraz potem wetknęli mi coś w lewe ucho. Powiedziałam im, że mordują mój mózg i straciłam przytomność”. W następnej zapamiętanej scenie działo się coś zupełnie innego i uczestniczyli w niej jacyś ludzie. „Byłam przekonana, że FBI przyszło mnie aresztować Zwracali się do mnie używając mojego panieńskiego nazwiska. Jeden z nich był dla mnie bardzo niedobry”. Z tego zdarzenia zapamiętała tylko tyle, że gdy rano obudziła się z bólem lewego ucha oraz gardła, zaczęła zastanawiać się, czy nie ma to jakiegoś związku z wetkniętą w jej ucho podczas snu sondą.

Drugie zdarzenie, również zapamiętane jako sen, wiąże się z badaniami na pokładzie statku, które poprzedził podniosły epizod. „Przyśniło mi się, że udzielono mi audiencji w niebie. Według mnie oznacza to, że oni [obce istoty] zaprosili mnie na rozmowę, tyle że nie pamiętam na jaki temat”. Potem przyszła kolej na badania. „Widziałam, że leżę na stole wewnątrz ich statku. Przy moich stopach stały obce istoty i zachwycały się, że jestem doskonałą re produkt orką. Jakieś stworzenie o gadzim wyglądzie wdrapało się na mnie, zapewne po to, aby mnie zgwałcić”. W tym momencie jej wspomnienia nagle się urywają.

Ostatnie przeżycie, mimo swej „fantastycznej” natury, znacznie lepiej poparte jest świadomymi obserwacjami niż omówione przed chwilą „sny”. Tej nocy poszła spać dość wcześnie. O 1.10 obudziła się i kiedy miała ponownie zasnąć, nagle poczuła szybko przybierające na sile „ciśnienie”.

„Spojrzałam na sufit, gdzie ukazały się wizerunki sępa lub feniksa. Ptaki te usiłowały się przegonić. Ich oczy płonęły zielenią. Wkrótce dołączył do nich jakiś duch. Miał białą brodę i włosy. Zaczęłam gorączkowo krzyczeć: ‚O Boże, o Ojcze Niebieski!’ – krzyczałam tak bez końca, próbując uwolnić się z więzów. Czułam, jak oczy uciekają mi w tył głowy. Potem poczułam bardzo silne przyciąganie. Nie jestem pewna, czy nadal przebywałam w swoim ciele, czy przybrałam już postać ducha, wiem tylko, że bardzo szybko znalazłam się w chmurach. Popatrzyłam w dół i ujrzałam światła miasta oraz kłęby chmur. Tamten duch przyprowadził mnie pod ścianę lub do jakiegoś tunelu i miał mnie zabrać na drugą stronę. Nic więcej nie pamiętam. Kiedy ponownie odzyskałam pamięć, leżałam w łóżku, wpatrując się w znikające stopniowo ptaki. Otrząsnąwszy się z tego dziwnego stanu, wstałam i poszłam do kuchni. Cała trzęsłam się jak galareta, Na zegarze była 3.40… Niech Bóg ma mnie w swojej opiece” – zakończyła – „bez względu na to, co wtedy widziałam”. Tak na marginesie sęp i feniks symbolizują zupełnie inne idee.

Tamtej nocy Lisa odkryła dwuipółgodzinną lukę w czasie, zaś na jej plecach pojawiła się poważna rana. „Wielkie przyciąganie” poderwało ją do góry z taką siłą, że nazajutrz chodzenie przychodziło jej z najwyższym trudem. Ból nieustannie przybierał na sile, a kiedy wreszcie postanowiła skorzystać z pomocy lekarza, usłyszała, że uszkodzenia kręgosłupa mogą okazać się trwałe. Przynajmniej w tym przypadku opisane zdarzenia okazały się bardziej realne niż rzeczywistość wirtualna.

Wzięcie Karli i Casey’a

Posted: Wrzesień 22, 2012 in Wzięcia
Tagi: , , ,

dr Karla Turner

Wzięcie Karli i Casey’a

„UFO” nr 31 (3/1997), s. 38-48

Po przedstawieniu przeżyć owych ośmiu dzielnych kobiet czas przedstawić przeżycia, które były udziałem moim i mojego męża, Caseya, począwszy od zdarzeń opisanych w Into the Fringe . Wielokrotnie pytano nas o dalsze przeżycia – niniejszy raport jest częściowo odpowiedzią na te pytania, a częściowo kolejną dawka wiedzy na temat wzięć.

Pierwszy okres nasilonej aktywności obcych istot trwał od końca roku 1987 do jesieni 1990, po czym liczba spotkań gwałtownie zmalała. Odetchnęliśmy wówczas z prawdziwą ulgą, mając nadzieje, że te istoty przystąpiły do realizacji innych zadań. Ów okres względnego spokoju pozwolił nam zaangażować się w badanie wzięć innych ludzi, co rozszerzyło naszą wiedzę z poziomu osobistego do poziomu o charakterze ogólnym.

Nadal posiadam dziennik z odnotowanymi obserwacjami wszelkich niezwykłych zdarzeń, jednak częstotliwość ich występowania spadła do tego stopnia, że przestał mi on być potrzebny. W ciągu roku 1990 odnotowałam zaledwie osiem prawdopodobnych obserwacji, przy czym tylko trzy z nich dokonane zostały w stanie pełnej świadomości i miały obiektywny charakter. Oprócz pewnych śladów na ciele, których pochodzenia nie potrafiłam wyjaśnić, w lutym dokonałam kolejnej obserwacji NOLa. Po wyjściu od przyjaciółki o 20.15 ujrzałam duży biały obiekt przelatujący szybko na bardzo małej wysokości nad trzema wieżowcami w centrum. Nie przerwałam jazdy samochodem, przeto wkrótce straciłam go z oczu, ale kiedy wjechałam na swoją ulicę, ujrzałam go ponownie.

Postanowiłam wjechać na wzgórze położone nie opodal naszego domu i przyjrzeć się mu dokładniej. Zaparkowawszy niedaleko jego szczytu, podeszłam do skraju zbocza, skąd był najlepszy widok. Ujrzałam to samo światło przemieszczające się z zachodu na południe. Teraz sunęło znacznie wolniej podskakując przy tym rytmicznie. Przeleciało miedzy centrum i mną, co pozwoliło mi stwierdzić, że nie może być dalej niż milę.

Zaczęło się powiększać, jak gdyby zbliżało się i zaczęłam z pełna świadomością szykować się na spotkanie z nim. Jednak po chwili cofnęło się i nadal podskakując pomknęło na południe. Pobiegłam do samochodu, aby pojechać po Caseya i przywieźć go tu, aby obejrzał ten obiekt. Po chwili pomyślałam jednak, że najpierw powinnam jeszcze raz mu się przyjrzeć, aby wiedzieć, gdzie go mniej więcej szukać po powrocie. Pobiegłam więc z powrotem pod górę nad skraj zbocza i kiedy rozejrzałam się wokoło, światła już nie było.

Rozczarowana odwróciłam się i zobaczyłam je dokładnie tam. gdzie pokazało mi się za pierwszym razem. Podskakując w ciszy przeleciało tą samą drogą, zbliżając się do mnie, a następnie oddalając. Nie czekając dłużej, pobiegłam do samochodu i pojechałam pustymi ulicami do oddalonego o pól przecznicy domu.

Wjechałam do garażu, po czym wbiegłam do domu i zawołałam Caseya, który posłał mi z kanapy zdziwione spojrzenie, a następnie zapytał, czy wjeżdżałam do garażu dwukrotnie.

– Ależ skąd – odrzekłam. – Dlaczego o to pytasz?

– W takim razie to musiała być ciężarówka – powiedział. – Ale strasznie hałasowała jak na przejeżdżającą ulica ciężarówkę.

– O czym ty mówisz? – spytałam.

– O tym okropnym hałasie jakieś trzydzieści sekund przed twoim przyjazdem, Od tego hałasu aż zatrząsł się cały dom, zupełnie jakby ulicą przetaczały się czołgi lub ogromne ciężarówki.

– Byłam wtedy na ulicy i niczego nie widziałam – oznajmiłam. – Ale za to na wzgórzu widziałam NOLa.

Nie tracąc czasu na dalsze wyjaśnienia pojechaliśmy razem w tamto miejsce, ale ze skraju wzgórza nie zobaczyliśmy niczego oprócz zwykłych samolotów.

W roku 1990 żadne z nas nie miało jakichkolwiek świadomych spotkań a jedynie pewne niejasne przeczucia, że nadal coś się dzieje. Zarówno pod względem emocjonalnym, jak i intelektualnym nie działo się nic konkretnego, co zasługiwałoby na uwagę.

Za to na początku roku 1991 sytuacja uległa zmianie. Zarówno Casey, jak i ja odczuwaliśmy silny, nieokreślony stres, podobnie jak w roku 1988, co mogło być oznaką wznowienia aktywności i jednocześnie wymazania tego z naszej świadomości.

W styczniu kolega naszego syna imieniem James opowiedział nam o spotkaniu z niezwykłymi istotami. Jedna z nich ukrywała się pod postacią pięknej blondynki, ale potem zdradziła się przejawami całkiem odmiennej fizjologii. Wówczas Casey również przypomniał sobie podobne spotkanie z grupą blondynek w tym samym miesiącu, które nosiło wyraźne cechy rzeczywistości wirtualnej. Dla Caseya zdarzenie to było niepokojące i zagadkowe; wspólnie zastanawialiśmy się, czy będzie miało ciąg dalszy. Tymczasem poza kilkoma nie wyjaśnionymi znakami aż do kwietnia nic podobnego się nie wydarzyło.

Krótko przed wyjazdem na poświęconą zjawisku UFO konferencję w Ozark, właśnie na początku kwietnia doszło do zdarzenia z „widmowym sedanem”, które przypominało relacje mówiące o „ludziach w czerni”. Wyglądający niezwykle realnie czarny samochód przetoczył się wolno ulicą zatrzymując się niemal na wprost naszego podwórza i zza mocno przyciemnionych szyb samochodu wyjrzał jakiś mężczyzna w białej koszuli i ciemnym garniturze z okularami przeciwsłonecznymi na oczach. Stałam akurat przed domem, więc się odwróciłam, aby zawołać Caseya, ale gdy ponownie spojrzałam w jego kierunku, samochodu już nie było.

W czerwcu wróciły tajemnicze śmigłowce i latały przez trzy dni. Pod koniec miesiąca przenieśliśmy się na stałe do Arkansas, a ponieważ panuje tam duży ruch w powietrzu, nie potrafiliśmy stwierdzić, czy któryś z nich ma w sobie coś niezwykłego. W sierpniu odkryliśmy na naszych ciałach zagadkowe znaki, ale dopiero w październiku pojawiły się bardziej konkretne wspomnienia.

W nocy 14 października w pewnym momencie wstałam z łóżka i akurat miałam świeżo w pamięci sen o obcych istotach, które miały właśnie wejść do długiego, wąskiego pomieszczenia, w którym czekałam. W mojej głowie kołatała tylko jedna myśl: „Tylko mnie nie przestraszcie!” W moich świadomych wspomnieniach nie pozostało nic więcej, chociaż rano odkryłam siniaka na ramieniu oraz zadrapanie na brzuchu.

Zdarzenie ze stycznia 1992 roku pozostawiło niemal świadome poczucie nieproszonych odwiedzin. Obudziłam się o 1.34 nad ranem, otworzyłam oczy i zaczęłam zastanawiać się, dlaczego w pokoju jest tak dużo mgły. Rozsądek natychmiast podpowiedział mi, że zapewne moje oczy mają jeszcze kłopot z akomodacja. Wstałam z łóżka i przeszłam do łazienki. Po pierwszych krokach spłynęła nagłe ze mnie gęsta, przezroczysta ciecz z zawieszonymi w niej drobnymi, czarnymi plamkami. Cieczy było dużo, więcej niż ciało mogło wytworzyć w naturalny sposób i nie miałam najmniejszego pojęcia, skąd się ona wzięła. Podobnie zresztą jak nowy siniak i zadrapanie, które odkryłam nazajutrz rano.

Rzeczy te były fizycznie realne, a jednak coś w moim wnętrzu powstrzymywało mnie od wyraźnego nazwania tego, co mogło się z nami dziać. Nie pozwalałam, aby wydarzenia te zawładnęły moimi myślami bądź oderwały mnie od badania przeżyć innych ludzi. Uznałam, że jeśli obce istoty ponownie chcą zwrócić na siebie moją uwagę, to muszą postarać się znacznie lepiej. Strzępki dziwnych snów, jakieś ślady, a nawet ciecz, której znaczenie dobrze znałam z relacji innych kobiet – wszystko to było za mało, aby mnie przestraszyć lub bardziej poruszyć. Starałam się, aby nie czuć się jak zaatakowana osoba, nawet przyjmując, że rzeczywiście miałam do czynienia z pewną aktywnością. Panowanie nad sobą udawało mi się zachować jedynie dlatego, że niczego nie obserwowałam w stanie świadomości.

Przez kilka następnych miesięcy ani Casey, ani ja nie stwierdziliśmy niczego tajemniczego bądź podejrzanego. Przez większą część roku 1992 byłam zajęta udzielaniem wywiadów dla prasy i radia będących rezultatem wydania książki Into tlie Fringe. W tym samym czasie prowadziłam również badania wspólnie z Tedem Rice’em, znanym parapsychologiem ze Shreveport w Luizjanie, którego wieloletnie doświadczenie w zmaganiu się z obcymi siłami rzuciło niezwykłe światło na pewne, jak dotąd niezmiernie trudne do przeniknięcia, aspekty wzięć.

Okres wolny od niecodziennych zjawisk zakończył się nagle rankiem 13 października. Siedziałam właśnie przy stoliku studiując materiały Teda, kiedy w odległości niecałych 4 stóp (1,2 m) ode mnie wyrosła i eksplodowała duża kula białego światła. Nie towarzyszył temu żaden hałas, co uzmysłowiło mi, że to, co widzę, nie może być odbiciem blasku jakiejś eksplozji.

Huk pojawił się jednak pięć minut później. Był bardzo głośny i uderzył w ścianę kuchni z siłą, która wstrząsnęła całym domem. Moje psy z ujadaniem poderwały się na nogi. Razem z mężem pospieszyliśmy do drzwi, aby zobaczyć, co się stało. Brama garażu była jednak zamknięta na klucz, a na zewnątrz nie zauważyliśmy niczego niezwykłego. Natychmiast pojawiło się w nas przeczucie, że jest to swego rodzaju zapowiedź, znak ponownej obecności. Na podstawie wcześniejszych przeżyć potrafiłam rozpoznać sens tego przesłania. Nie czułam strachu ani złości, tylko silną determinacje do stawienia czoła temu, co się może wkrótce wydarzyć. „Tym czymś” okazała się obserwacja NOLa. 27 października o godzinie siódmej po południu zatelefonowali nasi sąsiedzi. Twierdzili, że od dziesięciu minut widzą NOLa i chcieli, abyśmy wyszli przed dom i też go sobie obejrzeli. Właśnie szykowałam kolację, lecz Casey wybiegł na ulicę razem z kolega, który przyszedł go odwiedzić – akurat w porę, aby zobaczyć niezwykła pomarańczowoczerwoną kulę światła, która zniknęła po chwili za linią drzew. Sąsiedzi widzieli, jak zmienia kolor od białego po pomarańczowy; w pewnym momencie wystrzelił z niej promień jasnego światła i przez jakiś czas przesuwał się tu i tam, następnie cofnął się do NOLa, który zaraz potem odleciał.

Ponieważ zdarzenie to miało wielu naocznych świadków, nie sądziliśmy, że było „wymierzone” w nas. Obserwacje NOLi są zaskakująco częste w środkowej części Arkansas i nierzadko dokonują ich liczne grona świadków. Ta, o której mówię, choć w pierwszej chwili wzbudziła duże podniecenie, później potraktowana została przez nas z zaskakującym spokojem. Gdyby raport z obserwacji sporządzony został przez kogoś innego, od razu rozpoznałabym „wygaszoną” reakcję, ale jak wiadomo, zawsze najtrudniej analizować jest samego siebie.

W następnym miesiącu przytrafiło mi się najdziwniejsze jak dotąd spotkanie z NOLem. I znowu towarzyszyło mu poczucie spokoju. Właśnie spacerowałam o zmierzchu, gdy nagle nad domkiem mojej teściowej położonym w odległości 30 stóp (9 m) od naszego pojawił się bezszelestnie duży prostokątny pojazd. W pierwszej chwili zareagowałam nań radością i pobiegłam ulicą w jego stronę, lecz pojazd ten, mimo iż nie poruszał się z zawrotną prędkością, był na tyle szybki, aby w porę skryć się za gęsto rosnącymi na naszym podwórzu wysokimi drzewami.

Widziałam go jednak wystarczająco długo, aby dostrzec i zapamiętać szereg szczegółów. Wyglądem przypominał kolejowy wagon towarowy, tyle że był nieco niższy i miał metaliczny brązowy kolor. Przez środek dolnej powierzchni biegło jakieś zagłębienie lub belka zakończone po obu stronach dużymi bursztynowymi światłami. Cztery inne bursztynowe światła umieszczone były w narożnikach tego prostokątnego obiektu, tak że łącznie miał on ich sześć.

Moja radość prysła w ciągu kilku sekund, podobnie jak ów pojazd. Zamiast pobiec po Caseya podjęłam, jak gdyby nic się nie stało, przerwany spacer. Kiedy wróciłam do domu, opowiedziałam mu o tej obserwacji, dodając, że nie miałam jak go zawiadomić, ponieważ pojazd zaraz odleciał. Moja naturalna ciekawość oraz podniecenie zostały chyba sztucznie stłumione i to do tego stopnia, że w ogóle nic odnotowałam tego zdarzenia w swoim dzienniku. Prawdę mówiąc, zniknęło ono zupełnie z mojej pamięci na prawie dwa tygodnie, kiedy to niespodziewanie przypomniałam sobie o nim. Doświadczywszy podobnego stanu kilkakrotnie, doszłam do przekonania, że jest mi on narzucany z zewnątrz i wskazuje na kontakt o bardzo realnym charakterze.

Wtedy nie zwróciłam jednak na to większej uwagi. Moja przyjaciółka Brenda przeżywała właśnie o wiele bardziej jawne najścia obcych istot w swoim domu i wydawały mi się one znacznie ważniejsze od tego, co od czasu do czasu przytrafiało się nam. Poza tym, jak postanowiłam wcześniej, musiałoby się wydarzyć coś naprawdę istotnego, aby przykuć moją uwagę i skłonić mnie do reakcji na kontakty z tymi istotami na poziomie osobistym.

8 stycznia 1993 roku sprawa nabrała wymiaru osobistego, gdy obudziwszy się, odkryłam, że moje ubranie zniknęło – byłam pewna, że to nie ja je zabrałam z miejsca, w którym zawsze leżało. Gdy podobne historie zdarzały mi się w przeszłości, zawsze mocno mnie to denerwowało. Odbierałam to jako naruszenie własnej intymności, któremu w żaden sposób nie mogłam zapobiec. Tak samo było i tym razem. Wzburzona zadzwoniłam rano do Brendy, aby opowiedzieć jej o tym, co mnie spotkało, ona zaś podzieliła się ze mną snem z tej samej nocy. Ja także w nim występowałam. Przyśniło się jej, że przebywała na pokładzie jakiegoś pojazdu. Leżała unieruchomiona na stole i widziała, że ja leżę na siole obok. Rozpaczliwie próbowała wyciągnąć ku mnie rękę, ale nic udało się jej. Nie pamiętałam niczego podobnego, ale to zaginione ubranie wskazywało, że w nocy coś się jednak działo. W lutym przyszła kolej na Caseya. Rankiem 17 lutego powiedział mi, że w środku nocy, 30 minut po północy, usłyszał głośne „bum”, które wyrwało go ze snu. (Zwykle to ja podrywam się na każdy dźwięk, podczas gdy on śpi w najlepsze), W śnie tym stał w salonie przy oknie i spoglądał na pobliskie pasmo wzgórz. Na niebie pojawiła się duża biała kula, która opadła ku wzgórzom. Powiedział, że obudziwszy się, natychmiast przypomniał sobie ten sen, wyskoczył z łóżka i przeszedł do salonu. I zupełnie jak we śnie stał całkowicie przytomny przy oknie i patrzył na dużą białą kulę spływająca z nieba ku wzgórzom.

– Co było potem? – spytałam, na co wzruszył jedynie ramionami.

– Chyba wróciłem do łóżka, ale szczerze mówiąc, zupełnie tego nie pamiętam. – Ton jego głosu był dziwnie obojętny, podobnie jak przedtem mój. Tym razem

postanowiłam zachować większą czujność, gdyby zdarzyło się coś jeszcze, przezwyciężyć efekt bierności i zamiast postępować zgodnie z wolą jakiejś siły z zewnątrz, zareagować w sposób, który wyda mi się najwłaściwszy.

W kwietniu także i ja miałam nocną przygodę, wprawdzie nie tak dramatyczną jak Casey, tym niemniej nie dającą się wyjaśnić. O godzinie 1.14 w nocy obudziłam się słysząc huk silników samolotu C-130 – dźwięk dobrze mi znany, gdyż nad tym terenem często odbywają loty ćwiczebne samoloty z pobliskiej bazy wojskowej. Po odgłosie sądząc, samolot ten przelatywał prosto nad naszym domem na bardzo małej wysokości. W pierwszej chwili zareagowałam irytacją na bezmyślność dowództwa, które zarządziło loty o tak niestosownej porze. Leżąc obok śpiącego w najlepsze Caseya postanowiłam zadzwonić rano do bazy i złożyć stosowną skargę. Upływały jednak sekundy, a później minuty, a huk C-130 ani trochę nie zmieniał natężenia.

„Przecież nie może wisieć nieruchomo!” – pomyślałam, mimo iż to, co słyszałam, brzmiało dokładnie jak tkwiący w jednym miejscu tuż nad domem C-130. W normalnym stanie świadomości – byłam przekonana, że w takim właśnie jestem – obudziłabym Caseya, żeby także posłuchał tego huku, ale nie zrobiłam tego. Zamiast tego sześć lub siedem minut od chwili usłyszenia tego hałasu z powrotem zapadłam w sen, nawet nie próbując walczyć z sennością.

Przez ponad rok przyjmowałam postawę, że nie przyznam, iż w moim życiu, w naszym życiu, ponownie mają miejsce kontakty z obcymi istotami, dopóki nie wydarzy się coś bardzo namacalnego. Na swój sposób modliłam się również do wszystkich sił dobra, miłości i prawdy, jakie mogą być tam, na górze, prosząc je o dwie rzeczy: aby prowadziły mnie tak, bym potrafiła rozpoznać i kierować się dobrocią, a także żeby oni komunikowali się ze mną w bardziej otwarty sposób, bez subtelności i niejasności. Błagałam o pomoc, o informację zrozumiałą jak dla dziecka, jako że tak właśnie postrzegałam swój poziom rozumienia i percepcji w kontaktach z tymi istotami. Pragnęłam zdarzenia, którego nie można by było odrzucić, zinterpretować na wiele sposobów czy też mieć wątpliwości co do jego natury.

10 maja 1993 roku moje modły zostały częściowo wysłuchane, aczkolwiek należy zachować wielką ostrożność przy ocenie wszelkich kontaktów, zanim się je w pełni zaakceptuje. Ten kontakt dokładnie odpowiadał dostarczonym przez innych wziętych opisom snu w konwencji wirtualnej rzeczywistości i był pierwszym przeżyciem, którego doświadczyłam z taką siłą.

Znajdowałam się w środku normalnego snu, kiedy zostałam nagle z niego w jakiś sposób wyrwana i stwierdziłam, że siedzę na krześle w zaciemnionym pomieszczeniu otoczona istotami, których nie wolno mi zobaczyć. Istoty te przemawiały do mnie często i wyraźnie. W czasie tego zdarzenia widziałam przed sobą niewielka scenę, która jak mi się obecnie wydaje, była raczej projekcją holograficzną niż czymś materialnym i trójwymiarowym, mimo iż wyglądała bardzo realnie. Moi „gospodarze” powiedzieli, że mam śledzić odtwarzane na niej wydarzenie.

Przedstawienie rozpoczęło się sceną z Genesis, w której Ezaw wraca do domu śmiertelnie głodny. Jego młodszy brat Jakub posilał się właśnie z napełnionej soczewicą miski i Ezaw poprosił go, aby podzielił się nią z nim. Jakub zgodził się, pod warunkiem że ten zrzecze się na jego rzecz pierworództwa, czyli praw wynikających z bycia najstarszym synem Izaaka. Usłyszałam głos Ezawa:

– Na cóż mi pierworództwo, skoro umrę z głodu. Zgadzam się przeto odstąpić je za strawę.

Potem sceneria uległa zmianie i na scenie ukazał się inny fragment historii dwóch braci. W scenie tej Izaak był bardzo stary i ślepy. Wiedział, że śmierć jest już blisko i posłał po Ezawa, gdyż pragnął położyć na nim ręce i w ten sposób uczynić go swoim spadkobiercą. Jakub owinął ramię skórą zwierzęcia, po czym podsunął je ojcu do pomacania. Izaak, dotknąwszy futra uwierzył, że ma przed sobą najstarszego syna słynącego z bujnego zarostu. Nie mając pojęcia, że został oszukany, udzielił błogosławieństwa i przekazał Jakubowi to, co wedle prawa należało się Ezawowi.

Sztuka dobiegła końca i natychmiast zaczęła się od początku. W sumie obejrzałam ją kilka razy, podczas gdy moi gospodarze dyskutowali ze mną na temat zawartego w niej przesłania. W różnych momentach zatrzymywali akcję, zupełnie jakby zatrzymywali taśmę wideo, po czym wskazywali na jakiś szczegół i wyjaśniali jego znaczenie, jego symbolikę i treści, jakie zawierał.

Powiedzieli mi, żebym nie koncentrowała się na biblijnych aspektach przedstawienia, ponieważ ich informacja nic ma nic wspólnego z samym Jakubem i Ezawem, że to przedstawienie służy jedynie jako ilustracja do tego, co te istoty robią z ludźmi, tak w przeszłości, jak i obecnie. Gospodarze kilka razy powtórzyli to przedstawienie i wskazując na pewne szczegóły, mówili: „W porządku? Spróbujmy jeszcze raz. A teraz patrz uważnie”.

Po kilku powtórkach „obudziłam się” we własnym łóżku zdumiona tym, co przed chwilą widziałam. Wstałam próbując rozpoznać naturę tego zjawiska. Zastanawiałam się, czy był to zwykły sen, czy projekcja z zewnątrz, a także nad znaczeniem oglądanych scen. W końcu położyłam się z powrotem i gdy tylko dotknęłam głowa poduszki, znowu znalazłam się na tamtym krześle na wprost sceny. Gospodarze powiedzieli, że zaczniemy od początku. Rozpoczęło się przedstawienie, któremu towarzyszyły komentarze tych istot. Kiedy już były usatysfakcjonowane, zakończyły spektakl i przekazały mi zrozumiały wykaz tego, na co winnam była zwrócić uwagę.

Ezaw, starszy i bardziej owłosiony z braci, tłumaczyły, reprezentował oryginalne ludzkie rasy, jakie zamieszkiwały pierwotnie na Ziemi. Jakub reprezentował ras? będącą efektem genetycznych manipulacji prowadzonych przez obce istoty na starszych gatunkach. Obce istoty zastąpiły tą nową rasą pierwotne.

Obecnie istoty te ponownie dokonują genetycznych zmian na przedstawicielach naszego gatunku, aby stworzyć rasę, która będzie bardziej przydatna do ich celów i nas zastąpi. Tak jak kiedyś dokona się to w wyniku oszustwa, tak jak Jakub oszukał Izaaka. Wyjaśniono mi, że obce istoty wykorzystują do tego celu zjawiska o zasięgu globalnym, w tym także procesy pogodowe, manipulując nimi w taki sposób, aby wzbudzić w nas przekonanie, że Ziemi nieustannie grożą kataklizmy i zniszczenia.

Właśnie dlatego faszerują tak wielu wziętych wizjami nadchodzącej zagłady, wmawiając im przy tym, że będą musieli w związku z tym spełnić jakąś misje. Chcą, abyśmy przestraszyli się jako gatunek nadciągającego nieszczęścia do tego stopnia, że kiedy ujawnią się i zaoferują nam pomoc, przyjęli ją z otwartymi ramionami, nawet jeśli ceną za to będzie zrzeczenie się naszego pierworództwa, czyli inaczej mówiąc, dominacji na tej planecie. Abyśmy niczym głodny Ezaw powiedzieli: „Na cóż nam pie rwo ródź two, jeśli zginiemy razem z naszą planetą? Cóż stracimy, przyjmując pomoc tych istot, nawet jeśli oznaczać to będzie zgodę na przejęcie przez nie władzy? Lepiej przeżyć pod czyimś jarzmem, niż nie żyć w ogóle”.

Moi gospodarze podkreślali, że wszystko to jest oszustwem, że naszej planecie – nawet bez ich interwencji – nie grozi żadne poważne niebezpieczeństwo. Straszliwe klęski, które dotykają nas niemal codziennie – powodzie, huragany, trzęsienia ziemi – są często potęgowane przez same te istoty, które zamierzają pojawić się następnie z ofertą wybawienia nas od „nieuniknionej” zagłady. Powtarzano mi, że nie powinniśmy im wierzyć i w żadnym wypadku rezygnować z własnej suwerenności, ponieważ właśnie wtedy będziemy naprawdę zgubieni.

To wszystko, co zapamiętałam. Rano obudziłam się bardzo zaniepokojona tym, co mi pokazano. Nie potrafię zidentyfikować źródła tego przekazu, między innymi dlatego że nie widziałam istot, które dokonały wzięcia, gdyż cały czas przebywały one w mroku poza zasięgiem mojego wzroku. Nie potrafię też wydedukować niczego na temat tego zdarzenia z moich wcześniejszych przeżyć, ponieważ tym razem przeżyłam coś zupełnie innego. Wiem tylko, że nie zostałam zabrana w jakieś inne miejsce, gdyż w trakcie tego przeżycia obudziłam się i w stanie pełnej świadomości sprawdziłam swoje otoczenie. Nie mam też żadnych wątpliwości, że w czasie tego spotkania nie byłam pogrążona w śnie. Pamiętam, że gdy siadałam na krześle, byłam tak rozbudzona, że nawet pomyślałam: „W jaki sposób potrafią mnie tak po prostu wyrwać ze snu?”

Wyglądało na to, że to przeżycie miało w pewnym stopniu zaspokoić moją prośbę o prosty, zrozumiały przekaz. Musieli potraktować moje błagania dosłownie, gdyż tym razem wiadomość została podana bardzo wyraźnie, zarówno w formie wizualnej, jak i słownej i to kilkakrotnie. Czy powinnam ją w tej sytuacji potraktować jako pochodzącą z przyjaznego źródła? I wierzyć w jej treść?

W końcu uznałam, że jedyne, co mogę zrobić, to zapamiętać tę informację

1 w miarę upływu czasu porównywać ją z zachodzącymi zdarzeniami. Już dzisiaj wiem, że część z tego, co mi powiedziano, okazało się prawdą. Obce istoty nieustannie opowiadają wziętym o nadchodzącej zagładzie bądź przemianach. W świetle licznych katastrof naturalnych, do jakich doszło w ostatnim czasie, nietrudno w coś takiego uwierzyć. Wygląda na to, że obce istoty realizują zaplanowany na wiele lat program genetyczny, o czym świadczą relacje wielu wziętych, którego celem jest stworzenie nowych ludzkich ras. Te dwa „fakty” poddaję na razie w wątpliwość, ponieważ nie natknęłam się jeszcze na przypadek, który pozwoliłby mi obiektywnie zweryfikować tę tezę.

Po tym zdarzeniu wszystko w naszym domu wróciło do normy. Spokój trwał do połowy lipca, kiedy to zaczęły niepokoić nas serie niezwykłych hałasów. Słyszeliśmy dosłownie wszystko, od wielkich plastykowych przedmiotów (oczywiście nie istniejących) grzechoczących w nasze drewniane drzwi, po buszujące w salonie ogromne niewidzialne dzięcioły. Pewnego sierpniowego wieczoru wydarzyło się coś jeszcze dziwniejszego – wraz z Caseyem doświadczyliśmy równocześnie denerwującego przeżycia: usłyszałam zadawane przezeń pytanie i odwróciłam się, aby mu odpowiedzieć, jednak ubiegł mnie sam sobie odpowiadając. Jak się później okazało, obydwoje słyszeliśmy, jak każde z nas zadaje pytanie, mimo iż żadne z nas nawet o tym nie myślało.

W sierpniu i wrześniu nasze życie przepełnione było napięciem, tak jak w roku 1988, po tym jak obce istoty wznowiły kontakty z Caseyem, których nie był on jeszcze świadom. Jego zdolność unikania konfliktów tak w pracy, jak i życiu osobistym uległa zaburzeniu, przez co każdy kontakt z innymi ludźmi kończył się dla niego stresem.

Ja również poddana byłam działaniu stresu, co przejawiało się nawrotami bezsenności oraz zaburzeniami snu. Zaczęłam robić coś, czego nigdy przedtem nie robiłam – opuszczałam łóżko i Caseya i szukałam odpoczynku gdzie indziej. Niekiedy kładłam się na kanapie, podczas gdy psy zajmowały sąsiednią; kiedy indziej owinięta w koc zapadałam w niespokojną drzemkę na łóżku gościnnym. W stanie świadomości nie odnotowaliśmy żadnych podejrzanych wydarzeń, ale ta bezsenność nie była normalna, podobnie zresztą jak i chęć przebywania z dala od Caseya.

W ciągu tych tygodni nie potrafiliśmy się dogadać. Zaczęło mnie to martwić, ponieważ nic nie wskazywało, aby ta sytuacja miała ulec w najbliższym czasie poprawie, zaś Casey nie przejawiał chęci do rozmowy o tym, co go trapiło. Biorąc pod uwagę wszystko to, co wydarzyło się w minionych miesiącach, powinnam była go zapytać, czy jego zdaniem stres nie wskazuje na istnienie zablokowanych wspomnień z nowych kontaktów. Szczerze mówiąc, bałam się to zrobić z uwagi na ryzyko konfrontacji z czymś, co wydawało mi się trudne do zniesienia bądź złowieszcze.

Tym, który pierwszy przerwał to milczenie, był Casey. Którejś nocy wracaliśmy do domu z wizyty u przyjaciół. Wokół panowała cisza, droga była pusta. Zaczął mówić po dłuższym namyśle, jego głos był poważny, ale niezbyt pewny, jak gdyby szukał sposobu, aby z jednej strony zapewnić mnie o swoim zaufaniu, z drugiej zaś przekonać się co do moich uczuć.

Opowiedział mi szczegóły z dwóch snów. Pierwszy z nich miał miejsce na początku września, ale nic mi wtedy nie powiedział. Kiedy jednak w tym samym miesiącu przyśnił mu się drugi sen, rankiem następnego dnia zapoznał mnie z nim. Pamiętam, jak mówił, ze w tyra śnie byliśmy zespołem detektywów, po czym przedstawił mi szczegóły naszego pościgu za dwójka podejrzanych. Postanowiliśmy śledzić jednego z nich, kobietę, kiedy jednak porozmawialiśmy z nią, doszliśmy do wniosku, że była niewinna, zaś cała wina spoczywa po stronie drugiego z podejrzanych.

– Myślę, że było to przesłanie o charakterze symbolicznym – powiedział mi tamtego ranka. – Uważam, że chciano mi w ten sposób powiedzieć, że podążamy właściwą drogą w naszej pracy nad wzięciami. Idziemy tropem prawdy uosobionej przez schwytaną piękną kobietę.

Podczas rozmowy w samochodzie Casey zaczął opowiadać mi o pierwszym śnie z początku września i szybko zrozumiałam, dlaczego dzielił się tymi wspomnieniami z tak wielką niechęcią.

– Coś się dzieje – powiedział – i chce ci o tym opowiedzieć. Na początku tego miesiąca miałem sen. Obudziłem się pod jego wpływem i spojrzałem na zegarek. Było około czwartej nad ranem. Pomyślałem sobie, że zostało jeszcze dużo czasu na spanie, wiec nie będę zmęczony, kiedy wstanę do pracy. Zadowolony przewróciłem się na drugi bok i na powrót zacząłem zapadać w sen, gdy nagle przypomniałem sobie, co mi się właśnie przyśniło. I wtedy spostrzegłem, że moje serce uderza szybciej niż zwykle. Przyszło mi do głowy, że musi to mieć jakiś związek z tym snem. wytężyłem wiec pamięć, aby przypomnieć sobie więcej. Przypomniałem sobie silną, ostrą woń potu i jeszcze silniejszy odór strachu. Myślę, że byłem w tym śnie nagi, podobnie jak kobieta, która emanowała strach i ból. Wyglądało na to, że zaistniała sytuacja bardzo ją złościła i wprawiała w zakłopotanie. Ja z kolei czułem złość i oszołomienie. Byłem oszołomiony tym, że jakaś siła sterując moją świadomością doprowadziła do mojego udziału w tej sytuacji i zły dlatego, że w ogóle w czymś takim uczestniczyłem. Było mi jej żal, więc objąłem ją łagodnie i próbowałem pocieszyć. Próbowałem mówić normalnym głosem, co zdawało się ją uspokajać i przywracać panowanie nad sobą, przynajmniej do pewnego stopnia. Kiedy już odzyskała spokój, obudziłem się. I natychmiast, teraz to sobie dobrze przypominam, pociągnąłem nosem, aby sprawdzić, czy nie pozostał na mnie zapach ze snu. Nie było po nim najmniejszego śladu.

– Czy rozpoznałeś tę kobietę? – spytałam. – Czy ją znasz?

– Tak – odrzekł, po czym wymienił nazwisko jakiejś znajomej, z którą nigdy nie utrzymywaliśmy kontaktów towarzyskich. – Starałem się myśleć, że to był tylko sen i że być może przechodzę tylko jakiś wstrząs psychiczny, lecz nie sądzę, aby tak było. Nie mówiłem ci o tym, bo nie chciałem cię martwić. Ale po tym drugim śnie nie mogę już dłużej milczeć.

– Dlaczego? – spytałam. – Czy było w nim coś okropnego?

– Nie, to nie był zły sen. Czy pamiętasz, jak opowiadałem ci sen, w którym byliśmy detektywami?

– Tak – odparłam, dobrze pamiętając odbytą wówczas rozmowo.

– No więc, to był właśnie tamten sen – podjął. – Opowiedziałem ci o nim przy śniadaniu, a potem wspólnie zastanawialiśmy się. czy miał on jakieś symboliczne znaczenie. Naprawdę sądziłem, że tak właśnie było. ale zmieniłem zdanie dopiero dwa dni temu.

– Dlaczego?

– Byłem na lunchu z przyjacielem. Po jego skończeniu szliśmy w stronę windy, gdy zza rogu wyszła nagle ta kobieta, cała ubrana na czarno. Była blondynką, naturalną blondynką, jej skóra pasowała do tego koloru, oczy też. Popatrzyła na mnie i zacząwszy unosić ręce, powiedziała: „Cz… cz… cześć!” – po czym zmieszała się i przeszła obok.

– Co zrobiłeś potem? – spytałam. – Czy poszedłeś za nią albo spróbowałeś porozmawiać z nią?

– Nie. Wsiedliśmy do windy, a kiedy wysiadłem na górze, odwróciłem się i popatrzyłem w dół. Wciąż tam była. Wyglądała na bardzo zdezorientowaną, lecz po chwili odeszła wolnym krokiem.

– Co to ma wspólnego z twoimi snami?

– Tamta kobieta – odparł – była tą samą, którą widziałem w śnie o detektywach. To była ona! Poznałem ją natychmiast i, przysięgam, zachowywała się tak, jakby i ona mnie poznała. Wiesz, w jaki sposób wyciąga się ręce. aby powitać dawno nie widzianego przyjaciela? Tak właśnie było wtedy. Kiedy zaczęła wyciągać do mnie ręce, chciałem zrobić to samo.

– Jak sądzisz, co się tutaj dzieje? – zapytałam. – Co to oznacza?

– Nie wiem. Myślałem, że to tylko sen, ale potem zjawiła się ta kobieta. Teraz już nie wiem, czy tamten pierwszy sen był rzeczywiście tylko snem i czy to, co się w nim działo, było złe.

– Czy w pierwszym śnie wydarzyło się coś o wyraźnie seksualnym charakterze – spytałam, mając na uwadze relacje innych wziętych.

– Nie widziałem niczego takiego – odrzekł. – Pamiętam tylko, że klęczeliśmy naprzeciw siebie, nadzy, wystraszeni i źli. Otaczał nas krąg jasnego światła, które spływało gdzieś z góry. Poza nim zalegała ciemność, zbyt gęsta, aby można było cokolwiek w niej dojrzeć. Czułem jednak, że było to bardzo duże pomieszczenie. Coś mogło się wydarzyć wcześniej lub później, ale już tego nie pamiętam.

– Co czułeś podczas tego zdarzenia?

– Nie było to nic związanego z seksem. Raczej głęboki żal, ponieważ tamta kobieta była bardzo przestraszona i cierpiąca. Jej emocje były tak intensywne, że niemal namacalne. Chciałem tylko, aby poczuła się lepiej, chciałem ją pocieszyć. Nie pamiętam. abym myślał o czymkolwiek innym. Po prostu tuliłem ją i bez przerwy uspokajałem.

– Czy widziałeś ją na jawie od czasu tamtego snu? – Tak.

– Opowiedz, jak wyglądała. Czy coś mówiła?

– Nie, nie powiedziała ani słowa. Minąłem ją na schodach, ona zaś bacznie mi się przyglądała. Chyba się nawet zarumieniła, potem odwróciła głowę i zeszła na dół. Czy mówi ci cześć, kiedy się spotykacie?

-Tak, w przeszłości odnosiła się do mnie przyjaźnie – powiedział Casey. – Nie wiem, dlaczego tak się zachowywała, chyba że to wszystko nie było w rzeczywistości snem. Ale nie mogę jej o to spytać, bo za słabo się znamy.

– I nie bardzo wiadomo, jak ją odnaleźć – dodałam, żałując że nie możemy zapytać jej, czy rzeczywiście pamięta zdarzenie ze snu Caseya.

– Nie, nigdy przedtem jej nie widziałem. Kiedy jednak patrzyliśmy na siebie, wyczułem pewną więź, bardzo silną. Spojrzałem na nią i niemal w tej samej chwili odniosłam wrażenie, że znajduję się wewnątrz jej głowy i przyglądam się sobie jej oczami. W jakiś sposób czułem też. że ona jest naprawdę dobra, że jest dobrym człowiekiem. Ona nie ponosi odpowiedzialności za to, co się wydarzyło. O ile w ogóle coś się stało.

Był to problem, któremu często musimy stawić czoło – problem realności danego zdarzenia. W niektórych relacjach dwoje ludzi niezależnie od siebie przekazuje wspomnienia z identycznego snu bądź sytuacji i w tych przypadkach uczestniczące w nich osoby mogą mieć większą pewność co do obiektywnej realności snu czy też zdarzenia. Jednak nie zawsze sprawy przybierają taki obrót. Niekiedy świadek uczestniczy w zdarzeniu z udziałem innej osoby, a realność przeżyć jest tak przekonywająca, że wierzy bez zastrzeżeń, że ta druga osoba w nim uczestniczyła, bez względu na to, jak nieprawdopodobne mogą się wydawać czas oraz miejsce zdarzenia.

Istnieje wiele dowodów potwierdzających zdolność obcych istot do manipulowania czasem i przestrzenią, toteż nie można z góry odrzucić obiektywnej realności takich przypadków. Równocześnie istnieją jednak dowody na to, że obce istoty są mistrzami iluzji, totalnej i wszechogarniającej, generowanej z zewnątrz. Kiedy wzięty znajduje się w odmiennym stanie, takie złudzenia wydają się niezwykle przekonywające dla jego kontrolowanych zmysłów.

Taką lekcję przeszli w roku 1991 Amelia, Ted i Marie, gdy doznali niezwykłego przeżycia, którego sceneria przypomina wirtualną rzeczywistość i obserwując obecnie emocje targające moim mężem mogłam się przekonać, jak mistrzowskie mogą być oszukańcze techniki stosowane przez obce istoty. Doświadczenie Amelii było samotnym lotem w rzeczywistości wirtualnej, który był zewnętrznym dziełem bądź też przejawem technologii błękitnej kuli i jej twórców. Dysponując tą wiedza, zastanawiałam się, czy sny Caseya były przeżyciami obiektywnymi czy też wirtualnymi, generowanymi za pomocą podobnej technologii. Casey wiedział jedynie, że na pewno „realne” było jego spotkanie z ową nieznajomą kobietą, z którą zetknął się twarzą w twarz na ulicy.

Doświadczenie to, podobnie jak przytoczone przeze mnie wcześniej przeżycia ośmiu kobiet, definiuje zjawisko wzięć. Jest ono złożone, fizyczne i metafizyczne, wieloznaczne, zwodnicze, niespójne, rodzące urazy, nie posiadające wyraźnie określonego celu. Rysują się wprawdzie pewne schematy oraz możliwości, jednak żadna z nich nie daje się wprost zweryfikować tak, aby każdy zgodził się z faktami, nie mówiąc już o prawdzie ogólniejszej.

Gdyby wszystko, co ja i Casey wiemy na temat dokonywanych przez obce istoty wzięć, sprowadzało się do naszych własnych doświadczeń, mielibyśmy zupełnie odmienny obraz sytuacji. I w naszej niewiedzy bylibyśmy znacznie bardziej podatni na manipulacje czy też uwarunkowania ze strony tych istot. Dopiero kiedy rozpatrzymy nasze przeżycia z uwzględnieniem szerszego kontekstu przypadków Amy, Beth i Lisy, a także przypadków tysięcy innych wziętych, zdobędziemy dostateczną wiedzę, aby poradzić sobie z osobistymi iluzjami. Jedynie odchodząc od pobożnych życzeń i uczciwie stawiając czoło faktom możemy mieć nadzieję na przeniknięcie rzeczywistości owych zdarzeń, na pogodzenie się z tym, „co jest”, niż z tym, co byśmy chcieli.”

Wzięcie Jane

Posted: Wrzesień 22, 2012 in Wzięcia
Tagi: , , ,

dr Karla Turner

Wzięcie Jane

„UFO” nr 24 (4/1995), s. 20-40

Większość ludzi, którzy mieli styczność z UFO, jest w pełni świadoma dziwnych zdarzeń, które miewają miejsce w ich życiu: dziwnych świateł, nieuzasadnionych luk w pamięci, nieznanych postaci ukazujących się nocą etc. Zjawiska te zaczynają zwykle występować już od wczesnego dzieciństwa. Często nie zdają sobie sprawy, że za tym wszystkim kryje się zjawisko UFO i obca inteligencja, niemniej wiedzą, że są lub byli świadkami tajemniczych rzeczy.

W przypadku Jane jest jednak inaczej. Jej świadoma pamięć wydarzeń, w czasie których działy się niezrozumiałe rzeczy, sięga zaledwie do roku 1992, odkąd stała się świadkiem niemal wszystkich typowych dla „wzięć” okoliczności – w ciągu dwóch lat przeżyła tyle, ile inni w ciągu całego życia. Dzięki tak świeżym wydarzeniom jest doskonałym obiektem do badań. W czasie naszego pierwszego kontaktu okazało się, że jest bardzo chętna do współpracy i bardzo chce zrozumieć tę tajemniczą siłę, która wtargnęła w jej życie.

Jane urodziła się w roku 1943; wśród jej przodków są Irlandczycy, Anglicy, Niemcy, Francuzi, Indianie Creek, Cherokee i Apacze. Jest szóstym pokoleniem rodziny na stałe osiadłej w Teksasie, w jego centralnym, pagórkowatym rejonie. Przez wiele lat była pielęgniarką, po czym musiała porzucić ten zawód z powodu artretyzmu. Pracowała także jako dziennikarka, fotograf i archiwista w firmie adwokackiej. Jest rozwiedziona i bezdzietna, mieszka w towarzystwie wielu psów w rolniczym okręgu w pobliżu dużego miasta. Jest rzeczowa, niezależna, energiczna i przepada za obserwowaniem nieba oraz muzyką, również piosenkarskimi recitalami.

Oprócz uzdolnień zawodowych posiada spore zdolności psychiczne. „Byłam poddawana regularnym badaniom przez ponad dwa lata” – twierdzi. – „Zadania przeprowadzały dwie fundacje z San Antonio… dotyczyły one możliwości psychiki”.

Wśród testów, którym ją poddano i które dały wynik pozytywny, były testy na telepatię, prekognicję, psychokinezę, postrzeganie na odległość i jasnowidzenie. Od kiedy zetknęła się z UFO, jej psychiczne zdolności uległy wzmocnieniu.

„Ostatnio moje zdolności psychiczne uległy wzmocnieniu do tego stopnia, że jest mi trudno przebywać w jakiejś grupie, nawet przez chwilę, bez uczucia, że jestem umysłowo napastowana i poniewierana”.

Te umiejętności mogą być przyczyną przebłysków pamięci, które często się jej zdarzają w stanie pełnej świadomości, a nie tylko w snach.

Jej związek ze zjawiskiem UFO nastąpił latem 1992 roku i dotyczył obserwacji z udziałem wielu świadków, po której doszło do szeregu dziwnych zdarzeń.

„Coś bardzo poważnego i do głębi przejmującego zaczęło się dziać wokół mnie począwszy od lipca 1992 roku” – napisała na początku naszej korespondencji. – „Jeśli zapytasz mnie, czy zostałam wzięta, będę zmuszona uczciwe powiedzieć, że świadomie nie pamiętam czegoś takiego, mogę jedynie wskazać swoje blizny i powiedzieć, że uważam, że coś mi się przydarzyło, lecz nie przypominam sobie co. Mam tylko przebłyski wspomnień i nie jestem pewna, czego one dotyczą”.

Podobnie do Polly [inna wzięta badana przez K. Turner – przyp. red.] i wielu innych, Jane wcale nie chciała uchodzić za wziętą ani nie pragnęła, aby jej przeżycia zostały uznane za „absolutnie rzeczywiste” przez niezależnego obserwatora. Nie wysuwała własnych teorii na temat tych przeżyć i ich związku z obcymi istotami, niemniej miała nadzieję znaleźć ich wyjaśnienie. Kiedy zdała sobie sprawę z implikacji, jakie te zdarzenia pociągają za sobą, przyjęła pozycję badacza. Zaczęła prowadzić szczegółowe notatki, które dotyczyły nie tylko obserwacji, przebłysków wspomnień, snów i dziwnych zdarzeń, ale także fizycznych i psychicznych reakcji jej organizmu. Swoje notatki przekazywała miejscowemu oddziałowi MUFON-u, a także gościła u siebie kilka grup obserwatorów nieba. Co więcej, kilkakrotnie próbowała zrobić zdjęcia UFO oraz helikopterów i niezwykłych samolotów przelatujących nad jej domem, które czasami były niestety niewidoczne.

Ten raport powstał na podstawie jej notatek oraz dodatkowych badań, z których wynika, że mamy tu do czynienia z przypadkiem „wzięcia”, którego szereg szczegółów wartych jest odnotowania.

Po pierwsze, częstotliwość jej obserwacji NOLi jest znacznie wyższa od przeciętnej i wiele z nich odbywa się w obecności innych świadków bądź jest udokumentowanych fotografiami.

Po drugie, Jane nie pamięta świadomie w całości swoich bliskich spotkań, niemniej większość jej wspomnień pochodzi z przebłysków pamięci mających częściej miejsce w stanie pełnej świadomości niż snu. Nawiasem mówiąc, jej sny są bardzo żywe i często je pamięta, ale jedynie od czasu do czasu dotyczą one obcych istot i to w zakamuflowanej formie.

Po trzecie, przeżycia Jane obejmują cały szereg telepatycznych kontaktów oraz nagłych „oświeceń” polegających na pojawianiu się w jej umyśle przekazów i informacji.

Według Jane jej związek ze zjawiskiem UFO nastąpił wraz z sierpniową obserwacją, niemniej już kilka miesięcy wcześniej wyczuwała zmianę w swoim otoczeniu. Twierdzi, że czuła, jakby ją ktoś obserwował. Rozumując w racjonalnych kategoriach, uważała, że obserwatorzy są ludźmi, w związku z czym stała się podejrzliwa i zaniepokojona. Była tak pewna istnienia niewidzialnych obserwatorów, że przez pewien czas nosiła przy sobie broń.

Potem, 12 sierpnia 1992 roku, zobaczyła w towarzystwie jeszcze jednej osoby UFO i jej poczucie realności zaczęło się zacierać.

– Był okres przelotu w pobliżu Ziemi roju perseidów – powiedziała Jane. – Moja mama nigdy dotąd nie widziała żadnego meteorytu. Postanowiłyśmy wstać wcześnie, o czwartej rano, kiedy rój znajduje się nad horyzontem, aby mieć dobry widok. Wielu meteorów nie zobaczyłyśmy, lecz mimo rozczarowania pozostałyśmy na swoim stanowisku obserwacyjnym. Około 5.30 dostrzegłam białe jaskrawe światło wykonujące dziwne ruchy nad naszymi głowami. Zwróciłam na nie uwagę mamy i wspólnie oglądałyśmy jego spektakularny pokaz. Po chwili dołączyło do niego drugie światło i obserwowałyśmy je przez około 15 minut, aż do świtu. Zarówno mama, jak i ja byłyśmy poruszone tym, co zobaczyłyśmy i rozmawiałyśmy na ten temat przez cały dzień.

Światła były okrągłe i białe, jedno z nich jaśniejsze i nie wydawały żadnego dźwięku. Pierwsze podskakiwało cały czas wykonując ósemki i figury w kształcie litery „L”. Kiedy ukazało się drugie, większe, oba zbliżyły się szybko do sobie. Pierwsze z nich zamarło w bezruchu, drugie zaś je okrążało. Następnie oba wykonały cały szereg szybkich ruchów – jak dwie muchy latające wokół siebie” – po czym rozdzieliły się na chwilę i każde z nich zaczęło wykonywać samodzielne manewry, dopóki drugie z nich nie zniknęło w zachodniej części nieba. Pierwsze pozostało w polu widzenia i wyczyniało najróżniejsze ruchy, dopóki nie przyćmił go blask wschodzącego słońca.

Jane była bardzo podekscytowana tym zdarzeniem i zastanawiała się nad nim przez kilka dni, lecz potem, jak mi powiedziała, „Codzienność wzięła górę i sprawa zeszła na drugi plan aż do pierwszego września”. Tego dnia właśnie przyjechała do niej siostra i kiedy Jane powiedziała jej, że nietoperze przylatują łowić owady kręcące się wokół światła palącego się na zewnątrz domu, obie wyszły, aby to obejrzeć.

– Było prawie ciemno i nietoperze już polowały – powiedziała Jane. – Nagle zauważyłyśmy bardzo jasne białe światło zbliżające się na niskiej wysokości z zachodu. Przeleciało bezszelestnie prosto nad nami, skręciło na południowy wschód i oddaliwszy się od nas na pewną odległość, zgasło. Nie widziałyśmy wewnątrz niego jakiegokolwiek kształtu. Tej nocy widziałyśmy jeszcze trzy inne światła wykonujące niesamowite manewry.

Ta druga obserwacja z niesamowitymi manewrami w powietrzu naprawdę zaintrygowała Jane. Po przeczytaniu artykułu w czasopiśmie zadzwoniła do miejscowego oddziału MUFON-u, którego numer się w nim znajdował. Następnie spotkała się z jego członkami i otrzymała do wypełnienia odpowiedni kwestionariusz zgłoszeniowy. Wkrótce potem wstąpiła do tej organizacji i zaczęła czytać różne publikacje na temat UFO.

Z przeczytanych artykułów i książek dowiedziała się nie tylko o obserwacjach UFO, ale również o „wzięciach”.

– To właśnie te lektury pomogły mi uświadomić sobie, że być może coś takiego dzieje się ze mną – powiedziała. – Wiele dziwnych rzeczy, o których przeczytałam, zdarzyło się również mnie. Dopiero trzeciego listopada postanowiłam spisać listę wszystkich dziwnych rzeczy, które przytrafiły się mi od lipca. Ta lista zatrwożyła mnie, ponieważ zdałam sobie wówczas sprawę, że w moim przypadku wystąpił cały szereg klasycznych objawów. Byłam w tym momencie głęboko przekonana, że coś się wydarzyło.

Jedna rzecz z tej listy była szczególnie podejrzana – dotyczyła ona luki w czasie, Planując wspólny wyjazd ze swoją przyjaciółką Brendą do miasta w celu posłuchania muzyki w wykonaniu ich przyjaciół występujących w zespole, Jane wyjechała z domu 30 października tuż przed siódmą wieczorem – miała przed sobą piętnaście minut jazdy.

„Zaledwie oddaliłam się od domu” – napisała – „kiedy z naprzeciwka nadleciała sowa. Przestraszyłam się, że uderzy w przednią szybę samochodu, ale w ostatniej chwili zmieniła kurs i przeleciała gładko nad samochodem nie dotykając go. Nigdy wcześniej nie przydarzyło mi się coś takiego i byłam zadowolona, ze nic się nie stało. Jechałam dalej i niedługo potem zatrzymałam się przed domem Brendy, która wyszła przedeń i z niepokojem zapytała, czy nie stało mi się nic złego. Odrzekłam, pytając: ‚Nie, a czemu niby miałoby się stać?’ Wówczas dowiedziałam się od niej, że się spóźniłam, że dzwoniła do mnie i zostawiła mi wiadomość na automatycznej sekretarce. Moje spóźnienie zaniepokoiło ją, ponieważ zwykle przychodzę przed czasem. Tym razem spóźniłam tak bardzo, że zaczęła przypuszczać, iż miałam kraksę lub coś w tym rodzaju. Bardzo zdziwiłam się, kiedy okazało się, że jest już 7.50. Nie potrafię tego w żaden sposób wytłumaczyć, ponieważ powinnam być u niej o 7.10, a najpóźniej o 7.15.

Cała sprawa nie miała sensu. Jane wielokrotnie analizowała przebieg zdarzeń i w żaden sposób nie mogła znaleźć powodu swojego trzydziesto-, czterdziestopięciominutowego spóźnienia.

– Coś było jednak nie tak – stwierdziła. – Wydaje mi się, że to działało na moją podświadomość, ponieważ trzy dni później spisałam wszystkie tajemnicze zdarzenia, które miały miejsce od lipca.

Dziesięć dni później Jane zaczęła prowadzić rejestr codziennych wydarzeń. Tego dnia obudziła się krwawiąc z nosa, z bolącym gardłem i ogromnymi siniakami na rękach, nie mając pojęcia, co jest przyczyną tych wszystkich dolegliwości. Nie przypominała sobie niczego nadzwyczajnego, z wyjątkiem mglistego odczucia jakiegoś działania. Wiele z niezwykłości, które odnotowała na swojej liście, było zbyt niejasnych, aby mogły stanowić dowód wzięcia lub innego oddziaływania obcych istot na jej życie. Jedyną realną rzeczą, która wyraźnie na to wskazywała, były jej powtarzające się obserwacje NOLi.

Kolejna została nawet poprzedzona swego rodzaju zapowiedzią. l grudnia o godzinie trzeciej po południu Jane doznała nagle jakby objawienia, które zawierało wyraźną zapowiedź mówiącą, że tej nocy ukażą się NOLe, które będzie mogła sfotografować. Poinstruowano ją, aby wyczyściła obiektyw i włożyła do aparatu nowe baterie. „Wezmę swój aparat fotograficzny, a oni dadzą mi znak” – zanotowała w swoim dzienniku. – „Czuję to bardzo wyraźnie”. O 5.30 była gotowa; była wyposażona w statyw, lornetkę, aparat fotograficzny i ciepłe ubranie. NOL ukazał się o 6.30 i Jane pospiesznie wykonała 5 zdjęć. Jedno z nich wyszło bardzo dobrze i przedstawiało duże, pojedyncze światło, którego tylna część zdawała się być szersza od przedniej. Zdjęcie nie było aż tak dobre, jak się spodziewała, lecz na tyle dobre, aby umocnić w niej chęć wykonania następnych, jako że ów NOL zaczął ukazywać się dość często. Ostatecznie, po spełnieniu telepatycznego przyrzeczenia, Jane nie miała już wątpliwości, że tajemnicze zjawisko w postaci świateł na niebie nie było przypadkowe. Uznała, że ma ono jakiś związek z jej osobą.

Kiedy nazajutrz, 2 grudnia, wróciła do domu z lekcji śpiewu wyczuła w powietrzu wypełniający jej mieszkanie obcy, trudny do określenia zapach. Opisała go jako: „kwaśny, silny, ciężki, ostry, szczypiący i wyrazisty” – niepodobny do zapachów pochodzenia kuchennego ani dymu, niepodobny do niczego, co znała. Nigdy nie udało jej się zlokalizować jego źródła.

Tej nocy widziała kolejne niezwykle światło. Tym razem nie unosiło się wysoko w powietrzu, lecz tuż nad ziemią i blisko jej domu. Właśnie minęła północ i dopiero co zgasiła światło przed zaśnięciem.

– Leżałam spokojnie na plecach i myślałam – powiedziała – ale oczy miałam otwarte. Wkrótce tuż za drzewami zobaczyłam błyskające niebieskie światło. Znajdowało się na wysokości wierzchołka mojego cedru. Po chwili opuściło się na wysokość poprzeczki w oknie. Okoliczne psy z wyjątkiem moich, które leżały uśpione, zaczęły warczeć. Pomyślałam wówczas: „Są tu!” Poczułam mrowienie na całym ciele i jakieś dziwne uczucie w brzuchu. Patrzyłam i nic nie widziałam – przez kilka minut. Potem zobaczyłam „błysk żarówki” na prawo, a następnie na lewo od okna.

Rysunek, który wykonała, przedstawia przerywane światło opadające ruchem spiralnym i przemieszczające się od jednej strony okna do drugiej.

Jane, o dziwo, nie wstała, aby sprawdzić, co się dzieje. Zamiast tego z miejsca zasnęła.

„Jęczałam, obserwując, co się dzieje i po chwili już spałam” – zanotowała w swoim dzienniku. – „Sądzę, że się przestraszyłam”.

Dwie i pół godziny później, o 3.40 nad ranem 3 grudnia, obudziła się, czując się rześka, jakby w ogóle nie spała i nie zasnęła już do rana. O szóstej rano przypadkowo spojrzała na swoje plecy i ze zdumieniem zobaczyła, że na lewej łopatce ma dwa świeże zadrapania oraz zadrapanie i pręgę na prawej. W dzień stwierdziła, że ma trudności z rozróżnianiem strony lewej i prawej, coś, co się jej nigdy przedtem nie zdarzyło. Trwało to, jak również prawie całkowita utrata chwilowej pamięci, pełne dwa tygodnie.

O 7.15 domem wstrząsnęły i wprawiły go w wibracje głośne dźwięki pochodzące z helikoptera. Leciał w kierunku południowym, zwolnił na chwilę przelatując obok jej domu, po czym poleciał dalej kontynuując swój lot. Jego obecność zdziwiła Jane, gdyż od dłuższego czasu nie widziała żadnego, mimo iż po pierwszej jej obserwacji dość często latały wokół jej domu. Uznała, że jego przybycie ma związek z obserwacją UFO, gdyż przyleciał zaledwie kilka godzin po niej. Zastanawiała się, czy nie przesadza łącząc te dwie sprawy, czy stale rosnący stan podniecenia, dezorientacji i lęku, w jakim się znajdowała, nie zaciemnia jasności jej myśli. Jej podenerwowanie utrzymało się jednak, mimo iż próbowała to wszystko wyjaśnić sobie.

„To błyskające światło wywołuje we mnie uczucie lęku, ponieważ nie towarzyszył mu dźwięk” – zanotowała w swoim dzienniku. – „Było za blisko, aby nie było go słychać, jeśli był to samolot lub helikopter. To było bezgłośne światło”.

Ciche światło poprzedzone nieznanym, drażniącym nos zapachem, a następnie nagła utrata świadomości połączona z niewytłumaczalnymi zadrapaniami na ciele i utratą orientacji przestrzennej. Jedynym, czego w tym brakowało, były wspomnienia zaistniałych zdarzeń.

4 grudnia wieczorem Jane odkryła jeszcze jedno niewytłumaczalne uszkodzenie ciała – siniak wielkości ćwierćdolarówki na prawej ręce. Przyglądając się swojemu ciału zauważyła ponadto zmianę w znakach występujących na jej przedramieniu. Poprzednio były tam dwa koła i dwie linie w kształcie litery „V”, a teraz doszła jeszcze „linia przecięcia” połączona z większym kołem, jak również mała czerwona plamka w pobliżu drugiego koła.

W końcowych linijkach zapisu w dzienniku z tego dnia napisała intrygujące zdanie: „Poczułam się lepiej po rozmowie z S… L… i ja śmiałam się przez cały wieczór. Potrzebowałam tego. Czuję się dobrze, podbudowana. Już się ich tak nie boję. Czuję, że dużo rzeczy zostało połączonych w moim umyśle”.

Dwa dni później odnotowała dziwny sen, który miała między jedenastą wieczorem, kiedy położyła się do łóżka, a pierwszą trzydzieści, kiedy się obudziła. Na pierwszy rzut oka nic nie wskazywało, że był on w jakiś sposób związany z poprzednimi zdarzeniami, lecz szczegółowa jego analiza wskazuje na możliwość wystąpienia kamuflażowych wspomnień lub kamuflażowego zdarzenia.

„Do mojego domu przybyła grupa kobiet na przyjęcie ‚urodzinowe'” – zanotowała w swoim dzienniku. – „Wydawały mi się znajome z ‚rzeczywistego życia’, lecz nie mogłam przypomnieć sobie żadnej z nich. Były bardzo zdeterminowane i ukierunkowane w swoim działaniu. Robiłyśmy coś (nie pamiętam co) w małym domku. Większość czasu spędziłam w ‚sypialni’. Po jakimś czasie zaczęłam się z nimi nie zgadzać i zostałam przez nie odepchnięta. Jedną z nich znałam lepiej, była to ich przywódczyni. Były tego samego wzrostu co ja. Nie przypominam sobie słów, które zostały wypowiedziane. W jednej kwestii zdecydowanie nie zgadzałam się z nimi i doszło nawet między nami do szarpaniny. Zostawiły mnie w sypialni i naradzały się w kuchni. W końcu wyszły i stwierdziły, że czas na nie. Zaczęły wychodzić całą grupą i zrobiło mi się przykro. Poprosiłam je, aby przemyślały to jeszcze raz, ale nie zgodziły się. Wyglądały na zakłopotane. Przyglądałam się ze smutkiem, ale i z ulgą, jak wychodzą. Wszystkie rozmowy przebiegały między mną i ich przywódczynią”.

Wiele słów Jane zamknęła w cudzysłowy, jak gdyby chciała podkreślić, że ich znaczenie nie było dosłowne. Chodzi tu o takie słowa, jak „urodzinowe”, „rzeczywiste życie” i „sypialnia”. Czyżby znaczyło to, że celem odwiedzin tych kobiet nie były jej urodziny, że mogła je znać z przeżyć nie będących częścią jej normalnego życia i że sypialnia nie była normalną sypialnią?

Celem grupy nie była zabawa, był on raczej ukierunkowany i cichy. Nikt nie mówił z wyjątkiem przywódczyni, co jest bardzo dziwne w przypadku grupy towarzyskiej, zwłaszcza kobiet. Jane nie przypomina sobie, co robiła wraz z grupą w sypialni i dlaczego zaczęła się z nimi nie zgadzać, a nawet się im przeciwstawiać. Z całą pewnością nie było to przyjęcie urodzinowe. Na koniec jej uczucia, w chwili gdy grupa opuszczała dom, były dziwnie mieszane.

Jeśli tych gości, przebieg ich wizyty i związane z tym emocje przełoży się na język „wzięć”, paralela staje się oczywista. Przybywa grupa trudnych do zidentyfikowania gości i zaczyna oddziaływać na człowieka. Odbywa się to w małym pomieszczeniu. Oddziaływanie grupy nie odpowiada człowiekowi i stawia on im opór. Jedynie jedna osoba z grupy, jej przywódca, rozmawia z człowiekiem. Kiedy goście odchodzą, człowiek odczuwa mieszane uczucia i nie potrafi przypomnieć sobie szczegółów ich oddziaływania.

Zakładając powyższe paralele należy przypuszczać, że te senne obrazy stanowią kamuflaż rzeczywistych zdarzeń, które miały miejsce w czasie jej wzięcia. Pięć dni później, 5 grudnia, Jane miała w stanie pełnej świadomości silne odczucie, że odwiedzili ją nieznani goście. Po obudzeniu się około 5.30 z rana zdała sobie sprawę, że na dole w saloniku słyszy „głosy i delikatną muzykę”. Kiedy zaczęła się temu przysłuchiwać ze zdziwieniem, nagle wszystko ucichło.

„Wówczas usłyszałam, że ktoś odchodzi od łóżka w kierunku schodów, a następnie schodzi na dół” – napisała. – „Dźwięk przypominał głośne ‚ocieranie się jeansów pomiędzy udami mężczyzny’. Przysłuchiwałam się przez chwilę i nagle zauważyłam czarny kontur męskiej postaci przemykającej za oknem. Sylwetkę otaczała delikatna poświata. Był wysoki i śpieszył się. Widziałam go tylko przez moment, zanim znikł. Strach sparaliżował mnie. Usiłowałam sięgnąć po broń, ale nie mogłam się poruszyć. Starałam się bardzo, ale nie udało mi się nawet drgnąć. Wtedy spojrzałam w okno i okazało się, że już mogę się poruszać, że wszystko jest w porządku.

Ta „wizyta” kończyła całą serię zdarzeń, które zaczęły się od obserwacji bezgłośnego niebieskiego światła w pobliżu domu Jane. Nadal mają miejsce obserwacje NOLi. Jednak nie zawsze towarzyszą im dziwne działania. Na przykład nocą 9 stycznia 1993 roku zauważyła dwa światła przesuwające się wzdłuż zadaszonej ścieżki, zaś 10 kwietnia trzy światła poruszające się w odwrotnym kierunku.

„Światła stopniowo rozjaśniały się, przesuwały powoli i następnie gasły lub znikały” – zanotowała w swoim dzienniku. – „Widziałam dwa jasne, złociste meteory oraz potężny błysk poprzez drzewa na południowy zachód od mojego domu. Zdaje się, że w lesie”.

16 maja Jane ponownie dokonała niezwykłej obserwacji UFO, której świadkiem była nie tylko jej matka przebywająca u niej w tym czasie z wizytą, ale również wielu innych ludzi znajdujących się na terenie położonym wokół dużego jeziora. Tego wieczoru zadzwoniła do niej jedna z członkiń miejscowego oddziału MUFON i poinformowała ją, że otrzymała doniesienie o trójkątnym NOLu zaobserwowanym w pobliżu miejsca jej zamieszkania. Poprosiła Jane, aby wyszła na dwór i sprawdziła, czy zostały po nim jakieś ślady.

Jane bezzwłocznie wybiegła na zewnątrz i dostrzegła światło na niebie po stronie jeziora. Obracało się lub zmieniało kolory z czerwonego, na zielony, bursztynowy lub biały. Jej matka wyszła na dwór za nią i przez około 10 minut obserwowała obiekt, który unosił się w powietrzu, zanim odleciał na północ.

Uwaga Jane została na kilka minut odwrócona przez jej matkę i kiedy obróciła się ponownie, aby kontynuować obserwację, światła już nie było. Rozczarowana stała przez kilka minut z nadzieją, że światło wróci i będzie mogła kontynuować obserwację i wkrótce ku jej zdziwieniu trójkątny pojazd rzeczywiście wrócił. Przeleciał ze świstem powietrza nisko nad głowami wydając ciche buczenie. Tym razem światła miały różne kolory, cztery białe na bokach, duże białe z przodu i jedno mrugające czerwone.

Przelot ten widziało wiele osób. Miejscowy tygodnik zamieścił opis tego zdarzenia na pierwszej stronie w numerze z 20 maja. UFO opisano jako „w kolorach tęczy”, zaś czas obserwacji na godzinę 9.00-10.00 wieczorem. Parę godzin później ten sam lub inny NOL wrócił, ponieważ około północy do policji napłynęły doniesienia mówiące o obiekcie z pomarańczowymi, białymi i niebieskimi światłami, który opadł ku ziemi, a być może nawet wylądował na polu. Wszystko, co widziała Jane, widzieli również inni ludzie, co rozwiało jej wątpliwości co do realności jej obserwacji.

Nie mogła już dłużej ignorować dziwnych zdarzeń, które wystąpiły od momentu jej pierwszej obserwacji UFO w lecie 1992 roku. Ich spis czyta się jak rejestr przypadków „wzięć”. Po pierwsze, widziała niezwykłe manewrujące światła na niebie, a od czasu do czasu była świadkiem bliższych, bardziej osobistych pokazów. Czasami znajdowały się one w pobliskim lesie, a czasami dużo bliżej, jak na przykład w przypadku dwóch jasnych świateł, które „przemknęły” między nią i jej przyjaciółką, z którą obserwowała razem niebo.

Po drugie, była świadkiem dziwnych zakłóceń elektrycznych, takich jak nagłe, samoistne włączanie się radia, wyłączanie się telewizora, włączanie się popsutego światła na suficie, które od pięciu miesięcy nie działało. Miała również cały szereg dziwacznych telefonów. Kiedy podnosiła słuchawkę, nikt się nie odzywał – cały szereg podejrzanych telefonów, które miały wyglądać jak pomyłka numeru, poza tym bardzo dziwnie zachowywała się jej automatyczna sekretarka. Co więcej, stwierdziła występowanie w swojej pamięci luk w czasie. Po trzecie, w domu rozlegały się niewytłumaczalne dźwięki, które nigdy przedtem nie występowały – głośne stukoty, świsty i nietypowe trzaski, również buczenie i brzęczenie, a od czasu do czasu niezwykłe tykanie. Nad domem zaczęły przelatywać, o niezwykłych porach dnia i nocy helikoptery. Kiedy Jane powiadomiła o tym miejscową grupę badań UFO, schemat tych wydarzeń zmienił się na pewien czas i zamiast helikopterów zaczęła widywać różne buczące samoloty przelatujące nad jej posiadłością, z których część była niewidoczna.

Jane wielokrotnie budziła się w majtkach włożonych na lewą stronę, mimo iż była pewna, że przed snem miała je założone prawidłowo i nie zdejmowała ich w nocy. Raz nawet obudziła się w nocnej koszuli włożonej na lewą stronę. Znajdowała krew na poduszce, czasami w uchu i nosie, bez żadnych śladów ran lub zadrapań, które by to uzasadniały.

Kiedy indziej doznawała również drobnych, niewytłumaczalnych uszkodzeń ciała.

– Miałam cały szereg dziwnych, nieznanego pochodzenia siniaków na nogach i ramionach — powiedziała mi w rozmowie – oraz dziwne zadrapania na plecach. W tej chwili mam siniaka pod prawym okiem, którego nie było tam wczoraj, oraz małe okrągłe siniaki na wewnętrznej stronie prawego uda.

Miała również cały szereg śladów po „ukłuciach” w różnych miejscach ciała, w tym również zgrupowanych w jednym miejscu w ustach i na piersi. Czasami pojawiały się po domniemanym „wzięciu” lub dziwnym śnie, ale nie zawsze, zwykle występowało ich jednorazowo niewiele. Pewnego razu jednak, po dziennej obserwacji Szaraka, Jane odkryła na swoim ciele liczne ślady.

„Widziałam Szaraka wchodzącego przez drzwi, za którymi znajdowało się światło” – zanotowała w swoim dzienniku, – „Nie bałam się. Czekałam w ciemnym pokoju. Światło z tyłu podświetlało jego sylwetkę. Zdaje się, że nie miał łokci. Podniósł ramię do góry i [zamiast zgiąć się w łokciu] wyginęło się ono na kształt litery „S”. Bez użycia łokcia. Dłonie miał ukryte pod jakąś osłoną. Zdawał się mieć bardzo wiotką szyję. Całe jego ciało było wiotkie, szczupłe, delikatne i wyglądało na kruche; miało szarawy kolor, o ile dobrze zauważyłam”.

Jane nie przypomina sobie, aby coś się działo, a jedynie to, że widziała Szaraka. Tego samego dnia odkryła jednak dużo nowych śladów na całym ciele – od łydek aż po ramiona. Razem z przyjaciółką naliczyła i sfotografowała dziesięć zadrapań, trzynaście siniaków, pięć zaczerwienionych obszarów, dwa ukłucia oraz równoboczny trójkąt utworzony przez trzy kropki. Wszystkie te ślady musiały być świeże, ponieważ osiem równoległych pręg, które miała na barkach, znikło w ciągu wczesnych godzin porannych.

Dla Jane obserwacje UFO oraz fizyczne obrażenia ciała stały się konkretnym i przekonywającym dowodem, były czymś, co dało się sfotografować i można było użyć w celu wykazania, że w jej życiu dzieje się coś niezwykłego. Nie miała jednak zdjęć załogantów UFO, jak również tego kogoś lub czegoś, co zrobiło te wszystkie znaki na jej ciele. To, czym dysponowała, to jedynie przebłyski pamięci, nagłe, występujące w stanie pełnej świadomości „objawienia”, w których widziała obce istoty. Były to krótkie i niekompletne sceny, które wskazywały na istnienie znacznie większej ilości zdarzeń.

Pewnego razu „zobaczyła” nagle siebie leżącą na plecach w gęstej i ciemnej atmosferze.

– Pode mną są małe ręce – powiedziała – i przesuwam się gładko w powietrzu.

Wpadła w panikę, nie potrafiąc się zdobyć na jakąkolwiek reakcję i wtedy obraz zniknął z jej pamięci. Innym razem Jane ujrzała siebie w towarzystwie czterech obcych istot, które gdzieś ją niosły i którym stawiała opór. Pamięta również, że poinformowano ją o jakimś zagrażającym jej niebezpieczeństwie.

W jednym z przebłysków pamięci widziała siebie na stole z czterema Szarakami wokół siebie. Jeden z nich manipulował małym sześciennym pudełkiem, z którego wychodziły przewody biegnące w górę, gdzie łączyły się z sufitem.

Inna scena dotyczyła obcych istot pobierających próbki jej paznokci, które, jak jej telepatycznie wyjaśniono, miały posłużyć do „testu na skażenie”.

Dwie sceny pochodzące z przebłysków pamięci dotyczyły wydarzeń, które rozegrały się w okrągłym pomieszczeniu. W pierwszym z nich Jane dostrzegła białe biurko o zakrzywionych kształtach, wokół którego siedziało siedem istot o długich włosach ubranych w białe szaty. Istota znajdująca się w środku trzymała przed twarzą jasno oświetloną kulę, rysy twarzy pozostałych istot były bardzo niewyraźne.

Drugie wydarzenie – telepatyczny przekaz – nadszedł nagle po usłyszeniu przez Jane niesamowitego buczenia dochodzącego z werandy. Do jej umysłu została przekazana scena przedstawiająca skromnie umeblowane i oświetlone cytrynowym światłem pomieszczenie wewnątrz pojazdu, w którym znajdowały się trzy Szaraki, z których jeden był ubrany w długą szatę, a drugi krzątał się przy czymś, co wyglądało jak umieszczona na ścianie tablica rozdzielcza.

Jane zaczęła odbierać telepatycznie przekaz. Usłyszała powtarzane słowo: uaktywnić, uaktywnić, uaktywnić – po czym nastąpiło wywoływanie nazw poszczególnych miast i regionów w Teksasie, łącznie z Panhandle, Big Bend, Gonzales, Liano i pograniczem Luizjany i Teksasu. W czasie gdy obrazy przesuwały się w jej mózgu, buczenie na werandzie wzmogło się przeszywając ją do głębi. Jeden z Szaraków obrócił się, jakby chciał spojrzeć na Jane. Jego twarz wyrażała „rodzicielskie rozbawienie”.

Niektóre z jej snów, jak już zauważyliśmy, zawierały sceny i informacje, które można wiązać z działalnością obcych istot, mimo iż miały one charakter kamuflażu. Kilka jej snów na temat zbliżających się katastrof oraz NOLi lądujących w celu dokonania inwazji, śledzenia bądź ratowania ludzi należy do typowych, jakie śnią wzięci. Często śni również o telekinezie i lewitacji, a także dziwnych ludzkich twarzach znajdujących się blisko jej własnej.

Sen, który zrobił na niej największe wrażenie, śnił się jej nad ranem 31 grudnia 1992 roku i jak to ma miejsce w przypadku „snów” innych wziętych, okazał się odbiciem rzeczywistego wydarzenia. Początkowe słowa zapisane przez nią tego dnia w dzienniku mówią o nowym śladzie, który odkryła na swoim ciele o godzinie 8.30 rano. Była to prosta „rowkowata” linia o długości około 4 centymetrów usytuowana na skórze w dolnej części kości goleniowej niedaleko kostki. Dalej następował opis snu:

„Między trzecią a piątą piętnaście miałam wyraźny sen z niezwykłymi efektami dźwiękowymi i obrazami. Śniło mi się, że spaceruję na dworze, kiedy nagle dobiegło mnie niezwykłe buczenie. Dźwięk był głośny, przykuwający uwagę, przenikający całe ciało, do tego stopnia, że aż poczułam się ‚umysłowo odizolowana’. Wdzierał się w moją ‚normalną’ świadomość… potężny dźwięk. Spojrzałam w górę i ujrzałam ogromny, szary, metalowy [podobny do spodka] statek kosmiczny opadający spomiędzy chmur na prawo ode mnie. Usiadłam ze skrzyżowanymi nogami na ‚kopcu’, kiedy opadał na ziemię. Kiedy spojrzałam na niego, zamienił się w kulę na czterech podporach pokrytych dziwnymi znakami. Niedługo potem wzniósł się w powietrze i zataczając łuk przeleciał przede mną na moją lewą stronę. Krzyknęłam: ‚Halo, halo’ – i wówczas zanurkował w moją stronę, aby mi się przyjrzeć. Jego pole siłowe było niezwykle silne, ponieważ pchało mnie, napierało na moje ciało, spychając mnie z kopca. Poprosiłam, aby ‚oddalił się, ponieważ nie mogę utrzymać równowagi, lecz zamiast tego zajął miejsce na wprost mnie. Zaczęłam spadać. ‚Nie pozwólcie mi spaść, nie pozwólcie mi spaść’ – błagałam. Poczułam, że pochwycił mnie i że tracę przytomność. W tym momencie sen się urwał. Obudziłam się o 5.15 rano ciężko oddychając. Wciąż słyszałam ten potężny dźwięk. Nigdy go nie zapomnę i tego wrażenia, jakie na mnie wywarł. Nie wiem skąd, ale miałam pewność, że wydają właśnie taki odgłos. Ten sen wydawał się być rzeczywistością, był bardziej realny, niż bym chciała. Nigdy nie miałam podobnego snu! Nigdy tak wyraźnego”.

Siedem miesięcy później Jane zdecydowała się poddać regresji hipnotycznej w celu zbadania niektórych jej dziwnych wspomnień i przeżyć. W czasie pierwszej sesji zbadano dawno zapomniane przeżycie z okresu dzieciństwa, a podczas drugiej sen o UFO.

Kiedy została wprowadzona w trans, opisany przez nią początek „snu” okazał się inny od tego, który pamiętała. Stwierdziła, że była w łóżku, ale wstała i wyszła na zewnątrz, ponieważ dźwięk był tak potężny, że drażnił jej uszy.

– A potem wracam i siadam na łóżku – powiedziała. — Siedzę ze skrzyżowanymi nogami, a on opuszcza się w pokoju. Ten dźwięk, to coś rzeczywistego. Opanował mnie. Wibracje.

Kiedy zapytano ją, w jaki sposób kula dostała się do pokoju, zaczęła płakać i opisała zupełnie inną scenę.

– Stoją przede mną – powiedziała, opisując grupę mężczyzn o ludzkim wyglądzie. –Są bardzo wysocy i ubrani na biało. Przyglądają się, jak reaguję. Stoję boso na zimnej, błyszczącej podłodze. Dźwięk wnika do mojej klatki piersiowej, wibrujący dźwięk, który wytwarzają. Wpatrują się we mnie z uwagą. Są wysocy i bladzi.

Kiedy hipnotyzer zapytał, czy ich zna i czy są jej przyjaciółmi, odrzekła:

– Nie są wrogami. Rozmawiają, mówią mi, że ich energia wchodzi w to [w ten wibrujący dźwięk]. Że jestem pomazańcem. Żebym zachowała wiarę bez względu na to, jak ciężkie czasy nadejdą. Że nastaną czasy, kiedy będę bardzo potrzebowała osłony, aby się uchronić. Ale muszę się nauczyć pomóc ją zbudować. Że nawet najmocniejsza osłona nie ochroni mnie od wszystkiego i że dobrze byłoby, gdybym przynajmniej spróbowała… Że od czasu do czasu będę się bała i że ten strach będzie przejściowy i że tak naprawdę nic mi się nie stanie… Och – westchnęła głośno – muszę teraz przejść do innego pomieszczenia! Te drzwi śmiesznie się otwierają i znikają. Ten pokój jest taki jasny!

Jane opisała następnie jasny „pokój wykonany ze światła”, który sprawiał wrażenie „kokonu”. Kiedy usiadła, jeden z wysokich, bladych mężczyzn zaczął ją badać. Miał jasne włosy, podczas gdy inni w różnych kolorach przywodzących na myśl precjoza. Rozmawiali telepatycznie o rzeczach, które „zna”, ale które nie są dostępne dla jej świadomości. Powiedział jej, że ta wiedza „dotrze” do niej, kiedy będzie na nią „gotowa” i wyjaśnił, że „wszelka energia musi być budowana i wzmacniana, zanim będzie mogła oprzeć się temu wszystkiemu. Musi być ukierunkowana, aby mogła pokonywać trudności i nieść zrozumienie, co nie jest łatwe, ponieważ w każdym z nas tkwią zgęstki oporu”.

Zapytana, czy ta niespodziewana sceneria jest w jakiś sposób związana ze snem o UFO i zdarzeniem na kopcu w pustynnym terenie, od opisu których rozpoczęła się sesja regresji hipnotycznej, Jane odrzekła, że tak, jednak nie potrafiła dokładnie wyjaśnić tego związku.

– Ten zamarkowany świat jest odzwierciedleniem rzeczywistości – powiedziała. – Jego różne subtelne odcienie pokazują, jak mogą się one wzajemnie przenikać tworząc całość, a jednocześnie zachowywać odrębność. To jest miejsce, które jest jednocześnie reprezentacją i symbolem. Jest w zasięgu naszej ręki. Możemy go dosięgnąć. Udałam się tam z pomocą.

Jane opisała tego NOLa jako urządzenie dokonujące jej „obserwacji”.

– Moja zdolność przełamywania transu oraz zdolność mowy pokazały moją siłę i byli z tego zadowoleni – powiedziała. – [Te wysokie istoty] przybyły, aby mnie eskortować w drodze stamtąd, ponieważ wykazałam, że potrafię być wystarczająco silna.

– Czy będąc w tym kamuflażowym śnie czułaś, że jesteś w swoim ciele fizycznym? – zapytał hipnotyzer, na co Jane odpowiedziała twierdząco. – Gdyby ktoś przyszedł do twojego domu i zajrzał do środka – dociekał hipnotyzer – wówczas nie byłoby cię tam w twojej fizycznej postaci?

– Nie wiem – odrzekła. – Ja naprawdę tam byłam, to było rzeczywiste. Moje ciało było tam.

To było prawie wszystko, co zdołano ustalić w sprawie snu o UFO w czasie tej sesji. Z kolei w czasie pierwszej sesji udało się Jane przypomnieć cały szereg zdarzeń i to z dużą dokładnością. Dotyczyła ona głównie wzięcia, do którego doszło, gdy była małym dzieckiem wychowywanym przez babcię. Jej pierwsze świadome odczucie, że zobaczyła coś niezwykłego, wiąże się z obrazem jej „piastunki” padającej na ziemię w trakcie wieszania prania. Wówczas to poczuła nagle, że jest obserwowana i obróciwszy się, dostrzegła grupę czterech lub pięciu istot zmierzających w jej kierunku.

Kiedy zapytała je, po co tam przybyły, w odpowiedzi usłyszała:

– Nie martw się. Nic ci się nie stanie.

Następnie istoty odprowadziły ją w kierunku stodoły.

– Jak wygląda twój przyjaciel? – zapytał hipnotyzer. – Czy jest twego wzrostu? A może wyższy?

– Tylko trochę – odrzekła Jane. – Jest żółty.

Wspomnienia Jane dotyczące kolejnych zdarzeń były szczątkowe i pomieszane. Sądziła, że główna istota zaprowadziła ją do stodoły, gdzie umieszczono ją w czymś podobnym do „wiadra” i kręcono wkoło. Następnie przypomniała sobie, jak była badana, jak pomagano jej zejść ze stołu, na którym leżała naga i jak jej „przyjaciel” o „ciemnych, skośnych oczach” zabrał ją do innego pomieszczenia.

– Tu jest okrągło i bardzo jasno – powiedziała Jane, opisując, co widzi. – Widzę kolory, tylko kolory. Na górze jest niebiesko, ciemnoniebiesko. To piękny błękitny sufit. Podłoga łaskocze mnie w stopy. Idziemy przez cały pokój i przechodzimy w miejsce, gdzie są wszystkie zwierzęta.

Poproszona o powiedzenie czegoś więcej o tych zwierzętach, łącznie z jeleniem, którego trzymała jako swojego pupila, nagle zmieniła temat i wróciła do sceny, w której znajduje się obok niani leżącej nieruchomo na koszu z praniem i płacze. Hipnotyzer uspokoił ją i ponownie przeprowadził ją przez całą scenę. Tym razem udało się jej dostrzec więcej szczegółów związanych z jej badaniem.

– Gdzie jesteś, kiedy wiadro przestaje się poruszać? – zapytano ją.

– Pomagają mi wyjść i sadzają mnie na stole – powiedziała. – To stół. Przedtem zawsze byłam grzeczna. „Dlaczego tak płaczesz?” Nie wiem. Mówi, że mi to przejdzie. Nie będę czuła się tak źle, gdy będę starsza.

– Czego nie będziesz tak źle odczuwała?

– Ich przybycia, ich wizyt. To takie dobre. Patrzą na lewą i prawą stronę. Kładą mnie i kolejno podnoszą moje nogi. To łaskocze. Pociągają za moje palce u nóg. Pocierają rękami moje boki i mówią: „Obróć się” – więc się obracam.

Badanie trwało dalej. Jane była „poszturchiwana” czymś, co przypominało „pogrzebacz”. Potem zabrano ją do kolorowego pomieszczenia, a stamtąd do następnego.

– Wchodzimy do pomieszczenia, gdzie wszystko jest zielone, jak tu pięknie. – opisywała. – Widzę duże rośliny i zwierzęta, a także kolory, kolory kwiatów i pięknych drzew. Widzę króliki, jelenia i ptaka, i… och, och, och, tam w dole w wodzie!

– W jakiej wodzie?

– Tam jest woda, dużo wody, to coś jakby olbrzymi basen pływacki. Coś pływa w wodzie, ale ja chcę obejrzeć jelenia. Podchodzę, widzę jego oczy. Jest biały.

– Co z tą wodą? – ponowił pytanie hipnotyzer, ponieważ Jane odwróciła się od niej bardzo nerwowo.

– Wiem, co tam jest, ale nie chcę na to patrzeć! – opierała się. – Nie chcę na to patrzeć!

– Nie musisz – uspokoił ją hipnotyzer, lecz obraz już się wyklarował.

– Nie wiem, co to jest. To coś ma wielki łeb, jest zielone – powiedziała z lękiem w głosie, a następnie krzyknęła w panice – Och! Och! Auć! Złapał mnie! Aaaaa! Złapał mnie za szyję! Auć! Puszczaj! Och! Och! Moje ucho! Teraz boli mnie ucho!

Jane była tak przestraszona tym wspomnieniem, że po jej uspokojeniu zakończono sesję. Późnej opisała to wodne coś jako stworzenie o długiej szyi zwieńczonej głową z „wypukłościami”. Coś bolesnego stało się z jej uchem, po czym stworzenie zniknęło w wodzie. Nic więcej, aż do momentu kiedy istoty zaprowadziły ją z powrotem do jej babci, która zdążyła już odzyskać przytomność, nie pamiętała. Ilekroć próbuje czytać transkrypcje obu sesji hipnotycznych, z miejsca się denerwuje i musi przerywać ich lekturę. Powyższe wydarzenia są stosunkowo mało niezwykłe w całym scenariuszu jej „wzięć”, a jej nadmierna pobudliwość może wynikać z przeżyć, które wciąż tkwią zablokowane w jej pamięci.

Znacznie przyjemniejsze lub przynajmniej łatwiejsze do akceptacji były przekazy telepatyczne i „objawienia”, które Jane otrzymywała bez obecności obcych istot. Najwcześniejszy z nich otrzymała 25 listopada 1992 roku. Oto, co zanotowała na ten temat:

„Nagle zrozumiałam, że muszę się poświęcić Budzącym się. Zrozumiałam to, jakby mi to ktoś powiedział. Jest w tym jakaś nagła konieczność. Muszę szanować matkę i wszystko inne. Nie szkodzić i pozwolić żyć. Nadejdzie czas, gdy oni przedstawią się mi osobiście, w mojej rzeczywistości. Niedługo. W głębi naszych umysłów istnieją jako aniołowie. Poświęcić się Budzącym się. Robić dobre uczynki, a wszystko będzie jak należy”.

Druga wiadomość, z l grudnia, zawierała instrukcje i polecała jej przygotować się do wykonania zdjęć NOLi, które pojawiły się zgodnie z zapowiedzią.

22 kwietnia 1993 roku otrzymała kolejny przekaz.

„‚Zrozumiałam’, że muszę zebrać razem dla Karli i jej pracy wszystkie swoje notatki” – zanotowała. – „To, co mam, bardzo ułatwi jej pracę i powinno być jej dane bez żadnych opłat, jak o to prosi. Mam się postarać, aby podzielić się z nią wszystkim. Jest bardzo ważna jako głos, który zapoczątkuje wzrost świadomości na całym świecie. Jest jedną z wielu, którzy zaszczepią świadomość tych rzeczy u ‚budzących się’.

Kolejna wiadomość, z 8 czerwca, dotyczyła tego, do czego, jak sądzi, była przygotowywana i nauczana.

„Rozumiem, że jeśli będę medytować nad moją listą modlitw o wyzdrowienie przynajmniej raz dziennie, wówczas uwidocznią się rezultaty” – napisała. – „To następny krok we wzroście mojej aktywności. Jak daleko zajdę, będzie zależało od poziomu mojej dyscypliny, pasji, pragnienia i woli”.

27 czerwca ocknęła się ze snu o NOLach, ale nie mogła przypomnieć sobie żadnych szczegółów. Pamiętała jedynie, że w czasie snu odzyskała częściowo świadomość i starała się go zapamiętać, aby móc go później, kiedy się obudzi, zanotować. Zapamiętała jednak tylko krótką scenkę.

„Stałam i przyglądałam się sobie i po chwili stałam za sobą” – zanotowała tamtego ranka. Zapis ten został jednak zakłócony, ponieważ w tym momencie dostała nagły przekaz. Był on nieco inny od poprzednich „komunikatów” mimo podobnych odczuć.

– Nagle przypomniałam sobie lekcję udzieloną mi w czasie snu ostatniej nocy – powiedziała. – Zilustrowano i zademonstrowano mi, że jestem w rzeczywistości istotą duchową, która animuje ciało fizyczne. Jestem czymś niezależnym od ciała. Ciało jest narzędziem, w którym jestem uwięziona. Mogę się jednak oddzielić od niego przed śmiercią, co robiłam wiele razy, nie będąc tego świadoma. Jestem czysto duchową istotą, kiedy jestem bez ciała i będę nią znowu. Konieczna jest cierpliwość. Jestem istotą duchową animującą zewnętrzną powłokę. Ciało jest niczym, dusza jest wszystkim”.

30 września Jane otrzymała przekaz, który mówił, że jest już „gotowa do następnego etapu” i „początku nowych rzeczy”. Oświadczono jej, że pewna część zablokowanych w jej umyśle informacji zostanie udostępnionych jej świadomości, dzięki czemu „będę mogła dowiedzieć się tego, co poprowadzi mnie do przodu”. Ujrzała siebie jako „jednoosobowe odbicie ludzkości”, które może świadomie dokonać wyboru w kierunku „rozwoju” albo „upadku” za sprawą swoich uczynków i zamiarów.

W następnym miesiącu Jane otrzymała dwa kolejne przekazy. „Zrozumiałam, że mam wyzbyć się wszelkiego gwałtu i ujemnych skłonności, aby pozwolić kierować sobą kontrolującym impulsom” – oświadczono jej w pierwszym komunikacie. Drugi brzmiał bardzo prosto: „Rozumiem, że prawda jest osamotnionym miejscem. Prawda jest samotna. Dla każdego jego własna. Pogarda jest niewłaściwą postawą”.

Niedawno Jane miała „przebłysk” pamięci, który zdaje się być potwierdzeniem danej jej poprzednio w jednym z przekazów obietnicy udostępnienia jej zablokowanych wspomnień. Dotyczył on snu o UFO z 31 grudnia 1992 roku, w którym ukazał się jej latający spodek, który przekształcił się w kulę i przewrócił ją. Nowe wspomnienia zawierały jednak szczegóły znacznie różniące się od poprzednich. Po pierwszej obserwacji „z chmur niczym nóż” spadł czarny pojazd w kształcie spodka, w którym Jane wyczuła obecność „wielu inteligentnych istot”. Następnie widziała, jak opadł on ku ziemi i przemienił się w kulę o czterech nogach i wzorami widniejącymi na jej powierzchni, w której tym razem wyczuła pojedynczą inteligentną formę bytu. W trzeciej fazie obiekt „wzniósł się i przekształcił w czarno-szarą kulę z antenami” i bez podpór.

„Pamiętam ciemną kulę w kolorze żelaza jak broń” – zanotowała – „która miała antenę i świadomość mojego istnienia. Kiedy jej uwaga skoncentrowała się na mojej osobie, owładnęła mną zupełnie, tak że nie istniało nic poza mną i nią. Jej fizyczna siła była podobna do potężnego wiatru bezgłośnie napierającego na mnie. Kiedy powiedziałam ‚halo’, okazała zadowolenie i odpowiedziała mi. Kiedy jej uwaga zogniskowała się na mnie, stałam się jedynym obiektem jej zainteresowania… Ogniskowała swoją uwagę wyłącznie na mnie. Kiedy zbliżyła się, ‚anteny’ znikły. Było tam oko, duże i okrągłe, coś metalicznie srebrzystego w miejscu ‚nosa’. Usłyszałam metaliczne tykanie i ta srebrzysta rzecz zbliżyła się do mojego ucha. Odniosłam wrażenie, jakbym była w szpitalu. Mówi mi, że wszystko jest w porządku i że wie, że się nie boję i utwierdzają mnie w tym wszystkim telepatycznie. Wiem, że mnie słyszą i że on mnie ‚czyta’. Mam uczucie, że jestem otoczona potężną siłą i bezosobową troską i dobrocią. Mnie również wypełnia uczucie troski, zarówno personalnej, jak i w jeszcze większym stopniu bezosobowej. Gdy mój wzrok spoczął na nim, to ‚oko’ okazało się wyraźnie obce, a raczej nieludzkie. Mój Boże, było intensywne, badawcze, obiektywne, bezosobowe i przepotężne. To coś metalicznie srebrzystego patrzy. Podłącza się do mojego ucha poprzez zewnętrzny zacisk. W rzeczywistości przytwierdza się i zakrywa całe moje ucho i coś jest do niego wkładane. Coś, co się wszczepia i oddziaływa na chemizm mojego mózgu oraz niektóre jego subtelne funkcje. To się dodaje. Ten implant wygląda jak maleńki obły cylinder o długości około 5 milimetrów albo jeszcze mniej i wykonany jest z niemetalicznego materiału. Przez cały czas trwania tego zabiegu jestem uspokajana. I to nie boli zbyt mocno. Pytam, po co to robią. W odpowiedzi spogląda mi głęboko w oczy przez dłuższy czas. Potem mówi mi, że to był mój własny wybór, że zgodziłam się na to wszystko dawno temu. Mówię, że nie pamiętam takiej umowy i pytam, kiedy to zrobiłam. I odpowiada: ‚Zanim się urodziłaś’ i ‚rozmawialiśmy już o tym’. Pytam go: ‚Dlaczego ja?’. I odpowiada: ‚Ponieważ stałaś się otwarta i właśnie zaczęło się przebudzenie’. Powiedział mi, że ani ja, ani inni przebudzeni nie możemy powstrzymać budzenia się, zarówno siebie, jak i ludzkości. Klamka zapadła i wszystko toczy się już zgodnie z planem. Wyciągają tę rzecz z mojego ucha; bolało i trochę kłuło. Czuję, jakby coś zostało odjęte, jakiś rodzaj energii. Wprowadzili mi do głowy dźwięk i przez chwilę byłam ślepa i widziałam tylko jaskrawe wirujące kolory tęczy tak intensywne, że przez chwilę miałam ważenie eksplozji światła, której towarzyszyła fala bólu głowy. Zobaczyłam, że jego oko zbliża się i jego głowa dotyka mojej głowy, że nasze lewe oczy niemal się stykają i ból ustaje. Widziałam tylko jego oko. Usunęło ono kolory i ból i byłam mu za to bardzo wdzięczna. Jego oko uśpiło mnie, bliskość jego oka i energii sprawiła, że poczułam się dobrze. Nie umiem powiedzieć jednak, jak wyglądał, ponieważ ekranowanie kuli było bardzo silne. Kula miała pewnego rodzaju spoiny. Oko jest w pewien sposób częściowo obwiedzione… czarna pustka, w jakiś sposób wodnista, obserwuje mnie przenikając mnie do głębi, na wszystkich poziomach. W pewnym momencie tego wszystkiego, nie pamiętam jednak dokładnie kiedy, powiedziano mi, że żądne władzy ziemskie rządy będą bardzo zdziwione, ponieważ ich najkoszmarniejsze sny staną się rzeczywistością, że nie udało się im dokładnie przewidzieć pełnego efektu, jaki wywrze na ludzkości przybycie Wędrowców, gwałtownego wzrostu ich wpływu, że [rządy] nadal nie mogą pogodzić się, że przegrywają bitwę i że w końcu będą musiały się z tym pogodzić”.

Implikacje wynikające z tych stwierdzeń, jeśli są prawdziwe, są ogromne. Jane nie wiedziała, co myśleć o tym przekazie, chociaż przebieg tego badania wskazuje, że było to rzeczywiste zdarzenie. Co więcej, świadome wspomnienia różniły się od duchowego spotkania, które wypłynęło na światło dzienne w czasie sesji hipnotycznej. Czy były to dwa epizody tego samego wydarzenia, czy też wspomnienia jednego były kamuflażem dla drugiego?

W ciągu wszystkich swoich przeżyć Jane doznała całej gamy uczuć.

„Na początku byłam przerażona” – napisała we wstępnej fazie naszego kontaktu – „ale teraz już nie jestem. Czuję, że cokolwiek się dzieje, nie ma to na celu szkodzenia mi. Czuję, jakbym odnalazła zagubioną cząstkę siebie. Od listopada 1992 roku doświadczam głębokich duchowych przeżyć, które mają osobisty charakter. Czasami bywam zaniepokojona, ale nie sądzę, abym się nadal bała”.

W rzeczywistości stwierdziła raptowną zmianę w swoich emocjach, która nastąpiła zimą tego roku.

– Poszłam wczoraj do łóżka bardzo przestraszona – powiedziała – i obudziłam się nazajutrz bardzo spokojna.

Brzmi to, jak gdyby ktoś ją uspokoił i zrelaksował. Jej początkowe myśli na temat celu obcych istot wciąż jednak przyprawiają ją o ból brzucha.

– Wszystko to dzieje się zgodnie z ich celem, który został ustalony i którego realizację rozpoczęto dawno temu.

Jane uważa, że z jakiegoś względu dano jej szansę zaakceptowania ich, mimo iż nie ma to dla nich większego znaczenia.

– Oni i tak wygrają – stwierdziła.

Jane nie wie, z jakich powodów została wciągnięta w sprawy obcych, a także do realizacji jakich celów ją wytrenowano i przygotowano. Przypuszcza, że jej zadaniem jest przybliżenie ludziom faktu istnienia obcych istot. – Wiesz, czasami wydaje mi się, że jestem wykorzystywana – stwierdziła któregoś razu. – Nie wiem, czy to wszystko dzieje się z mojej własnej woli, czy też jestem tylko marionetką?

Czuje, że te istoty wprowadziły pewne informacje głęboko do jej umysłu, jakby „wypchały” ją skondensowaną wiedzą. Co więcej, oświadczyła, że aż do chwili obecnej nie czuła się gotowa, aby o tym wiedzieć. Postrzegała siebie jako jeden z milionów kiełków ruchu pobudzonych” do „stopniowego rozumienia”. Uważa również, że te istoty zaszczepiły jej nieufność wobec rządu. Nie była jednak pewna źródła poszczególnych zdarzeń oraz przekazów, ponieważ czuła, że kontakt z nią nawiązywały zarówno pozytywne, jak i negatywne istoty lub grupy.

Jeśli chodzi o te istoty, jedyne, co o nich wie, to to, co może wydedukować z ich działań i słów. Pewnego razu, kiedy poprosiła ich telepatycznie o podpowiedzenie jej lepszego terminu na swoje określenie niż „obcy”, podali jej słowo „Wędrowcy”. Powiedzieli ponadto, że przebudzeni ludzie zostali stworzeni jako „zwiastuni odrzucenia, niezadowolenia, rewolucji”. Sądząc po ich oddziaływaniach wątpliwości Jane nie zawsze są rozwiewane.

– Nie widzimy prawdziwej inteligencji kryjącej się za tymi wszystkimi scenami – twierdzi Jane.

To, że prowadzą nas przez epizody „o stałej scenerii” i „absurdalnej treści” przeraża ją.

– Obawiam, że może okazać się, że ta inteligencja jest całkowicie zimna i bezosobowa – powiedziała – że będzie nie do zniesienia.